Choć oczy całej Polski w tę niedzielę były zwrócone na Kraków, dawna stolica nie była jedynym miastem, w którym ważyły się losy lokalnego samorządu. W przeciwieństwie do Aleksandra Miszalskiego, burmistrzowi Ciechocinka Jarosławowi Jucewiczowi udało się obronić urząd.
Jak wynika z danych przedstawionych na oficjalnej stronie PKW wynika, że w głosowaniu nad odwołaniem Jucewicza wzięło udział 2095 osób. Uprawnionych do głosowania było 7917 wyborców. To oznacza, że frekwencja wyniosła 26,5 procent. 95,93 procent głosujących opowiedziało się za odwołaniem burmistrza.
Jarosław Jucewicz, burmistrz CiechocinkaŹródło zdjęcia: Burmistrz Ciechocinka Jarosław Jucewicz/Facebook System tego typu referendów jest jednak tak skonstruowany, że aby głosowanie było ważne, frekwencja musi wynieść co najmniej 3/5 liczby głosujących, którzy brali udział w wyborze organu. W przypadku Ciechocinka ta liczba wynosiła 2123. Do odwołania burmistrza uzdrowiska zabrakło więc 28 głosów.
Są pierwsi chętni do kandydowania na prezydenta
Burmistrz zabrał głos
Jarosław Jucewicz odniósł się w nocy do wyników referendum. Napisał, że "jego wynik daje wiele do myślenia". "Dziękuję wszystkim za wsparcie i gratulacje. Już jutro wracamy do pracy i mierzymy się z kolejnymi wyzwaniami codzienności" - stwierdził.
Samorządowiec zaznaczył, że "było blisko, ale wynik był inny". "Niestety pojawiły się incydenty, które nie powinny mieć miejsca — jak łamanie ciszy wyborczej czy nagabywanie mieszkańców do udziału w głosowaniu w dniu referendum. Dziś jednak wszystko się resetuje" - napisał polityk.
Politolożka: symboliczne przejmowanie władzy przez PiS
Jucewicz zaapelował też do swoich przeciwników politycznych. "Ja również potrafię uderzyć się w pierś, ale proszę, abyście przestali budować wokół uzdrowiska negatywne emocje. Miasto ma ogromny potencjał. Naprawdę nie zmarnujmy tej szansy" - oświadczył we wpisie.
To zarzucają burmistrzowi
Grupa referendalna zawiązała się na początku lutego. Kilka dni wcześniej, 27 stycznia, odbyła się sesja rady miasta. To na niej radni nie wyrazili zgody na zabezpieczenie 38 milionów złotych na budowę biogazowni, która miała stanąć zaledwie kilkaset metrów od tężni. Sprawa ta stała się krytycznym punktem dyskusji nad przyszłością władz Ciechocinka.
Burmistrz Ciechocinka, który był orędownikiem inwestycji, tuż po głosowaniu, zapewniał, że biogazownia jest potrzebna, a on zrobi wszystko, by pozyskać dofinansowanie z innych źródeł. Ostatecznie wycofał się z tego pomysłu.
Społeczników to jednak nie przekonało. Jak mówili, ich protest był podyktowany przede wszystkim troską o miasto. Inicjatorzy referendum zarzucali Jucewiczowi też brak dialogu, utratę zaufania, nietrafione inwestycje, chaos kadrowy w urzędzie czy pogarszający się stan uzdrowiska.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.