RAK
    🇵🇱 Polska"Piłam w ciąży. Moje dziecko za to płaci". Wyznania matek, które wychowują dzieci z płodowym zespołem alkoholowymWP Wiadomości·23 min temu↗

    🇵🇱 Polska"Piłam w ciąży. Moje dziecko za to płaci". Wyznania matek, które wychowują dzieci z płodowym zespołem alkoholowymWP Wiadomości·23 min temu↗

    1642 odsłon
    🇵🇱 Polska"Piłam w ciąży. Moje dziecko za to płaci". Wyznania matek, które wychowują dzieci z płodowym zespołem alkoholowymWP Wiadomości·23 min temu↗

    Lekarz spojrzał na twarz dwuletniej Zosi i już podejrzewał, jaka będzie diagnoza. Ośmioletni Staś jest na poziomie rozwojowym trzylatka. Ich matki piły w ciąży alkohol. - Wstyd będzie ze mną do końca życia. I żal, że dziecko płaci za moje winy - mówi Katarzyna.

    20 lat wcześniej. Katarzyna ma osiem lat. Patrzy, jak rodzice piją kolejne piwo. W mieszkaniu jest brudno. Dzieci zaniedbane. Jedzenia tyle, co nic. Przekleństwa, krzyki, bicie. To jedyne metody wychowawcze.

    • Chcesz piankę? - pyta ojciec.

    Daje dziewczynce szklankę. Na dnie jest resztka alkoholu.

    I tak coraz częściej.

    Zaczyna jej smakować. Pospiesza tatę:

    • Tata, pij szybciej! No daj już piankę!

    Tak samo próbuje wina musującego i wódki.

    Razem z siostrą chodzi po mieszkaniu i zbiera puste butelki. Jak rodzice nie zauważą, uda się je wymienić w sklepie i kupić lody. Butelek jest tyle, że nigdy nie zauważają. Często są tak pijani, że nie mają pojęcia, co robią dzieci.

    Pijesz dużo alkoholu? Zobacz co dzieje się z twoim sercem

    Czwarta rano. Ojciec skopuje matkę z łóżka. "Ty szrocie!". Przyjeżdża policja, ktoś z MOPS-u. Katarzyna z rodzeństwem skulona w kącie.

    • Wypierdalać - krzyczy ojciec do pracownika pomocy społecznej.

    • Błagam! Nie zabierajcie mi dzieci! - płacze matka z twarzą we krwi.

    Nikt ich nie zabiera. Pracownica socjalna od dawna odwiedza rodzinę. Widzi rodziców alkoholików. Oboje znęcają się nad dziećmi. 20 lat temu dużo rzadziej zabierano dzieci z przemocowych domów. Teraz prawo lepiej chroni dzieci.

    Co to FASD?

    Staś, synek Katarzyny, ma siedem lat. Tyle co ona, kiedy pierwszy raz próbowała alkoholu. Chłopiec dostaje odroczenie obowiązku szkolnego i musi kolejny rok chodzić do zerówki. Rozwija się dużo wolniej niż rówieśnicy. Sprawia problemy w szkole.

    • Powinna pani zrobić mu diagnozę FASD - słyszy Katarzyna i dostaje adres Centrum FASD.

    • FASD? Co to jest FASD?

    • Jeśli piła pani w ciąży alkohol, to mogło się to odbić na zdrowiu dziecka.

    FASD (Fetal Alcohol Syndrome Disorders) to spektrum zaburzeń u dzieci, których matki w ciąży piły alkohol; od tych łagodniejszych po bardzo ciężkie.

    Siedmiolatek musi przejść diagnozę. Bada go neurolog, a pracownik socjalny przeprowadza wywiad z Katarzyną.

    • Spożywała pani alkohol w ciąży?

    • Tak. Ale zanim się dowiedziałam.

    • Kiedy dowiedziała się pani, że jest w ciąży?

    • W szóstym tygodniu.

    • Potem też spożywała pani alkohol?

    • Tylko kilka razy. Miałam 18 lat, gdy zaszłam w ciążę. Mieszkałam z rodzicami. Pokłóciłam się z siostrą o kurtkę. Matka wyrzuciła mnie przez to z domu. Było mi bardzo ciężko.

