
4 lipca 2026 13:28
Górniczy pot, białe złoto i pamięć, której nie da się zasypać. Jacy są współcześni wałbrzyszanie?
Gdyby na podstawie setek komentarzy w mediach społecznościowych spróbować namalować portret współczesnego mieszkańca Wałbrzycha, powstałby obraz człowieka dumnego, głęboko zakorzenionego w przeszłości i noszącego w sobie potężny ładunek nostalgii zmieszanej z nieskrywanym żalem. Ostatnia sonda przeprowadzona wśród naszych czytelników stała się czymś więcej niż internetową statystyką – zmieniła się w wielogłosową, intymną kronikę miasta, które przez dekady żyło w rytmie uderzeń kilofów i szumu pieców ceramicznych. To opowieść o ludziach ulepionych z węgla i gliny, którzy mimo upływu lat nie pozwalają zasypać pamięci o dawnej potędze swojego regionu.
Miasto podzielone na dwa kolory: Czarny i Biały
Kiedy pytamy o tradycje rodzinne, odpowiedź z wałbrzyskich domów jest niemal jednobrzmiąca. Jak trafnie podsumował jeden z internautów, pan Grzegorz: „Praktycznie 90% mieszkających w Wałbrzychu z czasów urodzenia do 89 roku ma dziadków i rodziców związanych z wydobyciem”. To prawda, która do dziś definiuje lokalną tożsamość, tworząc unikalny mikroklimat społeczny.
Przez dziesięciolecia podział ról w tutejszych rodzinach był wręcz modelowy, tworząc swoistą symbiozę dwóch potężnych gałęzi przemysłu:
Mężczyźni pod ziemią - Kobiety przy piecach
Zjeżdżali na szychty do wałbrzyskich kopalń, ryzykując życie na przodkach. Najczęściej we wspomnieniach przewijają się nazwy legendarnych zakładów: KWK Thorez , KWK Wałbrzych , KWK Chrobry (późniejsze pole Bolesław Chrobry) oraz KWK Victoria . Z kolei kobiety znajdowały zatrudnienie przy produkcji słynnego wałbrzyskiego „białego złota”. Ich codziennością były Zakłady Porcelany Stołowej „Krzysztof” , Fabryka Porcelany „Wałbrzych” oraz najmłodsza z nich – „Książ” .
Ta dwubiegunowość struktury zatrudnienia sprawiła, że rzadko spotyka się w Wałbrzychu rodzinę, która nie miałaby korzeni w przynajmniej jednym z tych sektorów. „ Mama w porcelanie, ojciec w kopalni ” – to najkrótsza, a zarazem najpełniejsza biografia tysięcy tutejszych rodzin.
Świat z „Rubina”, czyli nostalgia za bezpiecznym jutrem
Dla starszego i średniego pokolenia wałbrzyszan wspomnienie o dawnych zakładach pracy to synonim życiowej stabilizacji i opiekuńczości, jakiej dzisiejszy rynek pracy nie potrafi już zaoferować. W komentarzach uderza wręcz fala ciepłych, zmysłowych wręcz wspomnień z dzieciństwa. Czytelnicy z rozrzewnieniem wyliczają przywilej, jaki dawał wtedy status robotnika przemysłowego: mieszkania zakładowe, paczki i zabawy mikołajkowe w Górniczym Domu Kultury (GDK), czy legendarne paszporty do letniego odpoczynku.
Piotr, jeden z uczestników sondy, wspomina z detalami: „ Kopalnia organizowała kolonie dla dzieci pracowników. Z rodzeństwem byłem trzy razy na kolonii w Morągu. Trzy razy byliśmy całą rodziną na wczasach w Dziwnowie. Sam także pracowałem na oddziale przeróbki mechanicznej węgla, a po wojsku w Straży Przemysłowej aż do likwidacji zakładu ”. Inna internautka dodaje: „ Mój ojciec był górnikiem i za jego ciężką pracę niczego nie brakowało. Mieliśmy pierwsi telewizor Rubin. Wraz z pochodem dumnie szliśmy z tatą w paradzie 1 Maja. Szkoda, że czasu nie można cofnąć ”.
W tych opowieściach kryje się potężny szacunek do trudu tamtych lat. W języku komentujących widać to w drobnych, językowych niuansach. Pani Edyta stanowczo zaznacza w swoim wpisie: „Mój dziadzio... bo nie dziadek, szacunek, pracował w kopalni Wałbrzych”.
Co ciekawe, ta tradycja, choć pozbawiona ekonomicznego fundamentu, przetrwała w sferze symbolicznej i sportowej. Elementem spajającym te rozproszone dziś rodziny pozostaje miłość do biało-niebieskich barw. Tradycja kibicowania Górnikowi Wałbrzych – zarówno sekcji piłkarskiej, jak i legendarnej kolarskiej – jest przekazywana jak najcenniejsza relikwia. „ Tradycja to kibicować Rowerzystom z Górnika ” – pisze pani Elżbieta. Dziś wałbrzyskim sportem jest koszykówka. Ale może właśnie przywiązanie do barw Górnika ma dla wałbrzyszan większe znaczenie niż konkretna dyscyplina sportowa?
Czarny kaszel i ukryte urazy. Cena potęgi
Jednak wałbrzyszanie nie kreślą bezkrytycznej laurki tamtym czasom. Ich pamięć jest bolesna, surowa i do bólu uczciwa. Obok opowieści o sielskich wczasach i paczkach ze słodyczami, na światło dzienne wychodzą dramatyczne relacje o cenie, jaką ludzie płacili zdrowiem i życiem za budowanie przemysłowego mitu. Uczestnicy sondy otwarcie piszą o wypadkach pod ziemią, brutalnej rzeczywistości kopalnianej hierarchii i cichych wyrokach śmierci, jakimi były choroby zawodowe:
Mój tato pracował na kopalni, ciężka praca, stracił palec. Często sztygar nie zgłaszał, że coś się stało, bo tracili premie. Niebezpieczna i ciężka praca – wspomina pani Renata.
„ Mój ojciec umarł z powodu pylicy płuc. Jako jego dzieci byliśmy dumni z pracy naszego ojca. Niech Pan Bóg wynagrodzi mu jego wysiłek i poświęcenie ” – czytamy w poruszającym wpisie pani Anny.
Śmierć w pracy, utracone zdrowie tuż po przejściu na wyczekaną emeryturę, dramatyczne wspomnienia dzieciństwa, jak te pana Ryszarda, który jako chłopiec stracił palce, wkładając znaleziony zapalnik kopalniany do domowego kontaktu – to mroczny rewers wałbrzyskiej historii. Pani Teresa opisuje bolesną rzeczywistość wielu rodzin, w których ZUS po latach „uzdrowił” tysiące górników, odbierając im renty chorobowe, mimo zniszczonych pylicą płuc. Ponury obraz dopełniają głosy przypominające o innych zapomnianych miejscach, gdzie igrano z ludzkim zdrowiem: zakładach koksowniczych czy fabryce kwasu siarkowego, gdzie ludzie umierali na raka płuc młodo.
Tygiel narodów i powroty po latach
Sonda ujawniła także fascynujące, kosmopolityczne podłoże tożsamości mieszkańców Wałbrzycha. Miasto po 1945 roku stało się unikalnym tyglem migracyjnym. W wypowiedziach internautów jak żywe stają historie reemigrantów z Francji – rodzin, które przed wojną pracowały w kopalniach departamentu Pas-de-Calais, by po wojnie odpowiedzieć na wezwanie do odbudowy polskiego przemysłu i osiąść na wałbrzyskim Białym Kamieniu czy Sobięcinie.
Pojawiają się wspomnienia o mniejszości greckiej (np. Dziadek Grek na Thorezie ), tworzącej powojenny koloryt miasta. Co niezwykle poruszające, historia w tych biografiach zatoczyła pełne koło. Część komentarzy w sondzie została opublikowana przez system z adnotacją „zobacz oryginalny tekst (w języku niemieckim/francuskim)”. To głos tych wałbrzyszan lub ich dzieci, którzy po likwidacji przemysłu w latach 90. zostali zmuszeni do ponownej emigracji w poszukiwaniu chleba. Jak pisze pani Wioleta: Mnie niestety Wałbrzych nie dał zbyt wielu możliwości, więc wyemigrowałam .
Krajobraz po bitwie: Żal, który nie mija
To właśnie moment likwidacji kopalń (wspominany powszechnie jako „czasy Balcerowicza”) oraz późniejszy, sukcesywny upadek wielkich fabryk porcelany pozostaje dla naszych czytelników największą, wciąż krwawiącą raną. Wypowiedziom towarzyszy poczucie zdrady i bezradności wobec decyzji, które z dnia na dzień zamieniły tętniące życiem, przemysłowe serce Dolnego Śląska w rejon strukturalnego bezrobocia i biedy.
Wielu komentujących z goryczą patrzy na współczesny kształt miasta. Pojawiają się głosy o wyludnieniu, o tym, że po godzinie 16:00 centrum miasta zamiera. Szczególnie bolesny dla dawnych pracowników jest widok miejsc, które kiedyś stanowiły o ich dumie, a dziś pełnią funkcje czysto turystyczne lub komercyjne. Dawna kopalnia „Julia”, zamieniona w Starą Kopalnię, dla turysty jest pięknym zabytkiem techniki – dla dawnego górnika, którego ciuchy wciąż zostały na haku , bywa symbolem utraconego świata, do którego dzisiaj wstęp ma tylko „elita”.
Młodsze pokolenie dostrzega jeszcze jedno zagrożenie – powolne zamieranie pamięci. Jak zauważa pan Mariusz: „Ludzie do 40 lat (...) nie kojarzą i nie pamiętają kopalń”. Trudno kultywować tradycję w miejscu, gdzie fizyczne ślady przeszłości są sukcesywnie wymazywane z krajobrazu. Przypominają o tym także dramatyczne jednozdaniowe wpisy, jak ten pana Marcina, który obok dziadka i ojca pracujących na „Thorezie”, swoją własną szychtę określił krótko: a ja w biedaszybach – co stanowi najsmutniejszy pomnik wałbrzyskiej transformacji.
Uczestnicy naszej sondy okazali się nie tylko komentatorami, ale przede wszystkim depozytariuszami i strażnikami pamięci o tożsamości Wałbrzycha. To ludzie, dla których historia kopalń i manufaktur ceramicznych nie jest zakurzonym rozdziałem z podręczników, ale żywą, często bolesną historią ich własnych rodzin. Choć krajobraz miasta bezpowrotnie się zmienił, a industrialne kominy przestały dymić, tożsamość wielu wałbrzyszan wciąż opiera się na często morderczej pracy, która jednak pozwalała godnie żyć. Chyba właśnie tej godności rozumianej jako życie pełną piersią a nie od pierwszego do pierwszego najbardziej wałbrzyszanom brakuje.
Co sądzisz na ten temat?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy .
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu walbrzych24.com. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu . Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz