
Tylko w marcu i kwietniu tego roku chełmscy strażacy wyjeżdżali do ponad 160 pożarów traw, a ogień pochłonął kilkanaście hektarów łąk, pól i nieużytków, wyjaławiając i jeszcze bardziej wysuszając glebę. Podpalaczy nie odstraszają obowiązujące od marca br. surowsze kary czy groźby obniżenia dopłat do ziemi. W praktyce bowiem sprawcy rzadko ponoszą konsekwencje.
Wiosna każdego roku to czas, kiedy straż pożarna regularnie wyjeżdża do pożarów traw i nieużytków. W tym roku nie było inaczej. W niektórych tygodniach strażacy odnotowywali od kilku do nawet kilkunastu wyjazdów dziennie do płonących łąk i traw. Statystyki Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie pokazują, że liczba takich interwencji rośnie. W 2023 roku wiosenne pożary traw i nieużytków były przyczyną zaledwie 19 interwencji. W 2024 roku ich liczba wzrosła ponad dwukrotnie – do 53 zdarzeń. W 2025 roku było ich już 191, a do końca kwietnia tego roku odnotowano 169 takich interwencji.
Strażacy przypominają, że wypalanie traw jest bardzo niebezpieczne. Ogień łatwo wymyka się spod kontroli – nawet niewielki podmuch wiatru może sprawić, że płomienie szybko rozprzestrzenią się na pobliskie łąki, lasy, zabudowania czy gospodarstwa.
– Często dochodzi do sytuacji, w których ogień przenosi się na pobliskie domy, lasy i pola uprawne, stanowiąc zagrożenie dla mieszkańców i strażaków. Pożary traw są jednym z głównych czynników prowadzących do pożarów lasów, które powodują ogromne straty ekologiczne i ekonomiczne – zaznacza w komunikacie Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej.
O tym, jak zdradliwym i nieokiełznanym żywiołem potrafi być ogień, dobitnie przypomina ostatni pożar Puszczy Solskiej. Pożar, który wybuchł na początku maja, objął prawie 1160 hektarów lasu, z czego największe zniszczenia dotyczą około 400 hektarów. Akcja gaśnicza trwała tydzień. W kulminacyjnym momencie zaangażowanych było ponad tysiąc osób, w tym strażacy, leśnicy, policjanci i żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Do gaszenia pożaru wykorzystano także śmigłowce i samoloty gaśnicze.
Mandat? Najpierw trzeba złapać sprawcę
Prawo w Polsce zakazuje wypalania traw, resztek roślinnych, trzcin, pasów przydrożnych oraz rowów melioracyjnych. Za spowodowanie zagrożenia pożarowego grożą wysokie kary finansowe – grzywna może sięgać nawet 30 tys. zł. Sprawcy mogą otrzymać mandaty w wysokości kilku tysięcy złotych, a sąd może orzec również karę aresztu lub ograniczenia wolności.
W praktyce ukaranie sprawcy nie jest jednak łatwe. Złapanie go na gorącym uczynku graniczy z cudem, a świadków często brakuje. Dlatego wiele zgłoszeń kończy się niewykryciem sprawcy. Jak informuje Komenda Miejska Policji w Chełmie, w tym roku odnotowano jedynie pojedyncze przypadki ukarania mandatami za wypalanie traw. Policjanci prowadzili także jedno postępowanie dotyczące wypalania traw w Toruniu w gminie Rejowiec Fabryczny. Zostało ono umorzone z powodu niewykrycia sprawcy.
Wypalanie traw może oznaczać również dotkliwe konsekwencje finansowe dla rolników. Zakaz wypalania gruntów rolnych jest jednym z warunków otrzymywania płatności bezpośrednich i obszarowych. Jeżeli Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa stwierdzi takie naruszenie, może obniżyć dopłaty, a w skrajnych przypadkach nawet całkowicie je odebrać.
