Było przed godziną 22, kiedy na ulicy Lwowskiej pojawił się cielaczek. Błąkające i zagubione zwierzę od razu zwróciło uwagę przejeżdżąjacych samochodów.
- Jechaliśmy od nowego szpitala w dół i syn zobaczył, że coś jest na drodze. Początkowo widzieliśmy, że to zwierzę jest większe od psa. Gdy podjechaliśmy nieco bliżej zobaczyliśmy cielaka - opowiada Krzysztof Skrobiś, który jako pierwszy zatrzymał się, by pomóc zwierzakowi, a kamera w jego samochodzie zarejestrowała całe zdarzenie.
Szybka reakcja i pomoc zwierzęciu
Kierowcy, którzy akurat przejeżdżali, widząc co się dzieje błyskawicznie zablokowali na chwilkę drogę, włączyli światła awaryjne i ruszyli z pomocą cielaczkowi. Zwierzę jednak było mocno wystraszone i nie chciało zejść z ulicy, więc jeden z nich po prostu wziął malucha na ręce i przeniósł z ruchliwej dwupasmówki w bezpieczne miejsce. Pozostali zaalarmowali odpowiednie służby.
- Cielaczek może mówić o dużym szczęściu, dobrze że go w porę zauważyliśmy i nie jechaliśmy szybko, bo strach pomyśleć, co mogłoby się stać - mówi Krzysztof Skrobiś.
Kierowcy do czasu przyjazdu służb zaopiekowali się zwierzęciem. Cielaczek od razu zmienił nastawienie, tulił się i nastawiał głowę do głaskania, czym od razu zdobył sympatię wszystkich, którzy mu pomagali.
Historia z
Na miejscu pojawili się policjanci. Funkcjonariusze ustalili właściciela cielaka, a także powód w jaki sposób zwierzę znalazło się w środku nocy na drodze.
- Podczas transportu, prawdopodobnie w czasie postoju wydostało się z przyczepki i uciekło. Policjanci zaopiekowali się cielaczkiem, a zwierzę nie odniosło żadnych obrażeń - mówi asp. Kamil Wójcik, oficer prasowy KMP w Tarnowie.
Cała historia zakończyła się happy endem, a cielaczek miał szczęście, że trafił właśnie na takich kierowców i mógł wrócić do właściciela.
Czytaj cały artykuł u źródła — Tarnow Nasze Miasto