    Diagnoza

    Na FASD wskazują zaburzenia neurologiczne i funkcjonalne: problemy z nauką, nawiązywaniem i utrzymaniem relacji, pamięcią i zachowaniem, konfabulowanie, nadpobudliwość, niepełnosprawność umysłowa, kłopoty z nauką mówienia i ubogi zasób słownictwa, problemy z koordynacją ruchową i zaburzenia równowagi. FASD jest nieuleczalny.

    Dzieci z alkoholowym zespołem płodowym mogą mieć dysmorfie. Między innymi: krótsze szpary oczne, brak wyraźnej rynienki, nieprawidłową czerwień wargową oraz małogłowie.

    Neurolog i psycholog szczegółowo badają 7-latka. Chłopiec słabo zna litery i cyfry. Nie umie jeździć na rowerze, dopiero próbuje na hulajnodze. Późno zaczął chodzić i mówić. Gdy miał cztery lata, nadal ledwo składał pełne zdania. Bywa agresywny, jest nadpobudliwy.

    Katarzyna: - Moje uzależnienie zostało zasiane już w dzieciństwie. W domu było dużo przemocy i alkoholu. Nie wiedziałam, że można inaczej. Bez picia. Dopiero gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaczęłam o siebie dbać. Zawsze miałam przy sobie nektarynki. Kupowałam kosmetyki tylko z naturalnym składem. Ale nie było łatwo.

    Od początku przeczuwała, że urodzi synka, blondyna z niebieskimi oczami. "Mój Kurczaczek" - tak najczęściej o nim mówi. W ciąży mocno dokuczały jej mdłości i brak sił, ale za to poród był łatwy i szybki. Dwie godziny i Staś patrzył na mamę wielkimi niebieskimi oczami. Stan dziecka: 10/10. Waga książkowa. Apetyt ogromny. Mleko mamy nie wystarczało, Katarzyna dokarmiała synka butelką.

    Teraz Staś ma osiem lat i sięga mamie prawie do ramienia. Ale rozwojowo i emocjonalnie jest czasami na poziomie trzylatka. Ma stwierdzoną niepełnosprawność w stopniu lekkim.

    Katarzyna: - Patrzyłam, jak się rozwija i wiedziałam, że coś jest nie tak. Autyzm został jednak wykluczony. Zastanawiałam się, że może to po mnie albo po tacie taki jest. Ja też późno zaczęłam mówić i chodzić. Po diagnozie FASD okazało się, że to nie po rodzicach. To przeze mnie.

    Wstyd i żal. To głównie czuje. Wstyd, bo to wyłącznie jej wina. Skrzywdziła dziecko, jeszcze zanim się urodziło. I żal, że Staś nie może żyć jak inne dzieci i już zawsze będzie się zmagał z konsekwencjami FASD. Katarzyna zastanawia się, co mu powie, gdy chłopiec dowie się, że drugi raz będzie powtarzał zerówkę. Już teraz był największy w klasie.

    Kobieta ma zespół stresu pourazowego i zaburzenia więzi. Korzysta ze wsparcia psychologa i psychiatry. Chodzi na terapię uzależnień.

    Katarzyna: - Dzisiaj jestem trzeźwa. Wiem, że dostałam szansę, by wychować synka. Po porodzie bałam się, że mi go zabiorą, ale jesteśmy pod dobrą opieką i mamy bardzo duże wsparcie specjalistów.

    Dzwoni telefon. Wychowawczyni Stasia informuje, że chłopiec w szkole najprawdopodobniej wybił palec. Nie płacze jednak, mówi, że go nie boli. Jednym z objawów FASD jest wysoki próg bólu. Dziecko zaczyna sygnalizować, że coś je boli, gdy ból jest już naprawdę bardzo silny. Zazwyczaj Staś wie, że coś mu się stało, dopiero gdy zobaczy krew po skaleczeniu czy otarciu.

    Katarzyna pakuje torebkę, by odebrać syna ze szkoły. Muszą jechać na chirurgiczny SOR. Już wie, jak powita ją synek. Nie przytuli się, nie przybiegnie, by ją objąć. Podejdzie i walnie ją z pięści. Tak reaguje w sytuacjach stresowych. Kobieta zerka jeszcze na drzwi lodówki, na których z daleka widać nieporadnie napisane przez ośmiolatka "MAMA". Rusza do szkoły.

