RAK
    Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa

    Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa

    2275 odsłon
    Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa

    Dzisiaj, 13:32

    Premier zapowiedział ograniczenie czasu pracy lekarzy wykonujących świadczenia na podstawie kontraktów. Obecnie limity wynikające z prawa pracy dotyczą przede wszystkim medyków zatrudnionych na etatach. Lekarz prowadzący działalność gospodarczą i pracujący na podstawie umowy cywilnoprawnej może natomiast zawierać kontrakty z kilkoma placówkami.

    W praktyce prowadziło to czasem do sytuacji rodem z filmu science fiction: z dokumentów wynikało, że jedna osoba pracowała w ciągu doby więcej niż 24 godziny — i to równocześnie w kilku miejscach.

    – Zdarzały się przypadki, że pracowano większą liczbę godzin, niż ma doba. I to w kilku miejscach – powiedział Donald Tusk.

    Według zapowiedzi szefa rządu lekarz kontraktowy będzie mógł pracować maksymalnie tyle, ile odpowiada dwóm pełnym etatom. Premier argumentuje, że nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo pacjentów.

    Trudno z tym polemizować. Zmęczony lekarz, kończący kolejny wielogodzinny dyżur, nie staje się przecież bohaterem serialu medycznego, który mimo braku snu zawsze stawia bezbłędną diagnozę. Jest człowiekiem. A człowiek przemęczony częściej popełnia błędy.

    Koniec procentu od zabiegu

    Druga zapowiadana zmiana może wywołać jeszcze większe emocje. Rząd chce zabronić ustalania wynagrodzenia lekarza jako procentu wartości wykonanej procedury medycznej.

    – Leczenie nie jest brutalnym biznesem. Liczenie procentu od procedury, a niektóre procedury są bardzo drogie, doprowadzało do sytuacji, które wzbudziły uzasadnione emocje – stwierdził premier.

    Chodzi o kontrakty, w których wysokość wynagrodzenia lekarza zależy bezpośrednio od liczby lub wartości wykonanych zabiegów. Im więcej procedur i im droższe świadczenia, tym większa wypłata.

    Taki system bywa przedstawiany jako sposób na zwiększenie efektywności oddziału. Ma zachęcać lekarzy do wykonywania większej liczby zabiegów, skracania kolejek i pozyskiwania pacjentów.

    Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy medycyna zaczyna przypominać pracę na akord.

    Pacjent nie może być kolejną pozycją w arkuszu kalkulacyjnym, a decyzja o wykonaniu zabiegu nie powinna być powiązana z tym, ile lekarz na nim zarobi. Nawet jeżeli wszystkie procedury są medycznie uzasadnione, sam mechanizm tworzy niebezpieczny konflikt interesów.

    Tomaszów nie jest wyjątkiem

    Sprawa ma bezpośredni wymiar lokalny. Na części oddziałów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia funkcjonują kontrakty, w których wynagrodzenie lekarzy jest powiązane z wykonywanymi procedurami.

    Oznacza to, że planowane przez rząd rozwiązania mogą wpłynąć także na sposób organizacji pracy i finansowania świadczeń w tomaszowskim szpitalu.

    Nie przesądza to oczywiście, że w TCZ dochodziło do nieprawidłowości. Nie można automatycznie stawiać znaku równości pomiędzy wynagrodzeniem zależnym od procedury a nadużyciem. Taki model był stosowany przez wiele szpitali jako odpowiedź na brak lekarzy, konkurencję o specjalistów i konieczność utrzymania działalności oddziałów.

    Nie zmienia to faktu, że system wymaga kontroli.

    Właściciel szpitala, czyli Powiat Tomaszowski, powinien wiedzieć, na których oddziałach obowiązuje taki sposób wynagradzania, jakie kwoty są wypłacane, czy istnieją miesięczne limity oraz jakie zabezpieczenia wprowadzono, aby interes finansowy nie wpływał na decyzje medyczne.

    Potrzebna jest również odpowiedź na pytanie, czy wynagrodzenia pozostają proporcjonalne do sytuacji finansowej szpitala. Szczególnie wtedy, gdy mieszkańcy słyszą o niedoborze pieniędzy, ograniczeniach kontraktu z NFZ, problemach z dostępnością świadczeń albo konieczności poszukiwania oszczędności.

    System sam stworzył problem

    Nie wolno jednak sprowadzać całej sprawy do opowieści o „chciwych lekarzach”. Byłoby to wygodne, ale nieuczciwe.

    Przez lata kolejne rządy, dyrektorzy szpitali i samorządy zgadzały się na coraz bardziej skomplikowany system kontraktowy. Placówki, walcząc o specjalistów, podbijały stawki i oferowały warunki, których często nie były w stanie zapewnić lekarzom etatowym.

    Powstał rynek, na którym najlepszy specjalista mógł dyktować warunki, ponieważ bez jego podpisu oddział nie spełniał wymogów kadrowych i musiałby zostać zamknięty.

