RAK
    Oskarżony o napady z bronią na stację benzynową uniewinniony. Pod sąd po 11 latach

    Oskarżony o napady z bronią na stację benzynową uniewinniony. Pod sąd po 11 latach

    1952 odsłon
    Oskarżony o napady z bronią na stację benzynową uniewinniony. Pod sąd po 11 latach

    Oskarżony o napady z bronią na stację benzynową uniewinniony. Pod sąd po 11 latach

    • Mój klient został oskarżony o trzy napady rabunkowe, do których miało dojść w 2015 roku na stacji paliw Statoil przy ul. Wrocławskiej w Wałbrzychu. Od pierwszego przesłuchania konsekwentnie i stanowczo zaprzeczał, by kiedykolwiek dopuścił się tych czynów - mówi nam adwokat Jacek Jankowski z Wałbrzycha, który reprezentował mężczyznę przed Sądem Okręgowym w Świdnicy i doprowadził do jego uniewinnienia. Wyrok z lipca tego roku nie jest jednak prawomocny, a Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu wystąpiła o uzasadnienie. Co otwiera furtkę do zaskarżenia wyroku w II instancji.

    • Nie będę mówić o szczegółach tej sprawy, ani o tym dlaczego Prokuratura postanowiła wrócić do sprawy po latach, bo to utrudniłoby dalsze postępowanie w tej sprawie. A jest ona w toku. Kiedy otrzymamy uzasadnienie, zadecydujemy, co dalej - mówi nam Agata Kos , zastępca Prokuratora Rejonowego w Wałbrzychu. Adwokat otwarcie punktuje akt oskarżenia w sprawie napadów na stację paliw w Wałbrzychu

    • Po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego Sąd uznał, że nie dające się usunąć wątpliwości są na tyle duże że należało uniewinnić oskarżonego od wszystkich zarzucanych mu czynów - podkreśla Jankowski i wylicza. Napady na stację paliw Statoil przy ul. Wrocławskiej miały miejsce we wrześniu, październiku i listopadzie 2015 roku. Akt oskarżenia został przygotowany dopiero w grudniu 2025 roku, 10 lat później.

    • Mój klient przez dekadę żył w Wałbrzychu, pracował legalnie, płacił podatki, nie wchodził w konflikt z prawem. Pracuje dziś w renomowanej firmie, zarabia uczciwie, prowadzi ustabilizowane życie rodzinne. Gdyby naprawdę był seryjnym rabusiem, który trzykrotnie napadł na pobliską stację paliw — stację odległą zaledwie 200 metrów od jego własnego domu — to przez 10 lat nie popełniłby ani jednego czynu niezgodnego z prawem? - pyta mecenas. Oskarżony: już nie chodzę w płaszczu i nie jem tam hot-dogów

    Sam oskarżony, z którym rozmawialiśmy podkreśla, że bardzo często robił na tej stacji zakupy. Kupował hot-dogi, paliwo, papierosy i inne drobne rzeczy. Znał obsługę, a obsługa znała jego. Bo mieszkał 200 metrów obok.

    • Musiałbym być nienormalny, żeby napadać w takich okolicznościach na stację. W płaszczu i kaszkiecie, bez kominiarki! Kto mógł wpaść na taki pomysł? Chyba jakiś psychicznie chory - zastanawia się dzisiaj mężczyzna. I dodaje, że cała sprawa kosztuje go bardzo dużo.
    • Zostałem wyprowadzony z domu po 6 rano w kajdankach jak przestępca, za coś czego nie zrobiłem. Nikt nie wysłał mi wezwania na komendę. Wróciłem z nocki i zabrali mnie na oczach żony, która wpadła w rozpacz - dodaje mężczyzna. Świadkowie nic dzisiaj nie pamiętają, nie rozpoznają oskarżonego o napady

    Mecenas Jankowski podkreśla, że żaden z trójki świadków na rozprawie nie rozpoznał oskarżonego. Małgorzata Z., ofiara trzeciego napadu i jedyna osoba, która formalnie rozpoznała oskarżonego podczas okazania 11 lat wcześniej, przybyła na tę salę i powiedziała wprost: „Jak dzisiaj patrzę na oskarżonego, to nie kojarzę tej twarzy znikąd.”