W 2025 roku w Lubelskim Oddziale Regionalnym ARiMR stwierdzono pięć przypadków wypalania traw, z czego w jednym zastosowano procentowe obniżenie płatności zgodnie z procedurami obowiązującymi w Agencji. Jak ustaliliśmy, jedyny przypadek ukarania obniżeniem dopłat dotyczył rolnika z powiatu chełmskiego. Kara oznaczała zmniejszenie płatności o 5 proc. od łącznej kwoty dopłat. Pozostałe cztery przypadki nie kwalifikowały się do zastosowania sankcji, ponieważ dotyczyły gospodarstw o powierzchni poniżej 5 hektarów.
Pożar nie użyźnia, a zamienia ziemię w pustynię
Choć wciąż pokutuje przekonanie, że ogień użyźnia glebę i pomaga w porządkowaniu terenów, eksperci od lat alarmują, że jest dokładnie odwrotnie. O skutkach wypalania traw i nieużytków rozmawiamy z dr Joanną Wołoszkiewicz, ornitolożką, badaczką, edukatorką przyrodniczą i przewodniczką po Poleskim Parku Narodowym.
Mimo wieloletnich kampanii edukacyjnych problem wypalania traw nadal jest aktualny?
Joanna Wołoszkiewicz: Niestety tak. Jest to wciąż ogromny problem, pomimo licznych akcji edukacyjnych, drastycznych kar finansowych, apeli służb ratunkowych czy samorządów. Mimo rosnącej świadomości społecznej i restrykcyjnych kar, m.in. utraty dopłat z ARiMR dla rolników, co roku na przełomie marca i kwietnia krajobraz lokalnych łąk i nieużytków zamienia się w pogorzelisko. Proceder wypalania traw to zakorzeniony w naszym społeczeństwie mit, który współcześnie – w dobie postępujących zmian klimatycznych i permanentnej suszy – staje się śmiertelnie niebezpieczną bronią wymierzoną we własne bezpieczeństwo i lokalną przyrodę. W gminie Urszulin w powiecie włodawskim od początku wiosny strażacy regularnie wyjeżdżają do zgłoszeń określanych jako „pożar traw”, a de facto są to podpalenia. Angażowane są siły ratownicze, które w tym samym czasie mogłyby być potrzebne przy wypadkach drogowych czy pożarach domów. To również spore koszty obciążające budżety gmin.
Jakie szkody powoduje wypalanie traw?
– Wypalanie traw, czyli podpalanie w sezonie wegetacyjnym siedlisk otwartych, takich jak pola, łąki, nieużytki czy torfowiska, może doprowadzić do ogromnych szkód w przyrodzie. Płonie nie tylko roślinność, ale cały ekosystem, co prowadzi do gwałtownego spadku różnorodności biologicznej. Niszczy naturalne miejsca lęgowe ptaków, aktywne lęgi z jajami i pisklętami, zabija faunę glebową, bezkręgowce, gady, ptaki i ssaki. Przerywane są łańcuchy pokarmowe. Zamiast tętniącej życiem łąki czy torfowiska po takim pożarze zostaje biologiczna pustynia i potrzeba co najmniej roku na odtworzenie siedliska. Jeśli podpalenie nie zostanie odpowiednio wcześnie zauważone, zgłoszone i ugaszone, istnieje ryzyko zapalenia sąsiadujących lasów. Dopiero co śledziliśmy pożar Puszczy Solskiej i walkę z żywiołem.
Czy ogień rzeczywiście „użyźnia” glebę, jak wciąż uważa część osób?
– To jeden z najstarszych, najczęściej powielanych i najbardziej szkodliwych mitów. Ogień nie użyźnia gleby – wręcz ją wyjaławia. Bardzo wysoka temperatura zabija pożyteczne bakterie, grzyby oraz bezkręgowce, które odpowiadają za tworzenie próchnicy i spulchnianie ziemi. Nawet jeśli popiół zawiera jakieś minerały, są one szybko wypłukiwane przez deszcz lub wywiewane przez wiatr. Według mnie obecne podpalenia są najczęściej efektem chęci przeprowadzenia „wiosennych porządków” przy użyciu ognia. Sucha roślinność z poprzedniego sezonu po wypaleniu rzeczywiście znika, ale jest to nielegalne, skrajnie nieodpowiedzialne i szkodliwe. Tak samo jak spalanie gałęzi, zagrabionych liści czy śmieci.
