Artykuł opowiada o lekkoatletce, której mówiono, że nie nadaje się do trójskoku. Pomimo początkowego sceptycyzmu otoczenia, zawodniczka wytrwale dążyła do celu. Dziś świętuje swój sukces, zdobywając tytuł Mistrzyni Polsk
Z Zuzanną Sztachańską, z Mistrzynią Polski w trójskoku, zawodniczką AZS-u Łódź rozmawia Maciej Mroczyński
Łodzianka, która skacze najdalej w Polsce, opowiada, o swoim wejściu na szczyt pomimo koszmarnej kontuzji i faktu że jej poprzedni trener uważał, ze się nie nadaje do trójskoku
Pani przygoda z lekką atletyką rozpoczęła się od czwartków. Jak te początki wyglądały?
Zaczęłam 14 lat temu. Moja wuefistka w Szkole Podstawowej nr 22 zasugerowała mi, że są treningi niedaleko mnie, więc pojechałam. Zaczęliśmy trenować, na początku to była zabawa, tak dwa, trzy razy w tygodniu Później to się zaczęło rozwijać i było ich coraz więcej. Pojawiły się czwartki lekkoatletyczne, jeździłam ze szkoły na te zawody. W pierwszym roku chyba się ledwo dostałam na ogólnopolski finał, ale w kolejnym już wygrałam w swoim roczniku. Byłam bardzo zdziwiona, szczerze mówiąc, bo się nie spodziewałam takiego wyniku. To był mój pierwszy ogólnopolski sukces. Teraz przyjeżdżam na finały czwartków, czuję nostalgię i radość, że te zmagania nadal są organizowane.
Zaczęła Pani od razu od trójskoku czy też były próby odnalezienia się w innej konkurencji?
Mój dawny trener na początku próbował nas we wszystkim. Skakałam w dal, biegałam na 600 albo 60 metrów. Później poprosiłam o 60 metrów, bo nie chciałam już się męczyć na dłuższych odcinkach, Zresztą ówczesny trener uważał, że się do trójskoku nie nadaję. Mówił, że mam za szerokie biodra. Zaliczyłam też skok wzwyż, kulę, oszczep, 200 metrów i płotki – w zasadzie jako dziecko uprawiałam wszystko.
Rozumiem, że po tym jak w tym roku jest Pani najlepsza w Polsce, zarówno w hali, jak i na stadionie, to zmienił zdanie?
Chyba zmienił już w 2020 roku, gdy przeszłam do AZS-u Łódź, w którym pod kierunkiem innej trenerki po trzech miesiącach trenowania trójskoku wygrałam Mistrzostwa Polski do lat 20. Wszyscy byli w szoku. Pojawiłam się znikąd, nie byłam fantastyczną zawodniczką, raczej przeciętną. Nagle biorę udział w Mistrzostwach Polski i złoto!
Rozumiem, że przed Mistrzostwami Polski w Białymstoku, mając już wygrane HMP, jechała Pani z nastawianiem na zdobycie medalu?
Nie chcę, żeby to brzmiało jakbym była zbyt pewna siebie, ale w zasadzie byłam przekonana, że sięgnę po złoto. Nie ma co ukrywać, poziom trójskoku w Polsce jest taki, jaki jest. Miałam 40 centymetrów przewagi nad zawodniczką, która była druga. Więc raczej spodziewałam się, że nie będzie to trudne. Natomiast czułam presję, bo pierwszy raz byłam liderką polskich tabel zarówno na hali i jak i na stadionie. Niebieski numer na starcie trochę mi ciążył, a także fakt, że wszyscy raczej spodziewali się, że wygram.
Jakie były odczucia po wygranej?
Przede wszystkim nie byłam zadowolona ze startu, liczyłam na dużo dalszy skok. Tak naprawdę spokojnie z 50-60 cm dalej. Nawet miałam w głowie walkę o minimum na Mistrzostwa Europy w Birmingham, ale się nie udało. Oczywiście cieszyłam się że mam złoty medal, no bo jednak mistrzów się nie ocenia po wynikach, tylko po zajętym miejscu. Po 15 latach nikt nie będzie pamiętał, jaki ja miałam wynik, ale to że zostałam Mistrzynią Polski.
Nie pojedzie Pani na Mistrzostwa Starego Kontynentu, ale jednak to najlepszy sezon w dotychczasowej karierze?
Zdecydowanie tak. Szczerze mówiąc po tym, jak zerwałam achillesa w 2023 roku, to miałam myśli, że nie będę w stanie wrócić w ogóle do skakania, bo kontuzja dotyczyła nogi, która zaczyna trójskok, czyli pracującej na bardzo dużych obciążeniach. Bałam się również się strasznie tego, że będę miała traumę, że nie będę w stanie się odbić i już nigdy nie wrócę na poziom trzynastu metrów. Gdy jednak w pierwszy roku po kontuzji skoczyłam 13.24 na Akademickich Mistrzostwach Polski, poczułam, że coś się ruszyło. Na pewno jak na razie ten sezon jest dla mnie najlepszy, ale liczę, że kolejne będą jeszcze lepsze.
Kontuzja to był najtrudniejszy moment w karierze?
Tak, to była bardzo poważna kontuzja. Wymagała ode mnie bardzo dużego nakładu pracy. Od razu zaczęła się walka o powrót. Jestem tez taką zawodniczką, która od samego początku powiedziała, że będę próbowała wrócić. Myślałam, że zajmie to dłużej. Wróciłam do treningów w styczniu 2024 r. po pół roku przerwy, więc to jest tak naprawdę mega szybko. Na początku skakałam tylko w dal. Do trójskoku po 603 dniach przerwy wróciłam na Mistrzostwa Polski. Prawie dwa lata, więc minęło bardzo dużo czasu.
Na koniec, jakie jest Pani sportowe marzenie?
Cóż nie będę oryginalna, jak każdy sportowiec marzę o starcie na Igrzyskach Olimpijskich. Mam nadzieję, że będę miała szansę to zrobić w najbliższym czasie i pojechać w 2028 roku do Los Angeles. Jeśli się nie uda, to zostają jeszcze Igrzyska w Canberze w 2032, to jeszcze nadal będzie optymalny czas dla trójskoczkini. Marzy mi się również atak na rekord Polski w trójskoku, który wynosi 14,44. Nie mówię, że teraz, bo trójskok jest też taką konkurencją, która wymaga cierpliwości, czasu i pokory, ale liczę, że w perspektywie 3-4 lat jestem w stanie zbliżyć się do tego rekordu i go zaatakować.
Zuzanna Sztachańska , zawodniczka AZS-u Łódź, Mistrzyni Polski 2026 w trójskoku na hali - 13,21 m i na stadionie 13,14 m
fot. Tomasz Grala
Czytaj cały artykuł u źródła — Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.