
4 minuty czytania • 25.06.2026 15:58
Krzysztof Wiejak
Dziennikarz
Na piętnastu mówców zaledwie dwóch krytycznie odniosło się raportu o Lublinie przygotowanego przez prezydenta Krzysztofa Żuka i jego podwładnych. Krytyków być może byłoby więcej, ale do głosu nie dopuścili ich radni z obozu prezydenta.
Ten tekst powstał dzięki wsparciu naszych Czytelników. Dziękujemy, że nas czytacie i wierzycie w sens tego, co robimy.
Dzisiejszą debatę nad raportem o stanie miasta ( dokument do pobrania TUTAJ ) rozpoczął prezydent Krzysztof Żuk (KO), który przez kilkanaście minut wymieniał sukcesy kolejnego roku swoich rządów. Żuk, który rządzi Lublinem już 15 lat, mówił o znaczeniu dla miasta obszarów wsparcia rozwoju przedsiębiorczości, o akademickości i umiędzynarodowieniu miasta, o inteligentnych specjalizacjach (w tym o sektorze IT), o wspieraniu budowy nowoczesnego sektora usług, o przyciąganiu usług outsourcingowych, czy zrealizowaniu „ponad 300 projektów za około 6 miliardów złotych, w tym około 4 miliardów z funduszy europejskich”.
Żuk odniósł się także do głosów krytyki: – Jeśli poszukamy w mediach społecznościowych, kto szczególnie krytycznie się wypowiadał, to znajdziecie państwo osoby ze Szczecina, Bydgoszczy, Torunia, Warszawy, z wielu wielu innych miast. Co oczywiście nie oznacza, że mają się nie wypowiadać, ale ich radykalne oceny dotyczące tego, co robimy w Lublinie, jaki jest Lublin, w wielu przypadkach rozmijały się w sposób oczywisty z prawdą – mówił.
Kto mógł, a kto nie mógł się wypowiedzieć
Po jego wystąpieniu rozpoczęła się debata z udziałem mieszkańców. I zaczęła się od zgrzytu. Okazało się, że zapisane do głosu są 23 osoby, ale przepisy wskazują, że głos może zabrać maksymalnie piętnaście. Chyba że Rada Miasta rozszerzy listę. Co zresztą miało miejsce rok temu – wówczas radni jednogłośnie zgodzili się, by wypowiedziało się 25 osób.
W tym roku było inaczej. Za dopuszczeniem wszystkich chętnych w dyskusji opowiadali się radni opozycyjnego klubu PiS. Ich wniosek został jednak odrzucony przez radnych rządzącego Lublinem klubu prezydenta Żuka (koalicja KO, Wspólnego Lublina i Centrum Polska). – Hańba ! – krzyczał po głosowaniu radny Tomasz Gontarz z PiS.
Ostatecznie pod kreską, czyli bez możliwości wypowiedzenia się, znaleźli się m.in. znany krytyk prezydenta Krzysztofa Żuka Jacek Skiba , który – jak informowaliśmy – w marcu złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta. Chodzi o jego kandydowanie w 2024 roku na radnego RM Lublin. Żuk oświadczył, że posiada bierne prawo wyborcze, a to oznacza, że kandydat musi stale zamieszkiwać w gminie, do której startuje. Tymczasem – jak podkreśla w zawiadomieniu Skiba – prezydent w rzeczywistości od lat mieszka w Jakubowicach Konińskich.
Radni nie mieli też możliwości wysłuchać wystąpienia m.in. Krystyny Brodowskiej ze stowarzyszenia Ekologiczny Lublin, która walczy z planami budowy spalarni śmieci w Lublinie, czy Krzysztofa Jakubowskiego , prezesa Fundacji Wolności (wydawca Jawnego Lublina). Każda z tych osób musiała zebrać 50 podpisów, by wziąć udział w dyskusji. Pełna lista mówców (także tych pod kreską), na zdjęciu poniżej.
