
Grafika poglądowa przedstawiająca bazę wojsk amerykańskich w Polsce • fot. AI Prezydent Bolesławca, odnosząc się do pytań o możliwą obecność wojsk amerykańskich i koncepcję „Fort Trump”, zasugerował, że przy analizie lokalizacji znaczenie mają względy logistyczne i bliskość dużych lotnisk. Jednocześnie zwrócił uwagę na skalę inwestycji realizowanych w rejonie Świętoszowa, Kozłowa i Trzebienia, dodając pół żartem, że amerykańscy rozmówcy mówią „Fort Boles”.
Trwa czerwcowe posiedzenie Rady Miasta Bolesławiec. W jego trakcie powrócił temat, który od lat budzi zainteresowanie nie tylko mieszkańców regionu, ale także osób śledzących kwestie bezpieczeństwa i obecności wojsk sojuszniczych w Polsce. Chodzi o potencjalną rolę Dolnego Śląska i samego Miasta Ceramiki w kontekście infrastruktury związanej z obecnością armii Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Piotr Roman : – Proszę państwa, nie pytajcie o to, gdzie będzie baza, gdzie będzie Fort Trump, bo nawet gdybym wiedział, to bym państwu nie powiedział.
Włodarz zaznaczył, że przy tego typu analizach rozważane są miejsca położone bliżej dużych lotnisk. Jednocześnie podkreślił, że nie wyklucza to innych działań i inwestycji realizowanych również poza bezpośrednim sąsiedztwem największych portów lotniczych. Zaznaczył przy tym, że przecież potężne inwestycje realizowane są w rejonie Świętoszowa oraz okolic Kozłowa i Trzebienia.
I dodał, że żołnierze US Army nie używają nazwy „Bolesławiec”, ponieważ jest dla nich fonetycznie trudna. Dlatego mówią: Fort Boles.
Temat obecności wojsk sojuszniczych na Dolnym Śląsku regularnie wraca w debacie publicznej. Na ten moment nie padły oficjalne deklaracje potwierdzające utworzenie nowej stałej bazy wojsk USA w rejonie Bolesławca. Sama dyskusja jednak pokazuje, jak dużą uwagę mieszkańców przyciągają kwestie związane z bezpieczeństwem, inwestycjami i rolą regionu w szerszym układzie geopolitycznym.
Wiadomości pokrewne