    Nie ma bezpiecznej dawki

    Jak wynika z badań Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, nawet połowa kobiet w ciąży sięga po alkohol. Co dziesiąta pije w sposób ryzykowny.

    • Nie ma bezpiecznej dawki alkoholu w ciąży. Nawet jeden kieliszek, jedno piwo może nieodwracalnie wpłynąć na rozwój dziecka. Alkohol jest substancją toksyczną i uszkadza narządy dziecka w okresie jego rozwoju. Negatywnie wpływa na proces podziału komórek, zwłaszcza w układzie nerwowym, mózgu i twarzy, dlatego to tam później najbardziej widać objawy FASD. Wątroba dziecka nie jest jeszcze dobrze rozwinięta, nie potrafi metabolizować takich substancji, przez co pozostają one dużo dłużej w organizmie malucha niż osoby dorosłej - mówi dr Wojciech Boruciński, ginekolog-położnik.

    W Polsce rocznie rodzi się około dziewięciu tysięcy z FASD. Eksperci szacują, że dzieci z FASD jest więcej (2-5 proc.) niż tych z autyzmem (1 proc.).

    • Tyle że są dziećmi niewidzialnymi. FASD nie jest uwzględnione w orzecznictwie, jak na przykład spektrum autyzmu. Te dzieci mimo licznych zaburzeń często nie mają orzeczenia o niepełnosprawności. To po części wynika z tego, że jest zbyt mało punktów diagnostycznych FASD. Zazwyczaj działają tylko w największych miastach - mówi Anna Zimkowska, pracownica socjalna z Centrum FASD.

    Trafia tu coraz więcej dzieci na diagnozę pod kątem zaburzeń wywołanych tym, że matka piła w ciąży alkohol. - Najczęściej są to dzieci z pieczy zastępczej i rodzin adopcyjnych, a także ośrodków wychowawczych. Biologicznych mam, które wychowują dzieci z FAS, jest niewiele. Wyjście z nałogu i zmiana stylu życia są naprawdę bardzo trudne. Nawet przy wsparciu specjalistów - zauważa Zimkowska.

    I dodaje, że mitem jest, iż dzieci z FASD rodzą się tylko w rodzinach alkoholowych. Kobiety, które zajmują często wysokie stanowiska, najczęściej z poczucia wstydu nie sięgają po pomoc specjalistów i ukrywają uzależnienie. - Takie dzieci szybciej otrzymają diagnozę ADHD niż FASD, chociaż przyczyną jest picie mamy w ciąży - podkreśla Zimkowska.

    Ukrywają prawdę

    Poza tym nie wszystkie kobiety, które przychodzą z dziećmi na diagnozę, od razu mówią, że piły w ciąży. Dlatego pracownica socjalna działa trochę jak detektyw. W systemie informatycznym przeznaczonym dla pracowników socjalnych szuka informacji na temat rodziny. Dzwoni do kuratorów i asystentów, którzy zajmowali lub nadal zajmują się daną rodziną, by ustalić, czy kobieta mogła spożywać w ciąży alkohol. Czasem cofa się nawet o kilka lat wstecz, do okresu ciąży, by dopasować wszystkie puzzle i znaleźć odpowiedź.

    Bo im wcześniej dziecko zostanie przebadane, tym szybciej mogą się nim zająć specjaliści. Centra FASD współpracują zazwyczaj z neurologiem, psychologiem, psychiatrą, fizjoterapeutą, logopedą i neurologopedą.

    Anna Zimkowska: - Dziecku można zacząć pomagać właściwie od narodzin. Najważniejsze, żeby mama przekazała nam informację o tym, że sięgała w ciąży po alkohol. Im wcześniej terapia zostanie wdrożona, tym większa szansa, że dziecko uniknie zaburzeń wtórnych. Nie wynikają one z uszkodzenia mózgu dziecka od alkoholu, ale wynikają z życia z tymi uszkodzeniami. Chodzi m.in. o problemy z nauką, przystosowaniem społecznym, problemy psychiczne.

