
Dzisiaj, 21:22
Podczas konferencji prasowej szef rządu mówił o zjawiskach, które od dawna wywołują społeczne oburzenie. W kraju, w którym pacjent potrafi miesiącami czekać na specjalistę, a SOR-y i poradnie często przypominają sceny z filmu o systemie przeciążonym do granic, każda informacja o uprzywilejowanych ścieżkach leczenia działa jak iskra na suchą trawę.
Premier wskazał trzy obszary wymagające pilnej reakcji: uprzywilejowane miejsca obsługi pacjentów , określane jako saloniki VIP, omijanie kolejek do świadczeń oraz kominy płacowe w ochronie zdrowia.
„To musi się skończyć”
Donald Tusk podkreślił, że dostęp do publicznej ochrony zdrowia powinien być równy i zależeć od medycznej potrzeby oraz miejsca w kolejce, a nie od znajomości, układów czy dodatkowych możliwości.
— To zjawisko musi zniknąć zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością — mówił premier.
Szef rządu zapowiedział, że oczekuje od NFZ i resortu zdrowia nie ogólnych deklaracji, lecz precyzyjnych rozwiązań. Jeśli ich nie otrzyma, ma podjąć decyzje już w środę.
— Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne — zadeklarował.
Centralna e-rejestracja ma ukrócić „zeszyty” i ręczne sterowanie kolejką
Jednym z głównych narzędzi naprawy systemu ma być centralna e-rejestracja , czyli rozwiązanie, które ma pokazywać wolne terminy świadczeń w całym kraju. Premier polecił przyspieszenie prac nad systemem.
Według jego zapowiedzi centralna e-rejestracja ma zacząć działać najpóźniej do końca roku. W praktyce oznaczałoby to większą przejrzystość kolejek i ograniczenie sytuacji, w których pacjent nie wie, gdzie realnie może uzyskać najszybszą pomoc.
Tusk mówił wprost o końcu „zeszytów” i nieformalnego zarządzania dostępem do świadczeń. To właśnie takie mechanizmy przez lata budowały poczucie, że w publicznej ochronie zdrowia jedni stoją w kolejce, a inni znajdują boczne wejście.
Minister zdrowia pod presją
Premier odniósł się również do pozycji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Podkreślił, że jej apolityczność i brak partyjnego zaplecza miały być atutem, ale najbliższe dni pokażą, czy wystarczy jej determinacji i siły do przeprowadzenia zmian.
Tusk zaznaczył, że nie ma wątpliwości co do jej kompetencji. Jednocześnie przyznał, że kierowanie resortem zdrowia wymaga nie tylko wiedzy, ale też przebojowości i zdolności do starcia z systemem, w którym interesy różnych grup od lat splatają się jak węzeł gordyjski.
Szef rządu zapewnił też, że działania obecnej minister nie mają związku z tym, co działo się w Szpitalu Południowym.
Kontrole NFZ pokazują skalę problemu
Premier przywołał dane z kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2024 roku przeprowadzono 909 kontroli placówek ochrony zdrowia. Skutkowały one 25 zawiadomieniami do prokuratury na kwotę blisko 88 mln zł. Według przedstawionych informacji nieprawidłowości stwierdzono w 94 proc. skontrolowanych miejsc.
W 2025 roku przeprowadzono 798 kontroli. W ich wyniku skierowano 27 zawiadomień do prokuratury na kwotę 53 mln zł, a nieprawidłowości wykryto w 97 proc. przypadków.
W 2026 roku kontroli było 482. Do prokuratury trafiło 11 zawiadomień na kwotę 20 mln zł, a nieprawidłowości stwierdzono w 99 proc. skontrolowanych placówek.
Te dane pokazują, że problem nie dotyczy pojedynczych incydentów. To raczej obraz systemu, w którym kontrola zbyt często odkrywa błędy, nadużycia albo przynajmniej niechlujność w rozliczaniu świadczeń.
Lekarze mają prawo dobrze zarabiać, ale system nie może być żerowiskiem
Premier wyraźnie zaznaczył, że lekarze mają prawo do wysokich zarobków. Problemem nie są same wynagrodzenia, ale sytuacje, w których bardzo wysokie kwoty wynikają z wad systemu, nadużyć albo obchodzenia zasad.
— Atmosfera będzie nie do zniesienia, jeśli będzie się okazywało coraz częściej, że niektórzy zarabiają grube miliony, bo nadużywają tego systemu — mówił Tusk.
To ważne rozróżnienie. Ochrona zdrowia nie może być polem nagonki na lekarzy, pielęgniarki czy personel medyczny. Ale nie może też być miejscem, w którym pacjent czeka miesiącami, a równolegle wybrani potrafią znaleźć szybszą ścieżkę lub zbudować fortunę na lukach w systemie.
Pacjent ma być w centrum, nie układ
W publicznej ochronie zdrowia najważniejszy powinien być pacjent. Nie polityczna przepychanka, nie korporacyjna gra interesów, nie lokalne układy i nie „kto kogo zna”. Jeśli centralna e-rejestracja rzeczywiście ma pokazać wszystkie wolne terminy i uporządkować kolejki, może być jednym z ważniejszych narzędzi naprawy.
Na razie jednak premier postawił sprawę twardo: do wtorku mają być rekomendacje, w środę mogą być decyzje. Także personalne.
W ochronie zdrowia od lat słyszymy, że „trzeba coś zrobić”. Teraz padła zapowiedź, że czas na ogólniki się kończy. Pacjenci czekają nie na kolejną konferencję, ale na system, w którym drzwi do lekarza nie otwierają się szerzej dla tych, którzy mają znajomości, pieniądze albo dostęp do właściwego zeszytu.
To również może cię zainteresować
Pacjent nie potrzebuje konferencji prasowej. Nie potrzebuje kolejnej strategii, następnego programu naprawczego i zapewnień, że „trwają analizy”. Pacjent potrzebuje badania, diagnozy i leczenia. W rozsądnym czasie. Bez upokorzenia. Bez biegania między publiczną rejestracją a prywatnym gabinetem. Bez słuchania, że „na NFZ terminów nie ma”, ale „prywatnie można szybciej”.
Puste szpitalne łóżko wygląda niewinnie. Metalowa rama, materac, pościel, czasem stolik obok. Ale w szpitalnej księgowości nie jest to symbol spokoju. To rachunek. Codzienny, powtarzalny, bezlitosny. Rachunek za gotowość, dyżury, personel, energię, sprzęt, procedury, które trzeba utrzymać nawet wtedy, gdy pacjenta nie ma.
Nad region nadchodzi fala wysokich temperatur. To nie jest zwykłe „ładne lato”, w którym wystarczy uchylić okno i nalać sobie lemoniady z lodem. Według prognozy dla Tomaszowa Mazowieckiego temperatura ma przekroczyć 30 stopni już w czwartek, a w kolejnych dniach może wzrosnąć jeszcze bardziej — nawet do poziomu groźnego dla zdrowia, szczególnie dla dzieci, seniorów i osób przewlekle chorych. Dla Tomaszowa obowiązuje również pomarańczowe ostrzeżenie IMGW przed upałem, początkowo od czwartku 25 czerwca od godz. 12.00 do soboty 27 czerwca do godz. 10.00, z zapowiedzią kontynuacji wysokich temperatur.
Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.
Nie zawsze pacjent potrzebuje od razu specjalisty. Czasem potrzebuje kogoś, kto złoży jego leczenie w całość — jak dobrze napisaną partyturę, w której każdy instrument wchodzi we właściwym momencie. Temu właśnie ma służyć opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej. W województwie łódzkim korzysta z niej już około 2,3 mln pacjentów, czyli blisko 70 proc. osób zadeklarowanych do poradni POZ.
Porozumienie Rezydentów OZZL zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia o zakończenie politycznej narracji wokół zarobków lekarzy i rozpoczęcie merytorycznej debaty o finansach szpitali. Młodzi lekarze przekonują, że publiczne opowieści o wynagrodzeniach „pożerających” budżety placówek są uproszczeniem, które bardziej przypomina medialny pojedynek na hasła niż rzetelną rozmowę o stanie ochrony zdrowia. A ta rozmowa dotyczy nie tylko Warszawy, ministerialnych gabinetów i sejmowych korytarzy. Dotyczy także szpitali powiatowych, takich jak Tomaszowskie Centrum Zdrowia, pacjentów stojących w kolejkach i samorządów, które od lat próbują łatać system, w którym zawsze brakuje pieniędzy.
Napisz komentarz