
Ekstraklasa
Łukasz Gładysiewicz
Dzisiaj, 06:52
Yacine Bourhane to nowy defensywny pomocnik Motoru Lublin • Musiałeś sprawdzić na mapie gdzie jest Lublin?
– Tak (śmiech).
• A pytałeś kogoś, jak wygląda Polska i nasza liga?
– Zdecydowanie, rozmawiałem z kilkoma osobami. Nie chcę zdradzać nazwisk, ale pytałem nawet jednego Polaka o waszą ligę.
• Skoro jesteś w Motorze, to rozumiem, że to, co usłyszałeś ci się spodobało?
– Były różne propozycje, z różnych krajów, ale wybrałem Motor z kilku względów. Wszystkie informacje, które dostałem na temat ligi i samego klubu były pozytywne. Wiem, że PKO BP Ekstraklasa jest bardzo wyrównana i że wiele zespołów jest na podobnym, dobrym poziomie. Spodobał mi się też sam projekt i to jak trener ze mną rozmawiał oraz jak przedstawił mi cały klub. Po prostu wiele rzeczy mi się zgadzało, zarówno, jeżeli chodzi o kraj, jak i sam klub. Dlatego wybrałem Motor. Sporo dobrego usłyszałem też na temat Polski.
• Po podpisaniu kontraktu z Motorem od razu przyjechałeś na zgrupowanie do Sochocina, dopiero pod koniec poprzedniego tygodnia pojawiłeś się w Lublinie. Pewnie z tego powodu niewiele możesz powiedzieć czy w ogóle ci się u nas podoba?
– Dokładnie. Szczerze mówiąc niewiele widziałem, jeszcze nawet nie zastanawiałem się czego mogę się spodziewać. Tak naprawdę jestem albo na treningu, albo w hotelu. Na razie rozglądam się za jakimś mieszkaniem. Coś już oglądaliśmy z rodziną i na pewno jeszcze będziemy oglądać. Chciałbym, jak najszybciej pozałatwiać te sprawy pozaboiskowe.
• To chyba dobrze, że w drużynie spotkałeś kilku zawodników mówiących po francusku? Jest Jacques Ndiaye, Kikis Simon, którzy są już w Polsce dłużej, no i Makan Aiko, który dołączył do zespołu przed tobą...
– Oczywiście, mogę na nich liczyć, ale tak naprawdę na wszystkich w zespole. Mówię po angielsku, jak w zasadzie wszyscy w klubie, więc nie ma żadnych problemów z komunikacją. Każdy z drużyny stara się być pomocny i bardzo to doceniam.
• Powiedziałeś, że spodobał ci się projekt Motoru Lublin, ale jaki on tak naprawdę jest?
– Nie chodzi mi o to, o co będzie grała drużyna. Nikt nie mówił, że walczymy o pierwsze, piąte, dziesiąte czy piętnaste miejsce. Oczywiście, to będzie ważne, bo zawsze chcesz być w górze tabeli, a nie na dole i walczyć o te najwyższe cele. Ja bardziej patrzyłem jednak na to, jak mamy grać i jak trener widzi moją rolę w drużynie, czego ode mnie oczekuje. To wszystko, co usłyszałem, bardzo mi się spodobało.
• Urodziłeś się we Francji, ale od 2020 roku grasz w reprezentacji Komorów...
– Komory, to kraj moich rodziców. Oboje się tam urodzili. Obecnie nie mam tam jednak takiej, najbliższej rodziny, braci czy sióstr. Bardziej wujka, ciocię i kuzynów. Kiedyś jeździliśmy tam na wakacje, ale teraz poza występami dla reprezentacji, nie mam czasu na regularne wizyty. To jednak bardzo daleka podróż. Myślę, że pierwsze rozmowy na temat mojej gry dla tej reprezentacji pojawiły się jakoś w 2019 roku. Wtedy to były jednak takie wstępne i luźne rozmowy. Wszystko zaczęło się na poważnie rok później i wtedy nie potrzebowałem zbyt dużo czasu, żeby się zdecydować. Jestem szczęśliwy i bardzo dumny, że mogę grać dla ojczyzny moich rodziców.
• Wiele lat spędziłeś we Francji, ale masz na koncie także przygodę w Holandii, w barwach Go Ahead Eagles. Dlaczego akurat zdecydowałaś się na tamtejszą Eredivisie?