    Wiele noworodków, których matki piły w ciąży, może mieć trudności z jedzeniem i zaburzeniami snu. Do Centrum FASD trafiła niedawno kobieta z małym dzieckiem. W ciąży piła i brała metadon. Maluch urodził się z zespołem odstawiennym. Cały czas płakał. Nie potrafił zasnąć.

    Zimkowska: - Cały czas był w stanie pobudzenia, który w okresie prenatalnym wywoływał u niego alkohol. System nerwowy nie potrafił działać inaczej, wyciszyć się. To dziecko potrafiło krzyczeć i płakać w nocy przez cztery godziny non stop. W takich przypadkach pomaga fizjoterapia i neurolog lub inny specjalista.

    Kobiety, które trafiają pod opiekę Centrum, zazwyczaj żyją z uzależnieniem i nieświadomie zachodzą w ciążę. - Gdy dowiadują się o ciąży, duża część stara się walczyć z nałogiem. Części się to udaje. Im nie wystarczy powiedzieć: nie pij, bo szkodzisz dziecku. One piją, bo próbują ukoić wewnętrzny ból wywołany przez to, że pochodzą z przemocowych domów, ich rodzice też pili. Ten ból jest tak silny, że jedyny sposób, by choć przez chwilę o nim nie myśleć, to odurzenie się alkoholem – opowiada Zimkowska.

    Jak z tym żyć?

    Aneta chodzi zdenerwowana wokół budynku. Płacze. Mija godzina, dwie. Nie jest w stanie wejść do środka. Czeka aż pracownica socjalna z Centrum FASD skończy pracę. Gdy Anna Zimkowska wychodzi z budynku, podbiega do niej.

    • Uszkodziłam dziecko w ciąży. To wszystko moja wina!

    W histerii chce biec na pobliskie tory. Jak żyć ze świadomością, że tak skrzywdziła córkę? Zimkowska zabiera kobietę do biura, choć bardziej wygląda ono jak przytulny gabinet u psychologa. Wygodna kanapa. Stolik z herbatą i kawą. W miseczkach truskawki i cukierki. Na białej ścianie duży różowy plakat: obok siebie butelka z alkoholem i z mlekiem dla dziecka. "Twój wybór. Co roku w Polsce rodzi się około dziewięciu tysięcy dzieci dotkniętych alkoholowym zespołem płodowym". Na drugiej ścianie plakat z kobietą w zaawansowanej ciąży. W brzuchu dziecko zanurzone w czerwonym płynie. Takiego samego koloru jest płyn w kieliszku, z którego pije kobieta. "Mamo, nawet kieliszek to dla mnie za dużo".

    Aneta siada na kanapie. Nie może przestać płakać. Anna Zimkowska długo z nią rozmawia, organizuje pilną pomoc w interwencyjnym ośrodku kryzysowym.

    Nie zawsze było różowo

    Zosia, córka Anety, ma trzy lata. Uwielbia swój różowy samochód na akumulator. Dostała go na Dzień Dziecka. Tak samo jak różowy rower, bo to ulubiony kolor dziewczynki. Cały pokój ma różowy. Nawet firanki. Na półkach jest mnóstwo zabawek. Aneta niemal obsesyjnie dba o porządek w domu. Wszystko musi być czyste i uprasowane. Gdy była mała, w mieszkaniu był straszny brud i bałagan. Nigdy więcej.

    Jeszcze niedawno Zosia miała włosy sięgające za pas. Gęste, falowane. Ale w czasie zabawy chciała sprawdzić, jak będzie wyglądała w krótkich i zaczęła obcinać. Teraz włosy sięgają tuż za ramiona.

    Aneta siedzi spięta na kanapie. Elegancki różowy garnitur, który bardzo podoba się jej córce. Ułożona fryzura. Ubrana jak na ważne spotkanie, a spała dziś tylko dwie godziny.

    • Tylko paznokci nie pomalowałam, bo w pracy muszę mieć naturalne - tłumaczy szybko. Pracuje na noce, żeby w dzień opiekować się córką. Jej partner, tata dziecka, niezbyt się w to angażuje.

    Ale zanim o tym, Aneta wyciąga telefon. Pokazuje zdjęcia córeczki: z czarnobiałym kotem, którego niedawno przygarnęły, bo dzieci lepiej wychowują się ze zwierzętami. Z nowym rowerem. Z ogromną, bogato ubraną choinką za plecami.

    Aneta: - Ja choinkę znałam tylko ze zdjęć. W moim domu nigdy nie było świąt.

    W jej domu zamiast obiadu na stole stała wódka. W lodówce pusto. Razem z siostrą i bratem przeszukiwali śmietniki, żeby znaleźć coś do jedzenia. Chodzili brudni, bo rodzice za karę albo tak po prostu zakręcali ciepłą wodę. Ubrań nie prali im prawie nigdy.

    Aneta miała dobrą wychowawczynię w szkole. Kobieta pozwalała jej przychodzić wcześniej do szkoły, by umyć się przed lekcjami. Brała do domu jej ubrania i przynosiła czyste.

    Piwnica jak schron

    W domu lepiej było nie siedzieć, bo ojciec biegał: raz z nożem, raz z siekierą. Obrywało się każdemu, kto stanął mu na drodze. Najczęściej najpierw matce. Potem brał się za dzieci. Aneta nie jest w stanie policzyć, ile razy została tak pobita, że nie była w stanie iść do szkoły. Rodzice wiele razy wyrzucali ją z domu.

    Chowała się w piwnicy razem z innymi dzieciakami z okolicy, u których sytuacja w domu niewiele się różniła. To tam pierwszy raz się napiła. Miała 15 lat. Spodobało się. Nie myślała wtedy o tym, że trzeba wrócić do domu. Nie czuła śladów po biciu. Spotykali się tam codziennie. Pili, gdy tylko zdobyli pieniądze. A zazwyczaj jakoś zdobywali.

    Starała się nie wracać do domu. Ojciec był coraz bardziej agresywny. Gdy dziewczyna miała 16 lat, bardzo ją skrzywdził. Zamknęli go. U matki zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Dziewczynka poszła do psycholożki. Powiedziała, że dłużej nie wytrzyma. Żeby zabrali ją do domu dziecka. Zabrali dopiero, gdy matka zamknęła się w szafie i nie chciała wyjść. Dzieci wezwały karetkę. Matka trafiła do szpitala, a Aneta z siostrą do pogotowia opiekuńczego. Brat był już pełnoletni i mógł zostać w domu.

    Aneta: - Powiedzieli nam, że matka już nie wyjdzie. Ale wyszła. Przyrzekała, że już nie będzie piła, dlatego odesłali nas z siostrą do domu.

    Matka nie dotrzymała słowa. Wtedy Aneta spakowała się w jedną reklamówkę i wyniosła z domu. Znalazła pracę w dyskoncie. Wynajęła pokój. Potem mieszkanie. Ciężko pracowała, nie miała czasu na imprezy i picie. Odcięła się od rodziny. To ją uratowało.

    Brat nie miał tyle siły, zaczął pić tak wcześnie jak ona. Dołożył narkotyki. Ktoś zadzwonił powiedzieć, że odebrał sobie życie. Matka o tym, że choruje na raka, dowiedziała się za późno. Nie było już szans na leczenie. Trafiła do hospicjum.

    • Zimno mi. Przynieś skarpetki - prosiła Aneta. A jej przed oczami stawało, jak matka zakręca wodę, żeby nie mogła się umyć. Jak nauczycielka pierze jej ubrania. Jak nie ma w co się ubrać, bo wszystko jest zniszczone. Było w niej tyle żalu, że nie zaniosła skarpet.

    Była w pracy, gdy zadzwonił telefon. Matka zmarła.

    Dać wszystko, czego sama nie miała

    Aneta w pracy poznała sporo starszego partnera. Zbliżyli się, zamieszkali razem. Dużo pił. Znów się wciągnęła. I to bardzo. Może dlatego zorientowała się, że jest w ciąży, dopiero w 12. tygodniu. Gdy powiedziała partnerowi, wyrzucił ją z domu. Nie chciał dziecka. Twierdził, że to na pewno nie jego.

    • Nie miałam co jeść. Pomieszkiwałam kątem u znajomych. W najgorszych chwilach się napiłam - wspomina Aneta.

