
List z niemieckiego obozu jenieckiego, fotografie chełmskich kolejarzy z 1945 roku i przedwojenna koperta należąca do zamordowanego w Katyniu krasnostawskiego starosty trafiły do muzeów w Chełmie i Krasnymstawie. To dar Sebastiana Lewczuka – pisarza i miłośnika historii, którego rodzinne korzenie sięgają Chełmszczyzny.
Do Chełma trafił niezwykły list – ocenzurowana przez Niemców korespondencja wysłana w czasie II wojny światowej przez polskiego oficera kampanii wrześniowej, internowanego w obozie jenieckim w Neubrandenburgu. Adresatami byli członkowie jego rodziny mieszkający w okupowanym przez hitlerowców Chełmie Lubelskim. – Być może nadal mieszkają tu potomkowie korespondentów tego listu, choć domu, do którego przed laty trafiła przesyłka, już dawno nie ma – mówi darczyńca. – Dla filatelistów nie jest to może najcenniejszy walor, jednak dla historii Chełmszczyzny ma ogromną wartość. Niesie ze sobą nie tylko zapisaną informację o dawnych mieszkańcach, ale również ogromny ładunek emocji. Z jego treści dowiadujemy się, co w czasie wojennej niewoli i okupacji było dla ludzi najważniejsze oraz z jakimi problemami musieli mierzyć się każdego dnia. To namacalne świadectwo tamtych dramatycznych czasów. Do Muzeum Ziemi Chełmskiej trafiły również dwie unikalne fotografie miejscowych kolejarzy wykonane w 1945 roku. Na jednej z nich, wśród uwiecznionych osób w mundurach, znajduje się dziadek darczyńcy – pochodzący z Czechowa-Kąta Witold Lewczuk. Drugim darem przekazanym do muzealnych zbiorów w Krasnymstawie jest znakomicie zachowana koperta pocztowa sprzed II wojny światowej, wysłana z Wilna do ówczesnego starosty Eugeniusza Olejniczakowskiego. Postać ta zasługuje na szczególne upamiętnienie. Major rezerwy piechoty Wojska Polskiego i kawaler Orderu Virtuti Militari był cenionym gospodarzem Krasnegostawu aż do wybuchu wojny. We wrześniu 1939 roku ruszył na front, skąd trafił do sowieckiej niewoli. Wiosną 1940 roku został zamordowany przez NKWD podczas zbrodni katyńskiej. Przekazana koperta jest niezwykłym, namacalnym śladem po człowieku, który na trwałe zapisał się w historii regionu. – Cieszę się, że mogę podzielić się częścią swojej prywatnej kolekcji. Moi przodkowie i krewni wywodzą się właśnie z tej ziemi. To tutaj mieszka większość mojej rodziny. Uwielbiam przyjeżdżać do drogiej memu sercu wsi Gołąb. Po trudach codziennej pracy i życia mogę tu wreszcie odetchnąć czystym, suchym i pachnącym zdrowiem powietrzem. Wśród żyznych pól, soczystych łąk i sadów uginających się od owoców odpoczywam i odzyskuję siły. Niemal od zawsze każde wakacje spędzałem na gościnnej chełmskiej ziemi. W dzieciństwie i młodości ścigałem się konno, skakałem z dachu stodoły na miękkie siano, rozrabiałem z kuzynami po okolicznych wsiach, zajeżdżałem wujowi WSK-ę i innym kilka rowerów. Jak to bywa w młodości, skradłem też kilka serduszek rówieśniczkom z sąsiedztwa. Najpierw przywozili mnie tu dziadkowie, później rodzice, z czasem zacząłem przyjeżdżać sam. Dziś odwiedzam rodzinę z własnymi dziećmi. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane przyjechać tu również z wnukami. To miejsce od zawsze jest częścią mojego życia – mówi Sebastian Lewczuk. Sebastian Lewczuk ma w swoim literackim dorobku dwie wydane książki – gawędę literacką oraz historyczny thriller kryminalny, którego akcja rozgrywa się w 1945 roku. W jednym z jego wątków opisane zostały wojenne losy narodowo-katolickiego księdza Konstantego Milewskiego z Borysławia, który pod koniec wojny znalazł schronienie u życzliwych ludzi w Chełmie, by w połowie 1945 roku wyjechać do Szczecinka na tzw. Ziemie Odzyskane. W tej samej powieści akcja na krótko, za sprawą jednego z bohaterów, przenosi się również w okolice Rejowca Fabrycznego. Obecnie autor pracuje nad trzecią powieścią szpiegowską z czasów wojny, która zaczyna się od zaginięcia w chełmskich podziemiach trójki dzieci i ich poszukiwania przez wojsko. Dzięki przekazanym darom oba muzea wzbogaciły swoje zbiory o ciekawe eksponaty, a historia regionu otrzymała kolejne materialne świadectwa swojej bogatej przeszłości. Być może w Chełmie nadal mieszkają potomkowie oficera z Neubrandenburga. Może ktoś z najstarszych mieszkańców pamięta jeszcze Konstantego Milewskiego. A może ktoś wie, dlaczego jeden z bohaterów powieści tuż po wojnie przybył ze Szczecinka do Rejowca Fabrycznego? – Historia wciąż potrafi zaskakiwać i niejednokrotnie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. To właśnie jest w niej najpiękniejsze – zmusza człowieka do dalszego odkrywania historycznych tajemnic. Mam nadzieję, że przekazane przeze mnie pamiątki będą inspiracją dla innych kolekcjonerów i osób posiadających historyczne przedmioty związane z regionem, by również przekazywali je do muzeów – mówi Sebastian Lewczuk. Artykuł Bezcenne wojenne pamiątki trafiły do Chełma i Krasnegostawu pochodzi z serwisu Nowy Tydzień - tygodnik lokalny .
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.