    • To jest zdanie, które zapamiętać powinien każdy, kto będzie rozstrzygał o winie mężczyzny. Kobieta, która miała być naocznym świadkiem napadu — po 10 latach, patrząc w oczy temu człowiekowi — mówi, że go nie kojarzy. Zeznania z postępowania przygotowawczego podtrzymała dopiero po ich odczytaniu, bo — jak sama przyznała — minęło z 10 lat i pamięta niewiele - mówi adwokat. I dodaje, że Bartosz A., ofiara pierwszego napadu, przed tym sądem stwierdził jedynie, że oskarżony „możliwe, że jest podobny do sprawcy”.

    • To nie jest rozpoznanie. To nie jest pewność. To hipoteza, domysł — po dekadzie. Świadek przyznał, że twarz bandyty była „widoczna minimalnie”, a napastnik był „cały okryty”. Napastnik nosił kaszkiet zsunięty na twarz. W takich warunkach percepcja twarzy jest niemożliwa. Oskar T., trzeci świadek zeznawał przed sądem, że „bardzo mgliście pamięta to zdarzenie” i że „nie wie, kto dokonał tego napadu”. Co do uczestnictwa w okazaniu — nie pamiętał nawet czy był wzywany na komendę.

    • Troje pokrzywdzonych. Żadne pewne rozpoznanie na sali sądowej. To był fundament, na którym opierał się ten akt oskarżenia. Mecenas wyjaśnia także, że sąd dysponował opinią z zakresu antropologii, z której wynikało, że „wysokie jest prawdopodobieństwo, że sprawcą uwidocznionym na zapisie monitoringu ze zdarzeń będących przedmiotem postępowania jest oskarżony” . Opinia ta nie stwierdziła jednak tożsamości. Stwierdziła prawdopodobieństwo. A prawdopodobieństwo, nawet wysokie, to nie dowód ponad uzasadnioną wątpliwość. Opinię sporządzono w 2018 roku, ponad 2,5 roku po zdarzeniach, przy użyciu ówczesnej technologii.

    W mieszkaniu był pistolet i płaszcz, ale nie było kaszkietu

    Są jeszcze dowody rzeczowe. W mieszkaniu oskarżonego znaleziono czarny płaszcz, łańcuszek z krzyżykiem, zegarek z bransoletką i pistolet alarmowy, tzw. hukowy.

    • Policjanci „skojarzyli, że podobne rzeczy miał na sobie sprawca napadów”. Czarny płaszcz, łańcuszek z krzyżykiem i zegarek — to przedmioty posiadane przez setki tysięcy Polaków. Ich posiadanie nie mogło stanowić dowodu sprawstwa. Wreszcie — podczas przeszukania nie znaleziono kaszkietu, który był charakterystycznym i kluczowym elementem stroju sprawcy we wszystkich trzech napadach.

    • Ja kaszkietów nie nosiłem nigdy, a płaszcz miałem jak wielu ludzi na jakieś uroczystości. Już nie mam, hot - dogów na tej stacji też nie jem, chociaż dzisiaj jest już tam jakaś inna, mam uraz - mówi Wałbrzyszanin. W 2015 roku pracował jako gastronom w restauracji w Wałbrzychu. Jak mówi, „zawsze starał się mieć pieniądze, zawsze miał pieniądze”.

    • Zarzucane napady przyniosły sprawcy w sumie nieco ponad 4700 zł. To kwota, jaką wykwalifikowany gastronom zarabia w ciągu miesiąca. Pistolety hukowe mają setki ludzi w Polsce, a płaszcze tysiące - podkreśla Jankowski. I dodaje: Człowiek, który wielokrotnie bywał na tej stacji jako klient, który jest przez jej pracowników rozpoznawany jako stały bywalec, który mieszka w pobliżu — i który mimo to decyduje się tam dokonywać rozbojów? To hipoteza nie tylko nielogiczna, ale sprzeczna z elementarnym doświadczeniem życiowym. Znacznie bardziej racjonalne jest to, że pracownicy stacji, znający twarz stałego klienta, skojarzyli ją ze sprawcą, który był ubrany podobnie i był podobnej postury.

    Do sprawy wrócimy.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wrocław Nasze Miasto (naszemiasto.pl)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era