
Współczesna kinematografia przypomina rozpędzony pociąg, w którym technologiczne zmiany, boom na platformy streamingowe i zmiana nawyków widzów dyktują zupełnie nowe reguły gry. W tym dynamicznym krajobrazie rola producenta filmowego również ewoluuje — przestaje być on jedynie menedżerem budżetu, a staje się liderem procesu twórczego, dbającym o artystyczną integralność i unikalny głos projektu. Jak w gąszczu setek premier oraz internetowego kontentu wyłowić historie, które naprawdę poruszą widz
O wyzwaniach związanych z poszukiwaniem filmowego "pazura", odwadze w stawianiu na debiutantów oraz o tym, dlaczego sukces globalny zawsze zaczyna się od lokalnej prawdy, rozmawiamy z Janem Kwiecińskim. To producent związany z Akson Studio, od 2021 roku prezes firmy, uczestnik prestiżowych międzynarodowych warsztatów (w tym Sundance Directors & Screenwriters Lab oraz EAVE), a przede wszystkim — laureat prestiżowego tytułu Producenta Roku 2025. W rozmowie w ramach patronatu Konkursu "Wyobraź Sobie" nasz gość zdradza, dlaczego ta inicjatywa jest dziś niezbędnym fundamentem dla przyszłości polskiej kultury.
Watchout Studio
Michał Ostiak: Może na początek naszej rozmowy bardzo ogólne pytanie: jak z perspektywy producenta ocenia Pan dziś kondycję polskiego kina? Czy jesteśmy w jakimś szczególnym momencie dla historii kinematografii, Pana zdaniem czekają nas jakieś rewolucyjne zmiany?
Jan Kwieciński: Powstaje wiele znakomitych filmów/seriali, ale jako branża stoimy przed ogromnymi wyzwaniami. Począwszy od problemów ze znalezieniem finansowania na projekty, poprzez szeroko pojęte AI, a skończywszy na kinowych premierach filmów twórców z YouTube’a, których ogląda dziś więcej ludzi niż Spielberga i Lucasa razem wziętych.
MO: Rozmawiając o kondycji kina nie sposób nie odnieść się właśnie do roli producenta. Jak dziś definiuje Pan rolę producenta w procesie powstawania filmu?
JK: Myślę, że producent, aby dziś zrealizować jakikolwiek projekt musi być romantykiem, ale takim który jednak bardzo twardo stąpa po ziemi. Pieniądze na rynku są, ale mocno trzeba się natrudzić, aby je zdobyć. Podobnie jak z kinem po pandemii, widz wrócił przed ekrany, ale wybiera seanse bardziej eventowo, chodzi tylko na kilka wyselekcjonowanych filmów w roku, a nie na bardzo wiele, jak to miało miejsce przed pandemią. Ilość widzów w kinach przed i po pandemii jest więc podobna, ale sposób obcowania z nimi zupełnie się zmienił.
MO: Rozwijając nieco temat tej roli: w którym momencie producent ma największy wpływ na ostateczny kształt filmu? Jak wygląda jego współpraca z reżyserem i scenarzystą — gdzie przebiega granica decyzyjności? A może powinienem zapytać nieco inaczej: czy dobry producent powinien bardziej chronić projekt przed kompromisami, czy pomagać mu przejść przez konieczne kompromisy bez utraty sensu?
JK: Wszystkie odpowiedzi są poprawne. Żadne dzieło filmowe raczej nie powstanie bez kompromisów. Musimy chronić jego sens i integralność, ale umieć też rozmawiać i dogadywać się z twórcami, ekipami, finansującymi etc. Producent musi być obecny na każdym etapie powstawania dzieła. Otwiera imprezę i zamyka drzwi za ostatnim gościem.
MO: Podsumowując wątek pracy producenta, chciałbym wiedzieć, co z Pana perspektywy w ostatnich latach zmieniło się najbardziej w sposobie tworzenia i rozwijania projektów filmowych?
JK: Tworzymy w ciągle zmieniającym się świecie i musimy być na niego czujni. Nigdy nie było na świecie więcej filmów i seriali niż teraz. Co znaczy, że trzeba się nieźle namęczyć, aby przebić się z czymś naprawdę wyjątkowym.
MO: Przejdźmy może dalej do istoty konkursów takich jak Wyobraź Sobie. Jaką rolę pełnią dziś takie inicjatywy w ekosystemie filmowym?
JK: Niezbędną. Każdy producent zawsze szuka wyjątkowych twórców. Wyobraź Sobie wykonuje niezwykłą pracę u podstaw. Selekcjonerzy czytają setki tekstów i wybierają z nich kwiat wschodzącego polskiego scenopisarstwa. To dla producentów wielka szansa, aby spotkać się z najlepszymi twórcami, których jeszcze nie znamy.
MO: Często mówi się o "nowych talentach", ale to pojęcie bywa bardzo szerokie. Po czym Pan poznaje, że ktoś naprawdę ma głos, któremu warto zaufać? Na co zwraca Pan uwagę, decydując się wesprzeć twórcę lub projekt? Czy dziś ważniejszy jest pomysł, osobowość twórcy czy potencjał rynkowy projektu?
JK: Pomysł jest równie ważny jak twórca, który za nim stoi. W przebodźcowanym contentem świecie szukam ogólnie mówiąc niezwykłych historii napisanych wyrazistym językiem. Brak pewnego rodzaju pazura w tworzeniu zwiększa ryzyko zniknięcia w gąszczu setek innych filmów i seriali.
MO: Czy rynek jest dziś bardziej otwarty na debiutantów niż kiedyś?
JK: Zdecydowanie. "Obsesja" i "Backrooms" to chyba najlepsze tego przykłady. Młodzi twórcy mogą za małą kasę wyżywać się twórczo na YouTubie i dostać potem szansę na zrobienie filmu kinowego. W Polsce z kolei Netflix zgodził się, aby serial 1670 reżyserowało dwóch filmowców przed debiutem. Przykładów jest masa. Wydaje mi się, że młodzi twórcy mają dziś większą szansę na przebicie się ze swoim głosem niż kiedyś.
MO: Czy widzi Pan zmianę w tematach, które przynoszą młodzi scenarzyści i reżyserzy? O czym chcą opowiadać inaczej niż poprzednie pokolenia?
JK: Wydaje mi się, że młodzi twórcy są dziś dużo bardziej otwarci na kino gatunkowe. Co mnie bardzo cieszy. Dziś bardziej niż kiedyś jest też ważne nie tylko to, o czym chcesz powiedzieć, ale jak chcesz to zrobić. Język wizualny, stylistyka idą w parze z historią.
MO: W jakim kierunku będzie rozwijać się polskie kino w najbliższych latach? Jakie historie mają dziś Pana zdaniem największy potencjał — lokalne czy uniwersalne (w sensie: czy polscy twórcy powinni myśleć globalnie już na etapie tworzenia projektów?).
JK: Uważam, że musimy myśleć lokalnie. Jeśli mamy ambicje przebić się za granicę, to widza "stamtąd" interesuje właśnie nieznane, lokalność może go właśnie zaskoczyć. Myślenie blisko swojego kręgu kulturowego gwarantuje nam pokazanie prawdy, a przecież to też jej w tak często ubogim w prawdę świecie szukamy.
MO: Rynek audiowizualny bardzo się zmienił: platformy, seriale, międzynarodowe koprodukcje, nowe sposoby oglądania. Jak to wpływa na pracę producenta? Czy młodzi twórcy myślą dziś inaczej o filmie, bo dorastali w świecie wielu formatów: kina, seriali, gier, internetu, krótkich form?
JK: Trudniej złapać jest uwagę widza. Złapanie jej to główna bolączka producenta, zwłaszcza komercyjnego. Sam wciąż na nowo kminię jak to zrobić :)
MO: No i może jeszcze coś o przyszłości — jak wyobraża Pan sobie polskie kino za 10 lat? Jaką rolę będą w nim pełnić platformy streamingowe?
JK: Świat pędzi i myślę, że jeśli chcemy tworzyć, musimy biec z nim lub przynajmniej starać się zrozumieć w jaką stronę biegnie. Jeśli przestaniemy nadążać za zmianami kulturowymi, technologicznymi, a tym samym narracyjnymi, może nam być ciężko spotkać się ze współczesnym widzem. Pisząc to sam mam obawy czy mi się to uda, ale z pewnością będę próbował.
MO: Został Pan laureatem Nagrody Producent Roku 2025 (gratulacje!). Co taka nagroda oznacza dla producenta — osoby, której praca często pozostaje mniej widoczna niż praca reżysera czy aktorów?
JK: To niezwykła nobilitacja. Producent jest zwykle w tle wydarzeń. Bardziej ma doceniać i chwalić niż jest doceniany. Dodatkowo Konkurs Wyobraź Sobie właśnie tą nagrodą zmienia postrzeganie producenta w Polsce, pozwala innym zrozumieć istotę jego pracy i rodzaj zmagań jakie przed nim stoją. Jestem za to bardzo wdzięczny.
Watchout Studio