Jakie zwierzęta najczęściej giną podczas wypalania traw?
– Wszystko zależy od terminu, fenologii i siedliska. Przede wszystkim bezkręgowce – owady i pajęczaki na różnych etapach rozwoju: jaja, larwy i osobniki dorosłe. Giną również gady, takie jak jaszczurki i węże, a także ptaki terenów otwartych gniazdujące na ziemi i w niskiej roślinności. Ofiarami ognia padają również drobne ssaki – ryjówki, myszarki, krety, jeże czy zające, ale także młode osobniki większych zwierząt, np. sarny, które nie zdążą uciec przed ogniem. Tej wiosny na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim płonęły również trzcinowiska i zakrzaczenia wzdłuż Jeziora Uściwierz i Jeziora Wereszczyńskiego, a więc siedliska wielu kolejnych gatunków, w tym płazów.
Czy wypalanie traw może przyczyniać się do wysuszania gleby i pogłębiania problemu suszy?
– Niestety tak. Ogień niszczy wierzchnią, organiczną warstwę gleby, próchnicę oraz roślinność, która działa jak naturalna gąbka zatrzymująca wodę z opadów. Wypalona gleba tworzy twardą skorupę, w którą nie wsiąka woda opadowa. Brak warstwy roślinnej przyspiesza procesy erozyjne. Wysoka temperatura niszczy strukturę gleby i ją osusza. Bez roślinności ziemia jest bezpośrednio wystawiona na działanie słońca i wiatru, co drastycznie przyspiesza parowanie wody.
Czy w dobie zmian klimatu i coraz częstszych susz wypalanie traw jest jeszcze bardziej niebezpieczne niż dawniej?
– Zdecydowanie tak. Ryzyko wzrosło wielokrotnie. Dawniej zimy były mroźne i śnieżne, a wiosenne roztopy oraz opady ograniczały rozprzestrzenianie się ognia. Dziś, przy braku pokrywy śnieżnej, roztopów i wiosennych deszczów, ściółka oraz zeszłoroczna roślinność są bardzo przesuszone. Nawet niewielki podmuch wiatru sprawia, że ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie i niekontrolowanie.
Szczególnie niebezpieczne wydają się pożary torfowisk?
– Torfowiska to jedne z najcenniejszych ekosystemów. Osuszony torf traci zdolność magazynowania wody. Takiego torfowiska nie da się już odtworzyć. Ogień na torfowisku jest jednym z najtrudniejszych do ugaszenia. Torf pali się pod ziemią. Na powierzchni nie widać płomieni, bo ogień schodzi w głąb i może tlić się przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Wiosną 2020 i 2025 roku płonęły torfowiska w Biebrzańskim Parku Narodowym. Za każdym razem akcje gaśnicze trwały ponad tydzień i wymagały ogromnych sił oraz środków. Podczas takich pożarów do atmosfery uwalniane są ogromne ilości dwutlenku węgla zmagazynowanego w torfie, co dodatkowo potęguje efekt cieplarniany.
Czy istnieją bezpieczne i legalne sposoby „pielęgnacji” łąk i nieużytków?
– Oczywiście. Są nie tylko legalne, ale często objęte dopłatami rolno-środowiskowymi. Chodzi przede wszystkim o koszenie i wypas. Skoszoną biomasę można wykorzystać jako siano dla zwierząt lub sprzedać. Wypas jest chyba najbardziej ekologicznym sposobem „koszenia”. Owce, kozy, bydło czy konie są naturalnymi „eko-kosiarkami”. Zwierzęta mają pokarm, biomasa znika, a jednocześnie powstaje naturalny nawóz.
Jeżeli dodatkowo są to rasy objęte programami ochrony zasobów genetycznych, rolnicy mogą liczyć na dodatkowe dopłaty. Tak więc naprawdę są alternatywy. Rozmawiajmy, piszmy, edukujmy, a gdy widzimy wypalanie – zgłaszajmy. Ogień nie pojawia się sam. Za nim zawsze stoi człowiek.
Katarzyna Głaz , fot. OSP KSRG Kanie
Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych
Czytaj cały artykuł u źródła — Nowy Tydzień (sieć tygodników, nowytydzien.pl)