Kiedy aparat skarbowy wytacza najcięższe działa, by polować na płotki, skutki muszą być opłakane. Rządowa krucjata przeciwko szarej strefie, prowadzona pod szyldem rozszerzenia systemu SENT na odzież i obuwie, zamiast rozbić podatkowe mafie, uderzyła w uczciwych kupców. I choć ostatecznie Ministerstwo Finansów wywiesiło białą flagę, zaufania do państwa nie da się odbudować jednym rozporządzeniem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje konieczności walki z wyłudzeniami VAT czy gigantycznym, nielegalnym importem. Jednak sprawa marcowego rozszerzenia systemu SENT to podręcznikowy wręcz przykład tego, jak państwo gubi z oczu główny cel, skupiając się na opresyjnej kontroli najdrobniejszych graczy na rynku. Z armatą na wróble System SENT, wprowadzony pierwotnie do śledzenia transportów wysokiego ryzyka – takich jak paliwa, tytoń czy alkohol – miał być precyzyjnym skalpelem na zorganizowaną przestępczość. Tymczasem 17 marca 2026 roku administracja skarbowa postanowiła użyć go jak tępego tasaka. Przepisy skonstruowano tak, że pod nadzór zarezerwowany dotąd dla cystern z nielegalnym dieslem trafiły transporty zawierające zaledwie 10 kilogramów odzieży lub 20 par butów. Dla tysięcy rodzinnych firm, drobnych hurtowników i sprzedawców targowiskowych z Polski powiatowej oznaczało to brutalne zderzenie z biurokratyczną ścianą: konieczność rejestracji w PUESC, ciągłą geolokalizację GPS i operowanie na masie towaru w branży, która od zawsze rozlicza się na sztuki. Matematyka porażki i maszynka do zarabiania Jak sprawdziła się ta „sieć na przestępców”? Statystyki z pierwszych czterech tygodni okazały się dla Ministerstwa Finansów bezlitosne i wręcz kompromitujące:
Zarejestrowano około 55 tysięcy zgłoszeń. KAS przeprowadziła 653 kontrole. Wystawiono zaledwie 34 mandaty, a nieprawidłowości (w zdecydowanej większości błędy czysto formalne) wykryto w zaledwie 86 przypadkach.
W praktyce 99,9% transportów było w pełni legalnych. Jednak to właśnie za ten ułamek procenta błędów branża zapłaciła najwyższą cenę. Karą za pomyłkę, literówkę w systemie czy chwilową awarię lokalizatora było drakońskie 46 proc. wartości ładunku (minimum 20 tysięcy złotych!). Z szacunków branży transportowej wynika, że już w pierwszych tygodniach państwo zainkasowało ponad 4,7 mln zł. Trudno dziwić się przedsiębiorcom, którzy zaczęli wprost nazywać nowy SENT „maszynką do zarabiania na ludzkich błędach”. Duch „pizzy z krewetkami” Ten bezwzględny automatyzm w karaniu za uchybienia formalne nie jest jednak anomalią, a raczej symptomem szerszej choroby toczącej relacje na linii państwo-obywatel. Sprawa SENT idealnie rymuje się z głośnym przypadkiem gdańskiej pizzerii, gdzie urzędniczki po cywilnemu wlepiły 2500 zł mandatu za źle naliczony VAT od krewetek (strata budżetu wyniosła około 6 zł). Jak ujawniła na antenie wPolsce24 Agata Jagodzińska, Przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS, wśród urzędników skarbowych istnieje silna presja na wykazywanie statystycznych sukcesów i nieprawidłowości. W takim systemie państwo przestaje szukać realnych oszustów, a zaczyna polować na najprostsze cele – legalnie działające firmy, którym po prostu powinęła się noga w gąszczu biurokracji. Kapitulacja pod presją ulicy Zderzenie z rygorystycznym prawem doprowadziło do buntu. 13 maja ulice Warszawy wypełniły się protestującymi kupcami i importerami, a w ich obronie stanowczo stanęła Rzecznik MŚP, Agnieszka Majewska, punktując brak proporcjonalności i przewidywalności regulacji. Presja odniosła skutek. 12 czerwca minister Andrzej Domański na platformie X przyznał de facto, że pierwotny model był błędem, pisząc: Zgadzamy się, że trzeba walczyć z szarą strefą, ale nie może odbywać się to kosztem najmniejszych, ciężko pracujących przedsiębiorców . Osiem dni później z systemu wyłączono sprzedaż krajową, eksport i większość dostaw wewnątrzwspólnotowych, podnosząc jednocześnie progi (do 31,5 kg i 64 sztuk) i zawężając monitoring głównie do importu i tranzytu. Spóźniona refleksja Urzędowy krok w tył nie kończy jednak sprawy. Państwo naprawiło błąd na przyszłość, ale co z firmami zrujnowanymi mandatami w okresie od marca do czerwca? O żadnej abolicji czy rekompensatach nie ma na razie mowy, co dobitnie przypomina, że w sektorze publicznym, w przeciwieństwie do biznesu, za złe decyzje płacą ostatecznie podatnicy, a nie ich autorzy. Że miarka się przebrała, świadczy również postawa prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę rozszerzającą SENT na materiały budowlane (tzw. „SENT na beton”). To jasny sygnał, że fetysz powszechnej kontroli zderzył się z politycznym i społecznym oporem. Zaufanie do państwa buduje się latami, tworząc stabilne i mądre prawo. Traci się je natomiast błyskawicznie – na przykład wtedy, gdy władza zmusza uczciwego człowieka z busem ubrań do udowadniania, że nie jest szefem mafii.
Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik Podlaski (podlaski.info)
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.