
Rada Miejska w Bogatyni podjęła jednogłośną decyzję w sprawie skargi mieszkańca na działania Burmistrza Miasta i Gminy. Sprawa, która otarła się o zarzuty poświadczenia nieprawdy i manipulacji, okazała się wynikiem zwykłego błędu rachunkowego firmy zarządzającej nieruchomością.
Sesja Rady Miejskiej, fot. W. Dobrołowicz/Facebook.com
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Bogatyni, która odbyła się 22 czerwca 2026 roku, radni zajęli się skargą pana W.D. na działania włodarza miasta. Mieszkaniec zarzucił burmistrzowi, że ten, podpisując listę głosowania nad uchwałą wspólnoty mieszkaniowej, poświadczył nieprawdę w dokumencie urzędowym.
O co dokładnie poszło? Skarżący dopatrzył się nieprawidłowości w wielkości udziałów przypisanych Gminie Bogatynia w nieruchomości wspólnej. W dokumentach wpisano 11,5% (115 udziałów), podczas gdy zdaniem mieszkańca faktyczny udział gminy wynosił zaledwie 1,3%. Na tej podstawie pan W.D. wywodził, że uchwała wspólnoty w ogóle nie została legalnie podjęta.
Komisja Skarg, Wniosków i Petycji, która szczegółowo zbadała sprawę, szybko jednak ustaliła, że burmistrz nie miał z tym błędem nic wspólnego. Całą dokumentację przygotował licencjonowany zarządca.
Jak się okazało, pracownik firmy zarządzającej popełnił prosty błąd rachunkowy: ułamek 115/10000 błędnie zinterpretował jako 11,5% zamiast 1,15% (prawidłowy udział gminy wynosił z kolei 120/10000, czyli 1,2%).
Rada Miejska w uzasadnieniu uchwały wyraźnie podkreśliła, że burmistrz oddając głos, nie działał jako urząd czy organ administracji publicznej, ale po prostu jako reprezentant gminy, która jest właścicielem jednego z lokali komunalnych.
Co ważne, podpis burmistrza na liście nie był „pieczęcią rzeczoznawcy” potwierdzającą wyliczenia matematyczne zarządcy, a jedynie cywilnoprawnym aktem oddania głosu.
„Burmistrz opierał się na dokumentach dostarczonych przez profesjonalny podmiot. Nie miał ani podstaw, ani prawnego obowiązku weryfikować wyliczeń zarządcy” – czytamy w uzasadnieniu. Chybiony okazał się również zarzut z Kodeksu karnego – lista głosowania wspólnoty nie jest dokumentem urzędowym.
Dodatkowo w całej sprawie znalazł się zarzut dotyczący... „nacisku psychologicznego”. Skarżący twierdził bowiem, że podpisanie się przez burmistrza jako pierwszego na liście miało sugerować pozostałym mieszkańcom, jak mają głosować.
Radni odrzucili te spekulacje jako całkowicie bezpodstawne. Kolejność podpisów przy indywidualnym zbieraniu głosów wynikała wyłącznie z trasy, jaką pracownik zarządcy pokonywał, odwiedzając kolejnych właścicieli mieszkań. Burmistrz nie wybierał swojego miejsca na liście.
Rada Miejska przypomniała mieszkańcom ważną zasadę prawną: tryb skargowy przed organami gminy to nie miejsce na podważanie decyzji wspólnot mieszkaniowych.
Jeśli jakikolwiek właściciel lokalu uważa, że uchwała wspólnoty narusza prawo lub jego interesy, jedyną właściwą drogą jest złożenie pozwu do sądu cywilnego w nieprzekraczalnym terminie 6 tygodni od dnia jej podjęcia lub powiadomienia o niej.
Ostatecznie Rada Miejska uznała skargę pana W.D. za w pełni bezzasadną. Pismo wraz z uzasadnieniem zostanie oficjalnie przekazane skarżącemu.