    Wyjechała do pracy do Niemiec. Było ciężko. Wróciła do partnera. Zarabiała, myjąc okna. Duży już w siódmym miesiącu brzuch powoli zaczynał w tym przeszkadzać. Ale miała za co kupić dziecku wyprawkę. Urodziła córeczkę tak malutką, że musiała leżeć w inkubatorze. Pracownicy socjalni sprawdzali, czy w domu są warunki odpowiednie dla dziecka. Były. Aneta kupiła wszystko, co potrzebne. Uprała, uprasowała. Udekorowała pokój.

    • Chciałam jej zapewnić wszystko to, czego ja nie miałam.

    Znalazła pracę na noce. Nie chciała żyć z 800+ i zasiłków. Przestała pić i poprosiła o to partnera. Nie przestał. Znęcał się nad nią psychicznie. Wyzywał. Krzyczał, że to nie jego dziecko. Aneta coraz częściej przesiadywała u koleżanki. Złożyła wniosek o mieszkanie komunalne. Dorabia w drugiej pracy, ale na razie nie ma możliwości, by się wyprowadzić.

    Nikt nie pokazał, jak normalnie żyć

    Gdy Zosia miała dwa lata do pomocy społecznej trafił donos, że Aneta źle się zajmuje dzieckiem i pije. Wiele razy odwiedzali ją pracownicy socjalni. Pytali sąsiadów, pediatrę. Nic się nie potwierdziło. W domu czysto. Zawsze jest obiad. Dziewczynka zadbana i uśmiechnięta. Doradzili jedynie Anecie, by zrobiła córce diagnozę FASD. Kobieta zesztywniała.

    Odkładała to kilka dni. Codziennie wstawała i mówiła sobie: dziś tam pójdę. Ale tchórzyła. Gdy już dotarła z córką pod wskazany przez pracownika socjalnego adres, krążyły wokół budynku.

    • Bałam się. Wiedziałam, co robiłam w ciąży.

    W końcu weszła do środka. Otworzyła jej Anna Zimkowska.

    • Mam sprawdzić FASD u dziecka - powiedziała zaczepnie.

    W czasie wywiadu z pracownicą socjalną czuła się jak na przesłuchaniu. Wiedziała, co ma na sumieniu. Nic nie chciała powiedzieć. Kilka dni później córkę badał neurolog. Wręczył Anecie diagnozę.

    • Córka ma kilka cech wskazujących na FASD.

    Aneta pękła. To przez nią.

    • To było straszne. Poczułam się winna. Bałam się, że zabiorą mi dziecko. Cały czas się boję, że ją stracę. Dbam o nią najlepiej, jak potrafię. Stworzyłam jej ciepły kąt i jesteśmy razem szczęśliwe. Gdyby ją teraz zabrali, to już po mnie.

    Milknie.

    • Może jak bym miała normalne dzieciństwo, normalną rodzinę, ktoś by mi pokazał, jak się normalnie żyje, to by było inaczej. Nie miałam żadnego pozytywnego wzorca. Wiem, że dziecko jest dla mnie najważniejsze. Cieszę się, że tak skończyłam, a nie na dnie – wreszcie stwierdza.

    Aneta i Zosia są pod opieką specjalistów Centrum FASD. Dziewczynka chodzi na terapię do logopedy i fizjoterapeuty. Do tego kontrole u neurologa. Jej mama leczy się u psychiatry i chodzi na grupę wsparcia.

    "Jestem nikim" - powtarzała sobie jeszcze w dzieciństwie, gdy siedziała w piwnicy. Teraz też jej się to zdarza. Specjaliści pomagają jej uwierzyć, że jest inaczej. Niedawno kupiła skarpetki. Nosiła je w torebce. W końcu zaniosła na grób matki.


    W Polsce nadal działa za mało miejsc, w których dzieci badane są pod kątem FASD. Profesjonalną pomoc w tym zakresie można znaleźć m.in. w Centrum FASD w Gdyni, Krakowie, Warszawie i Łodzi.

    *imiona bohaterek zostały zmienione

    Chcesz się skontaktować z autorką? Napisz: [email protected]

    Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.

    Dziennikarka Magazynu Wirtualnej Polski specjalizująca się w problematyce społecznej. Zajmuje się dziennikarstwem od ponad 20 lat. Autorka książek non-fiction, poświęconych m.in. uzależnieniom i przemocy wobec dzieci. Napisała także trzy pozycje z gatunku literatury dziecięcej.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Hrubek.PL (hrubek.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era