    Teraz państwo próbuje zatrzymać pociąg, który samo przez lata rozpędzało.

    Zmiany nie mogą więc zostać wprowadzone jednym politycznym zdaniem i pozostawione dyrektorom szpitali. Jeżeli rząd zakaże rozliczania lekarzy procentem od procedur, musi jednocześnie wskazać legalny i finansowo możliwy sposób zastąpienia obecnych kontraktów.

    W przeciwnym razie część specjalistów może odejść do prywatnych placówek albo szpitali, które zaoferują im lepsze warunki w innej formule. Wówczas zamiast końca patologii zobaczymy zamknięte poradnie, zawieszone oddziały i jeszcze dłuższe kolejki.

    Czas na jawność w TCZ

    Zapowiedź premiera powinna stać się impulsem do przedstawienia przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz władze powiatu pełnej informacji o obowiązującym systemie kontraktowym.

    Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, ile szpital płaci za dyżury, zabiegi i procedury, gdzie obowiązuje wynagrodzenie procentowe oraz jak kontrolowany jest czas pracy lekarzy zatrudnionych jednocześnie w kilku placówkach.

    Nie chodzi o urządzanie polowania na lekarzy ani publikowanie nazwisk i indywidualnych wynagrodzeń. Chodzi o reguły gospodarowania publicznymi pieniędzmi.

    Donald Tusk mówi, że leczenie nie może być „brutalnym biznesem”. To prawda. Ale aby to zdanie nie pozostało jedynie efektownym cytatem z konferencji prasowej, potrzebne są przejrzyste przepisy, kontrola kontraktów i odwaga właścicieli szpitali.

    Także w Tomaszowie Mazowieckim.

    Bo pacjent nie jest procedurą. Lekarz nie powinien być pracownikiem na akord. A publiczny szpital nie może działać jak firma, w której najważniejsze pytanie brzmi: ile można zarobić na kolejnym zabiegu?

    To również może cię zainteresować

    Dyskusja o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przestała być wyłącznie politycznym pojedynkiem na słowa. Po raz pierwszy publicznie głos zabrał lekarz kierujący jednym z kluczowych oddziałów szpitala. Mateusz Nowak, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego, ostrzega przed skutkami planowanej konsolidacji i pyta wprost: jaka to „szansa” dla Tomaszowa, skoro podobne procesy w innych miejscach kończyły się zamykaniem oddziałów, ograniczaniem świadczeń i marginalizacją mniejszych placówek? Pod jego wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy pacjentek. To nie są polityczne slogany. To są świadectwa kobiet, które na tym oddziale rodziły, przechodziły operacje onkologiczne i walczyły o życie.

    Do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego miały trafić kolejne wnioski dotyczące tomaszowskich radnych. Sprawa dotyczy możliwego naruszenia przepisów określanych potocznie jako antykorupcyjne oraz przepisów związanych z prawem wybieralności. Na razie nie ma mowy o przesądzaniu winy. Są za to pytania, na które mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego mają prawo poznać odpowiedzi.

    Przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia po raz kolejny stała się osią gwałtownego sporu politycznego. Radny Kazimierz Mordaka zarzucił władzom szpitala brak planu naprawczego, narastające straty i obronę partyjnych nominacji. Konrad Borowski, prezes TCZ i radny miejski, odpowiedział równie mocno. Jego zdaniem Mordaka buduje polityczną narrację na półprawdach, a temat ochrony zdrowia próbuje zamienić w paliwo przedwyborcze.

    To nie jest zwykły wniosek radnych. To dokument, który czyta się jak ponury żart napisany przez ludzi przekonanych, że mieszkańcy powiatu tomaszowskiego mają pamięć złotej rybki. Przez lata mieli władzę, wpływ na kadry, dostęp do dokumentów, zarządów, rad nadzorczych i finansów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Dziś proszą, aby ktoś wytłumaczył im, czym są obowiązki właścicielskie, odpowiedzialność organów spółki, ryzyka finansowe i modele restrukturyzacji. Innymi słowy: po kilku latach prowadzenia autobusu chcą zorganizować seminarium o tym, do czego służy kierownica.

    Planowana konsolidacja Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ze szpitalem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi powinna zostać poprzedzona szeroką debatą publiczną – uważa radny miejski Kazimierz Baran. W interpelacji skierowanej do prezydenta Marcina Witko domaga się przedstawienia Radzie Miejskiej projektu stanowiska dotyczącego przyszłości lokalnego szpitala. Radny wskazuje na ryzyko ograniczenia dostępności leczenia, likwidacji części oddziałów oraz przenoszenia świadczeń do Łodzi.

    Od 1 lipca w Tomaszowskim Centrum Zdrowia działa nowy Oddział Dzienny Terapii Uzależnienia od Alkoholu. Placówka zapowiada kompleksową i dyskretną pomoc dla pacjentów oraz wsparcie w podjęciu leczenia na wczesnym etapie choroby.

    Napisz komentarz

    Czytaj cały artykuł u źródła — NaszTomaszów.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era