RAK
    „Mamusiu, to będzie mój pokój…” Dziś po pożarze zostały tylko zgliszcza i pytanie: dlaczego ktoś im to zrobił?

    „Mamusiu, to będzie mój pokój…” Dziś po pożarze zostały tylko zgliszcza i pytanie: dlaczego ktoś im to zrobił?

    1992 odsłon
    „Mamusiu, to będzie mój pokój…” Dziś po pożarze zostały tylko zgliszcza i pytanie: dlaczego ktoś im to zrobił?

    Jeszcze kilka dni temu odliczali czas do jednego z najszczęśliwszych momentów w swoim życiu. Następnego dnia rano miały zostać wylane posadzki. Do końca roku planowali wprowadzić się do własnego domu – miejsca, na które pracowali przez 15 lat. Dziś stoją przed pogorzeliskiem.

    Justyna Tomaszewicz, rozmawiając z dziennikarką portalu, co chwilę przerywa. Milknie. W oczach pojawiają się łzy. Głos załamuje się przy niemal każdym wspomnieniu. Kilka razy nie jest w stanie dokończyć zdania.

    – To nie był tylko dom. To było całe nasze życie. Piętnaście lat wyrzeczeń, pracy i marzeń. Dzisiaj nie zostało z tego nic… – mówi, ocierając łzy.

    Piętnaście lat wyrzeczeń

    Justyna ma 35 lat, Damian 37. Oboje od lat robili wszystko, by spełnić marzenie o własnym domu.

    Planowali zaciągnąć niewielki kredyt, ale jak podkreśla kobieta, do tej pory finansowali budowę z własnych oszczędności.

    – Przez piętnaście lat odkładaliśmy każdą możliwą złotówkę. Prowadzę korepetycje, ale poszłam także do pracy przy obróbce metali w Słubicach, bo chciałam więcej zarabiać. Wszystko po to, żeby mieć jak najmniejszy kredyt. Nie chcieliśmy żyć ponad stan. Chcieliśmy spokojnie wybudować swój dom. Pan Damian jest policjantem w słubickiej komendzie.

    Nigdy nie bali się ciężkiej pracy.

    – Nie prosiliśmy nikogo o pomoc. Sami przerzucaliśmy ziemię łopatami, sami sprzątaliśmy gruz. Wszystko robiliśmy własnymi rękami, żeby ograniczyć koszty. Mówiliśmy sobie: może potrwa to dłużej, ale kiedyś usiądziemy w tym domu i będziemy wiedzieć, że stworzyliśmy go sami.

    Poznali się w Warszawie. Jeszcze zanim zostali małżeństwem, Justyna wyznała Damianowi, o czym marzy najbardziej. Nie pragnęła luksusów ani wielkiego majątku. Chciała zwyczajnego, spokojnego życia – domu pełnego ciepła, dziecięcego śmiechu i psa biegającego po podwórku.

    Po ślubie krok po kroku zaczęli spełniać te marzenia. Zamieszkali w niewielkim mieszkaniu, na świat przyszedł ich synek, dziś dwuipółletni Jaś. Kolejnym etapem miała być przeprowadzka do wymarzonego domu.

    Justyna pochodzi z Maczkowa, dlatego swój dom budowali tuż obok domu rodzinnego, w którym do dziś mieszkają jej rodzice. To miało być miejsce, gdzie ich syn będzie dorastał blisko dziadków, a cała rodzina stworzy bezpieczną przystań na długie lata.

    Każdy centymetr był zaplanowany

    Dom był już w stanie surowym zamkniętym. Następnego dnia rano miały zostać wykonane posadzki.

    Justyna od miesięcy prowadziła zeszyt, w którym planowała każdy szczegół przyszłego domu.

    – Zapisywałam wszystko. Gdzie będą kontakty, jak ustawić meble, jakie wybrać kolory. Każdy centymetr miałam rozrysowany. Już oglądałam kuchnie, wybierałam dodatki. Zamykam dziś oczy i nadal widzę tę kuchnię… tylko wiem, że już nigdy jej nie będzie…

    Po tych słowach zapada cisza.

    Justyna odwraca wzrok i zaczyna płakać.

    „Mamusiu, to będzie mój pokój”

    Bolą też wspomnienia związane z ich synkiem. Jaś ma zaledwie dwa i pół roku.

    – Codziennie tam jeździliśmy. Choć na chwilę. Żeby popatrzeć i się pocieszyć. Synek biegał po domu i wołał: „Mamusiu, to będzie mój pokój!”, potem leciał do łazienki, do kolejnych pomieszczeń. Był taki szczęśliwy…

    Dziś chłopiec nie rozumie, dlaczego mama nieustannie płacze, a tata, który zawsze był dla niego ostoją spokoju, nagle ukrywa twarz w dłoniach.

    Nie rozumie, dlaczego nie pojedzie już do swojego nowego pokoju. To właśnie dla niego rodzice przez lata pracowali ponad siły i odkładali każdą możliwą złotówkę.

    Biegły wskazał na podpalenie

    Najtrudniejsze jest to, że wszystko wskazuje na celowe działanie człowieka.

    – Wszystko było zamknięte. Po pożarze było widać rozwaloną siatkę. Biegły stwierdził, że było to podpalenie.

    Justyna do dziś nie potrafi znaleźć odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.

    – Nie mamy wrogów. Nie chwaliliśmy się budową. Cieszyliśmy się po cichu. Wszystko, co mamy, zdobyliśmy ciężką pracą. Jestem osobą, która zawsze pierwsza biegnie pomagać innym. Staram się rozwiązywać konflikty, a nie je tworzyć. Nie rozumiem, że ktoś mógł zrobić nam coś takiego. Przyszedł i zniszczył nasze życie. A ja nie wiem… za co.

    „Nie udźwignę kredytu na pół miliona”

    Jeszcze kilka dni temu myśleli o wykończeniu domu. Dziś nie wiedzą nawet, czy będą w stanie rozpocząć budowę od nowa.

    – Nie chcę brać kredytu na pół miliona złotych. To dla mnie zbyt wielkie obciążenie psychiczne. Chcieliśmy niewielki kredyt tylko na wykończenie. Spokojnie go spłacać. A teraz? Mam znów zadłużyć się na ogromne pieniądze? A jeśli ktoś znowu zrobi to samo?

    „Słowa nie wystarczą”

    Po tragedii rodzina otrzymuje setki wiadomości.

    – Ludzie piszą, że będzie dobrze. Jestem wdzięczna za każde słowo, ale prawda jest taka, że ja wiem, że nie będzie dobrze. Bardziej liczę na realną pomoc albo podpowiedź, co robić dalej. Samymi słowami nie odbudujemy naszego życia.

    Chcą jak najszybciej uprzątnąć zgliszcza

    Na miejscu zakończyły się już działania wszystkich służb. Gmina podstawiła kontener. Strażacy oraz mieszkańcy zaoferowali pomoc przy porządkowaniu pogorzeliska.

    – Chcemy to uprzątnąć jak najszybciej. Nie chcę codziennie patrzeć na te zgliszcza. Dom stoi obok domu rodzinnego. Nie chcę każdego dnia wracać do tego bólu. Nie wiem, czy i kiedy jeszcze będziemy się budować. Dzisiaj po prostu nie umiem o tym myśleć.

    Dom zamienił się w pogorzelisko

    Są tragedie, których nie da się opisać liczbami ani zdjęciami. Trudno wyobrazić sobie moment, w którym na własnych oczach patrzy się, jak płonie miejsce będące symbolem piętnastu lat pracy, wyrzeczeń i marzeń.

    Każda cegła przypominała godziny dodatkowej pracy. Każde pomieszczenie miało już swoją historię, choć nikt jeszcze w nim nie zamieszkał. W ciągu jednej nocy wszystko zamieniło się w osmalone mury, popiół i ciszę.

    Dla Justyny i Damiana nie spłonął tylko budynek. Spłonęło poczucie bezpieczeństwa, plany i marzenia o spokojnym życiu z synkiem we własnym domu.

    Ruszyła pomoc

    Historia Justyny, Damiana i ich synka poruszyła mieszkańców powiatu. Niemal natychmiast rozpoczęły się akcje pomocowe.

    Sołectwo Urad i Sołectwo Maczków zapraszają mieszkańców na charytatywną sprzedaż domowych ciast , która odbędzie się w niedzielę, 5 lipca, od godziny 9.30 przy kościele w Uradzie .

    Cały dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na wsparcie pogorzelców z Maczkowa.

    Uruchomiona została róównież internetowa zbiórka, dzięki której każdy może pomóc rodzinie stanąć na nogi.

    Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/wv84r8

    Każda pomoc ma znaczenie

    Rodzina stoi dziś przed ogromnym wyzwaniem. Najpierw trzeba uprzątnąć pogorzelisko i rozebrać to, czego nie uda się już uratować. Dopiero później będzie można myśleć o odbudowie.

    Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na uprzątnięcie i rozbiórkę zniszczonych przez ogień elementów konstrukcyjnych oraz zakup materiałów budowlanych potrzebnych do rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

    Dla wielu osób będzie to niewielki gest. Dla Justyny, Damiana i małego Jasia może być pierwszym krokiem do odzyskania nadziei, że kiedyś znów będą mogli powiedzieć: „To jest nasz dom”.

    Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/wv84r8

    Policja prowadzi czynności zmierzające do ustalenia sprawcy.

    Czytaj cały artykuł u źródła — I Love Słubice - Portal powiatu słubickiego

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era