
Po medialnej sprawie dotyczącej zawieszenia działalności chirurgii, zarzutach dotyczących organizacji pracy placówki oraz śmierci 82-letniego pacjenta, który trafił do szpitala w stanie zagrożenia zdrowia, pojawiła się k
21:27 20-07-2026 | Autor: redakcja
Po medialnej sprawie dotyczącej zawieszenia działalności chirurgii, zarzutach dotyczących organizacji pracy placówki oraz śmierci 82-letniego pacjenta, który trafił do szpitala w stanie zagrożenia zdrowia, pojawiła się kolejna poważna informacja. Od 18 lipca w lubartowskim szpitalu nie funkcjonuje już Szpitalny Oddział Ratunkowy.
W poniedziałek radny powiatu lubartowskiego Jakub Wróblewski poinformował o tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia rozwiązał umowę z Samodzielnym Publicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej w Lubartowie na realizację świadczeń w ramach SOR. Jest to efekt postępowania wyjaśniającego, jaką w szpitalu przeprowadził lubelski oddział NFZ. Kontrolerzy mieli stwierdzić, że obsada lekarska SOR-u była niewystarczająca i nie spełniała wymogów określonych w przepisach.
Drugim istotnym problemem miało być zawieszenie działalności oddziału chirurgii ogólnej. Oddział został zamknięty czasowo 25 marca tego roku z powodu trudnej sytuacji kadrowej i finansowej. Zdaniem NFZ funkcjonowanie chirurgii jest jednym z elementów niezbędnych do prawidłowej organizacji pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.
W konsekwencji Fundusz nie tylko nałożył karę umowną w wysokości 136 tys. zł, ale również zakończył współpracę ze szpitalem w zakresie świadczeń realizowanych przez SOR. Obecnie w miejscu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego działa Izba Przyjęć.
Narastające problemy szpitala
Decyzja NFZ jest kolejnym ciosem dla lubartowskiej placówki. W ostatnich tygodniach szpital znalazł się pod lupą opinii publicznej po materiale wyemitowanym przez Polsat News, dotyczącym operacji przewodniczącego Rady Powiatu Lubartowskiego Andrzeja Kardasza z PiS.
Dziennikarze stacji ustalili, że w kwietniu w szpitalu wykonano u radnego zabieg chirurgiczny, mimo że oddział chirurgii ogólnej oficjalnie miał zawieszoną działalność od marca do września. Według informacji przekazanych przez Polsat News inni pacjenci zainteresowani podobnymi planowymi zabiegami mieli być informowani, że najbliższą placówką wykonującą takie operacje jest szpital w Lublinie. Sprawa wywołała pytania o zasady wykonywania świadczeń w okresie zawieszenia oddziału.
Szpital odpierał zarzuty
Dyrekcja SP ZOZ w Lubartowie podkreślała, że nie może komentować szczegółów dotyczących leczenia konkretnych pacjentów ze względu na tajemnicę medyczną. Dyrektorka placówki Ewa Mańdziuk tłumaczyła jednak, że zawieszenie działalności oddziału chirurgii nie oznacza całkowitego zaprzestania udzielania pomocy chirurgicznej.
– Szpital ma obowiązek udzielania świadczeń pacjentom znajdującym się w stanie nagłego zagrożenia zdrowia lub życia – wskazywała dyrekcja. Placówka argumentowała, że posiadała odpowiednie zabezpieczenie kadrowe do wykonywania zabiegów w sytuacjach nagłych, a zawieszenie oddziału nie zwalniało jej z obowiązku ratowania życia pacjentów.
Przedstawiciele NFZ informowali natomiast, że Fundusz nie rozlicza świadczeń wykonywanych w okresie zawieszenia działalności oddziału chirurgicznego.
Sam Andrzej Kardasz twierdził, że informacje o całkowitym zaprzestaniu wykonywania operacji są nieprawdziwe. Według niego szpital nadal realizował zabiegi w przypadkach ostrych, a wykonanie jego operacji miało wynikać właśnie z nagłego charakteru sytuacji. Radny ocenił, że sprawa została wykorzystana politycznie i stała się próbą wywołania medialnej afery.
Śledztwo po śmierci 82-letniego pacjenta
Kolejnym poważnym problemem dla placówki jest postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Lubartowie. Śledczy sprawdzają, czy mogło dojść do nieumyślnego spowodowania śmierci poprzez nieudzielenie pacjentowi odpowiedniej pomocy medycznej.
Sprawa dotyczy 82-letniego pana Władysława, który 14 lipca miał zostać przywieziony na SOR w Lubartowie transportem medycznym po skierowaniu od lekarza rodzinnego.
Według relacji rodziny mężczyzny pacjent miał nie zostać przyjęty na oddział, a przez około dwie godziny nie wykonano u niego badań ani działań mających ratować jego zdrowie i życie. Rodzina twierdzi również, że szpital odmówił wydania pisemnego potwierdzenia odmowy przyjęcia.
Jak przekazali nam bliscy zmarłego, po interwencji ratownika medycznego i uzyskaniu kolejnych skierowań pacjent został przewieziony do szpitala w Parczewie, gdzie zmarł tego samego dnia około godziny 22.
Szpital przedstawia inną wersję wydarzeń
SP ZOZ w Lubartowie zaprzeczył, aby doszło do zaniedbań. W komunikacie placówka poinformowała, że pacjent został przyjęty na SOR i przeprowadzono analizę jego stanu zdrowia. Szpital wyjaśniał, że ze względu na przyjęte rozwiązania organizacyjne podjęto decyzję o przekazaniu pacjenta do współpracującego podmiotu leczniczego. Placówka wskazała, że odbyło się to zgodnie z porozumieniem dotyczącym wzajemnego zabezpieczenia pacjentów w podobnych sytuacjach.
– Jako rodzina oficjalnie zaprzeczamy słowom dyrekcji lubartowskiego szpitala. Pacjent nie miał wykonanych żadnych badań, jego stan był oceniany „na oko”. Jedyne badanie, które było wykonane na SOR, to per rectum. Szpital nie podjął decyzji o przewiezieniu pacjenta do Parczewa, tylko skierował go tam lekarz rodzinny, bo tu uzyskali odmowę przyjęcia na jakikolwiek oddział. Szpital w Parczewie w kontakcie telefonicznym jasno i wyraźnie powiedział, że przyjmują pacjenta z odmową przyjęcia przez szpital w Lubartowie – wskazali członkowie rodziny. Prokuratura bada obecnie, czy doszło do naruszenia obowiązków personelu medycznego i czy ewentualne zaniedbania mogły mieć wpływ na śmierć pacjenta.