Dla kogo planujemy przyszłość Lublina
Pierwszych sześciu mówców zdecydowanie pozytywnie oceniło to, co w ostatnim roku, a nawet ostatnich latach wydarzyło się w Lublinie. – Dziękujemy za wsparcie, jesteśmy wdzięczni – nie szczędzili pochwał pod adresem prezydenta i jego współpracowników.
Podkreślali dynamiczny rozwój miasta. – Lublin nie zatrzymał się w miejscu, ale konsekwentnie rozwija się – chwalił Józef Kazimierczak z rady dzielnicy Szerokie. A Lidia Kasprzak-Chachaj , przewodnicząca zarządu dzielnicy Za Cukrownią, stwierdziła: – Oczywiście, podczas dzisiejszej sesji usłyszymy też głosy krytyczne. Najłatwiej jest krytykować z boku, wytykać błędy i mówić, co można by zrobić lepiej, zafiksować się na innym temacie. Każdy, kto choć raz stał na czele jakiejkolwiek organizacji, stowarzyszenia, nie mówiąc już o dużym przedsiębiorstwie, doskonale wie, jak trudne i skomplikowane jest zarządzanie ludźmi, budżetem i procedurami. A co dopiero mówić o zarządzaniu miastami. Wymaga to ogromnej odpowiedzialności i strategicznego myślenia – mówiła, dziękując przy okazji prezydentowi za „otwartość i wsparcie w sytuacjach kryzysowych”.
Dopiero siódmy mówca, Andrzej Filipowicz z Lubelskiego Alarmu Smogowego, wyłamał się z nurtu pochwał. Na sesję przyszedł z prezentacją „Dla kogo planujemy przyszłość Lublina?”, którą wyświetlił na ratuszowych ekranach. Zaczął od depopulacji Lublina. Wskazał na systematyczny spadek liczby mieszkańców (przyrost naturalny w 2025 roku to 1144 osoby mniej). Tymczasem, jak zaznaczył, przygotowywany właśnie plan ogólny Lublina zakłada, że w najbliższych dekadach miastu przybędzie aż 137 tys. mieszkańców. – Skoro mieszkańców ubywa, dlaczego planujemy zabudowę kolejnych terenów biologicznie czynnych? Czy nie powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o jakość życia tych, którzy już tu mieszkają? – pytał.
Na koniec swojego wystąpienia przekazał zastępcy prezydenta Tomaszowi Fularze kalendarz ze zdjęciami chomika europejskiego. – Zwierzęcia Roku 2026 – podkreślił. Krzysztofa Żuk nie było wówczas w sali obrad Rady Miasta. – Prezydent prosi mnie o przekazanie, że na stojąco słucha, jest z nami – zapewnił jego zastępca Tomasz Fulara . Przypomnijmy, że prezydent przeszedł „bolesną operację kręgosłupa” , był przez dłuższy czas nieobecny w pracy, a teraz przechodzi rehabilitację.
Później prezydent pojawił się na sesji, by odnieść się m.in. do słów Filipowicza o depopulacji miasta. Mówił, że mimo odpływu mieszkańców do sąsiednich gmin, ci wciąż w Lublinie pracują, korzystają ze szkół, infrastruktury czy kultury. Mówił też o wzroście liczby podatników. – W ciągu ostatnich lat liczba podatników rozliczających się się w Lublinie wzrosła o 5500 osób, czyli mimo tych procesów suburbanizacyjnych, baza podatkowa gmina nie tylko się utrzymuje, ale i zwiększa .
Już na koniec dwugodzinnej dyskusji, gdy okazało się, że z pierwszej piętnastki kilka osób się nie pojawiło, przewodniczący RM Jarosław Pakuła (KO) odczytał nazwiska z listy rezerwowej. Ale i tych osób nie było wówczas w budynku Ratusza. – Trudno oczekiwać, że gdy komuś powiedziano, że nie będzie miał możliwości zabrania głosu, to będzie czekał kilka godzin, bo może jednak przewodniczący zmieni zdanie i okaże mu łaskę – komentuje Krzysztof Jakubowski z Fundacji Wolności.
11 komentarzy
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi