
Panorama Bydgoszczy widziana z wieży ciśnień. Fot. MOs810 / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)
Do poniedziałku, 6 lipca, mieszkańcy mogą składać uwagi do projektu Planu Ogólnego Miasta Bydgoszczy. Dokument, który ma zastąpić studium i wyznaczyć reguły rozwoju miasta na kolejne lata, stał się jednym z najbardziej gorących tematów ostatnich tygodni. Tygodnik Bydgoski od maja opisywał najważniejsze zarzuty, obawy mieszkańców, głosy urbanistów, społeczników i radnych.
Inne z kategorii
Dokument ważniejszy, niż brzmi jego nazwa
Plan ogólny nie jest techniczną ciekawostką dla urbanistów. To dokument o randze aktu prawa miejscowego, który zastąpi dotychczasowe Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Ma określić, jakie funkcje będą mogły pojawiać się w poszczególnych częściach miasta, a w praktyce wpłynie na przyszłe miejscowe plany zagospodarowania oraz decyzje o warunkach zabudowy.
Konsultacje społeczne rozpoczęły się 9 czerwca i potrwają do 6 lipca. Miasto przewidziało zbieranie uwag, jedno spotkanie otwarte w Młynach Rothera oraz dyżury projektantów w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Formalnie więc procedura się odbywa. Spór dotyczy jednak tego, czy przy dokumencie takiej wagi mieszkańcom dano realną możliwość zrozumienia jego skutków i zabrania głosu.
Od początku były pytania o beton, zieleń i czytelność dokumentu
Już w maju Tygodnik Bydgoski pisał o krytyce projektu formułowanej przez Annę Rembowicz-Dziekciowską, urbanistkę i byłą dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. W tekście „Plan ogólny Bydgoszczy pod ostrzałem. Betonowanie miasta na pełnej petardzie?” opisywaliśmy jej zarzuty dotyczące możliwego dogęszczania zabudowy, ograniczania powierzchni biologicznie czynnych i dopuszczania intensywniejszej zabudowy w miejscach budzących szczególne emocje.
W kolejnym tekście, „Czy Bydgoszcz zmierza ku problemowi z odpadami niebezpiecznymi?” , zwracaliśmy uwagę na kontrowersje wokół stref infrastrukturalnych, szczególnie w rejonie terenów pozachemowskich i Kapuścisk. To jeden z tych tematów, które dla przeciętnego mieszkańca mogą brzmieć jak planistyczna łacina, dopóki nie pojawia się pytanie: co konkretnie będzie można zrobić obok mojego osiedla?
Spór wszedł na sesję rady miasta
Pod koniec maja temat wrócił podczas obrad Rady Miasta Bydgoszczy. W artykule „Urbanistka zarzuca ratuszowi wprowadzanie radnych w błąd” relacjonowaliśmy zarzuty Anny Rembowicz-Dziekciowskiej, według której urzędnicy mieli błędnie przedstawiać założenia wcześniejszej wersji dokumentu. W jej ocenie poprzedni projekt nie oznaczał „zwijania miasta”, lecz umożliwiał rozwój w bardziej uporządkowanej formule.
Gdy rozpoczęły się konsultacje, głównym zarzutem stała się czytelność materiałów. W tekście „Plan ogólny Bydgoszczy nieczytelny dla mieszkańców?” opisywaliśmy apel o przygotowanie dodatkowych map: wysokości zabudowy, intensywności zabudowy, powierzchni biologicznie czynnej i dopuszczalnej powierzchni zabudowy. Bez takich opracowań mieszkaniec musi sam przedzierać się przez specjalistyczne dane. To trochę tak, jakby zaprosić człowieka do dyskusji o remoncie domu, ale dać mu wyłącznie rzut instalacji kanalizacyjnej.
Jedno spotkanie otwarte i wiele pytań
Przed spotkaniem w Młynach Rothera przypominaliśmy, że konsultacje dotyczą dokumentu, który w praktyce wyznaczy kierunek rozwoju Bydgoszczy. Pisaliśmy o tym w tekście „Przyszłość Bydgoszczy pod debatę” .
Samo spotkanie pokazało skalę emocji. W relacji „Plan na miasto czy plan na... mur-beton?” pisaliśmy, że mieszkańcy pytali nie tylko o zapisy dokumentu, ale o to, jaką Bydgoszcz miasto chce im zostawić. Pojawiały się obawy o betonowanie, odpady, Górki Fordońskie, polanę przy ul. Orląt Lwowskich i tereny po Zachemie.
Fordon stał się jednym z symboli sporu
Szczególnie mocno wybrzmiał temat Fordonu. W tekście „Mieszkańcy Fordonu chcą bronić górek przed zabudową” zapowiadaliśmy oddolne spotkanie poświęcone Górkom Fordońskim i terenom zielonym. Następnie w relacji „Fordon mówi »nie« wysokiej zabudowie” opisywaliśmy głosy mieszkańców i społeczników, którzy podkreślali, że Górki Fordońskie są dla dzielnicy miejscem wypoczynku, spacerów i naturalnym „oddechem” tej części miasta.
Temat Fordonu pojawił się także w rozmowie z radnym Wojciechem Bielawą: „Bloki na fordońskich górkach?” . Radny ostrzegał, że plan ogólny może przesądzić o przyszłości miejsc, które mieszkańcy traktują jako wspólną przestrzeń, a nie rezerwę pod zabudowę.
Społecznicy też zgłaszali swoje propozycje
Plan ogólny wywołał nie tylko sprzeciw, lecz także konkretne propozycje zmian. Bydgoski Ruch Miejski zachęcał mieszkańców do składania uwag w sprawie możliwości odtworzenia zlikwidowanego odcinka Starego Kanału Bydgoskiego. Pisaliśmy o tym w artykule „Czy Plan Ogólny otworzy drogę do odbudowy Starego Kanału Bydgoskiego?” .
To ważny wątek, bo pokazuje, że konsultacje nie muszą sprowadzać się wyłącznie do blokowania inwestycji. Mogą być także próbą wpisania do dokumentu rozwiązań, które w przyszłości ułatwią mądrzejsze gospodarowanie przestrzenią, wodą i historycznym dziedzictwem miasta.
Radni chcieli nadzwyczajnej sesji
Pod koniec czerwca Bydgoska Prawica zażądała nadzwyczajnej sesji rady miasta w sprawie planu ogólnego. W artykule „Ten plan determinuje przyszłość miasta na 30, może 50 lat” relacjonowaliśmy argumenty radnych, którzy domagali się szerszej debaty i spotkań z mieszkańcami na osiedlach.
Przed samą sesją pisaliśmy również, że mieszkańcy nie będą mogli zabrać na niej głosu. Artykuł „Nadzwyczajna sesja o przyszłości Bydgoszczy. Mieszkańcy bez prawa głosu!” pokazywał kolejny paradoks całej sprawy: debata o dokumencie dotyczącym mieszkańców toczyła się w formule, w której mieszkańcy mogli co najwyżej słuchać.
Po sesji opisaliśmy dalszy ciąg sporu w tekście „Plan Ogólny Bydgoszczy rozpalił radę. Mieszkańcy bez głosu na sesji nadzwyczajnej” . Przypomnieliśmy tam, że konsultacje kończą się 6 lipca, a dopiero potem projekt ma trafić do dalszych prac i ostatecznie pod obrady rady miasta.
Ostatnie godziny na uwagi
1 lipca odbył się ostatni dyżur projektantów. Informowaliśmy o nim w tekście „Ostatni dyżur w sprawie planu ogólnego Bydgoszczy” . Uwagi można składać jeszcze do 6 lipca na formularzu udostępnionym przez miasto.
Niezależnie od tego, jak ratusz odpowie na złożone uwagi, jedno jest już pewne: plan ogólny stał się testem nie tylko dla bydgoskiej urbanistyki, ale także dla miejskiej komunikacji z mieszkańcami. Można mieć dokument formalnie poprawny, przygotowany zgodnie z procedurą i opisany fachowym językiem. Pytanie brzmi jednak, czy mieszkańcy naprawdę mogli zobaczyć, co ten dokument oznacza dla ich ulicy, osiedla, parku, skweru i widoku z okna.
Właśnie dlatego Tygodnik Bydgoski będzie wracał do sprawy także po zakończeniu konsultacji. Plan ogólny nie jest bowiem końcem dyskusji o mieście. Jest raczej początkiem sporu o to, czy Bydgoszcz ma rozwijać się w sposób zrozumiały, przejrzysty i przyjazny mieszkańcom, czy też według reguł, które przeciętny obywatel poznaje dopiero wtedy, gdy za płotem wyrasta mu coś, czego nikt wcześniej po ludzku nie wytłumaczył.
Redaktor Autor