– Kończył mi się kontrakt we Francji i szukałem czegoś nowego, a dodatkowo czegoś fajnego. Pojawiła się propozycja z Holandii i uznałem, że to będzie dobry kierunek, żeby zrobić krok do przodu w mojej karierze. Wiadomo, że w Holandii młodzi piłkarze dostają sporo szans, a później przenoszą się do tych najsilniejszych lig. Kiedy przychodziłem do drużyny, to akurat awansowali wtedy do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie grałem za dużo, bo szczerze mówiąc nie było łatwo mi się zaaklimatyzować. To była dla mnie pierwsza zagraniczna przygoda, byłem jeszcze bardzo młody, nie znałem też języka. Dzisiaj myślę, że mogłem być bardziej cierpliwy. Wtedy jednak chciałem, żeby wszystko działo się zdecydowanie szybciej.
• Zagrałeś tylko cztery mecze w lidze, dwa w pucharze, ale jeżeli dobrze sprawdziłem, to akurat miałeś okazję wystąpić w tych najważniejszych spotkaniach, z: PSV Eindhoven, Feyenoordem Rotterdam i AZ Alkmaar. Zabrakło tylko najbardziej utytułowanego w Holandii Ajaksu Amsterdam. Czy mimo krótkiej przygody z tamtejszą ligą, jacyś piłkarze zapadli ci w pamięć?
– Tak się składa, że sporo nazwisk pamiętam (śmiech). Nie brakowało zawodników, którzy teraz grają w znacznie większych klubach. Jeżeli się nie mylę, to w AZ był wtedy Tijani Rijnders. Koszulkę PSV zakładali wówczas: Cody Gakpo, Ibrahima Sangare czy Noni Madueke, który wtedy nie grał jednak za dużo. Z Feyenoordu zapamiętałem Tyrella Malacię. Chociaż nie zagrałem z Ajaksem, to nie dało się nie zwrócić uwagi na Brazylijczyków na skrzydłach: Antonego i Davida Neresa. W zespole mieli jeszcze wtedy Dusana Tadica, ale także Edsona Alvareza w środku. Szkoda, że nie było już wtedy Frenkiego de Jonga.
• Następny kierunek to była Dania. W klubie Esbjerg fB spędziłeś niemal cztery lata. To chyba oznacza, że to był dla ciebie bardziej udany okres?
– Zależy, co rozumieć przez bardziej udany. Można na to patrzeć z dwóch stron. Tak naprawdę przeniosłem się do gorszej ligi, więc można uznać, że zrobiłem krok w tył. Owszem, grałem zdecydowanie więcej, zebrałem sporo najróżniejszych doświadczeń na boisku i poza nim. Czasami trzeba właśnie zrobić ten jeden krok wstecz, żeby później zrobić dwa do przodu. Dlatego z jednej strony mogę powiedzieć, że to był dla mnie bardziej udany czas, ale z drugiej już niekoniecznie.
• Z Danii przeniosłeś się na Cypr, czyli wybrałeś zupełnie inną pogodę...
– Powiedziałbym, że to było całkowite przeciwieństwo (śmiech). Aris Limassol grał wtedy w europejskich pucharach. W kraju walczyli o mistrzostwo, więc to było dla mnie zupełnie inne doświadczenie. Życie było dobre, a kiedy masz rodzinę na utrzymaniu, to jest dla ciebie bardzo ważne. Podpisałem tam dwuletni kontrakt, ale ostatecznie zostałem tylko na rok. Po pierwszym sezonie usiadłem, żeby wszystko sobie podsumować i zastanowić się, czego chcę dalej i wtedy pojawiła się oferta z Motoru. Uznałem, że to będzie dla mnie lepszy projekt na tym etapie mojej kariery i tak wylądowałem w Lublinie.
• Pierwszy mecz nowego sezonu w z Widzewem Łódź już w niedzielę, a ty jesteś w drużynie od niedawna. Spodziewasz się, że zagrasz na inaugurację nowego sezonu?
– Zagrałem w ostatnim meczu sparingowym, więc kto wie. Z drugiej strony, gdybym powiedział, że już teraz, praktycznie po tygodniu spędzonym w nowym zespole, jestem gotowy na sto procent, to po prostu bym skłamał. Jeżeli jednak trener będzie mnie potrzebował, to oczywiście jestem gotowy.
• A jakie masz oczekiwania w związku z grą w Polsce?
– Najpierw chcę się zapoznać z waszą ligą, z klubem. Chciałbym grać najwięcej, jak to będzie możliwe i oczywiście być zdrowym. Liczę, że wygramy też w tym sezonie sporo meczów i damy dużo radości naszym kibicom.
• A co chcielibyście powalczyć w nowym sezonie?
– Nie odpowiem na to pytanie. Jestem tu krótko, nie znam innych drużyn. Wiem, że jest tutaj sporo dobrych klubów, znam nawet niektóre nazwy, bo mogę powiedzieć, że śledziłem w jakiś sposób polską ligę z bardzo daleka. Trudno mi się jednak wypowiadać na temat aktualnego poziomu rozgrywek. Przekonamy się po kilku meczach.