Oskarżony o napady z bronią na stację benzynową uniewinniony. Pod sąd po 11 latach
Mój klient został oskarżony o trzy napady rabunkowe, do których miało dojść w 2015 roku na stacji paliw Statoil przy ul. Wrocławskiej w Wałbrzychu. Od pierwszego przesłuchania konsekwentnie i stanowczo zaprzeczał, by kiedykolwiek dopuścił się tych czynów - mówi nam adwokat Jacek Jankowski z Wałbrzycha, który reprezentował mężczyznę przed Sądem Okręgowym w Świdnicy i doprowadził do jego uniewinnienia. Wyrok z lipca tego roku nie jest jednak prawomocny, a Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu wystąpiła o uzasadnienie. Co otwiera furtkę do zaskarżenia wyroku w II instancji.
Nie będę mówić o szczegółach tej sprawy, ani o tym dlaczego Prokuratura postanowiła wrócić do sprawy po latach, bo to utrudniłoby dalsze postępowanie w tej sprawie. A jest ona w toku. Kiedy otrzymamy uzasadnienie, zadecydujemy, co dalej - mówi nam Agata Kos , zastępca Prokuratora Rejonowego w Wałbrzychu. Adwokat otwarcie punktuje akt oskarżenia w sprawie napadów na stację paliw w Wałbrzychu
Po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego Sąd uznał, że nie dające się usunąć wątpliwości są na tyle duże że należało uniewinnić oskarżonego od wszystkich zarzucanych mu czynów - podkreśla Jankowski i wylicza. Napady na stację paliw Statoil przy ul. Wrocławskiej miały miejsce we wrześniu, październiku i listopadzie 2015 roku. Akt oskarżenia został przygotowany dopiero w grudniu 2025 roku, 10 lat później.
Mój klient przez dekadę żył w Wałbrzychu, pracował legalnie, płacił podatki, nie wchodził w konflikt z prawem. Pracuje dziś w renomowanej firmie, zarabia uczciwie, prowadzi ustabilizowane życie rodzinne. Gdyby naprawdę był seryjnym rabusiem, który trzykrotnie napadł na pobliską stację paliw — stację odległą zaledwie 200 metrów od jego własnego domu — to przez 10 lat nie popełniłby ani jednego czynu niezgodnego z prawem? - pyta mecenas. Oskarżony: już nie chodzę w płaszczu i nie jem tam hot-dogów
Sam oskarżony, z którym rozmawialiśmy podkreśla, że bardzo często robił na tej stacji zakupy. Kupował hot-dogi, paliwo, papierosy i inne drobne rzeczy. Znał obsługę, a obsługa znała jego. Bo mieszkał 200 metrów obok.
Mecenas Jankowski podkreśla, że żaden z trójki świadków na rozprawie nie rozpoznał oskarżonego. Małgorzata Z., ofiara trzeciego napadu i jedyna osoba, która formalnie rozpoznała oskarżonego podczas okazania 11 lat wcześniej, przybyła na tę salę i powiedziała wprost: „Jak dzisiaj patrzę na oskarżonego, to nie kojarzę tej twarzy znikąd.”
To jest zdanie, które zapamiętać powinien każdy, kto będzie rozstrzygał o winie mężczyzny. Kobieta, która miała być naocznym świadkiem napadu — po 10 latach, patrząc w oczy temu człowiekowi — mówi, że go nie kojarzy. Zeznania z postępowania przygotowawczego podtrzymała dopiero po ich odczytaniu, bo — jak sama przyznała — minęło z 10 lat i pamięta niewiele - mówi adwokat. I dodaje, że Bartosz A., ofiara pierwszego napadu, przed tym sądem stwierdził jedynie, że oskarżony „możliwe, że jest podobny do sprawcy”.
To nie jest rozpoznanie. To nie jest pewność. To hipoteza, domysł — po dekadzie. Świadek przyznał, że twarz bandyty była „widoczna minimalnie”, a napastnik był „cały okryty”. Napastnik nosił kaszkiet zsunięty na twarz. W takich warunkach percepcja twarzy jest niemożliwa. Oskar T., trzeci świadek zeznawał przed sądem, że „bardzo mgliście pamięta to zdarzenie” i że „nie wie, kto dokonał tego napadu”. Co do uczestnictwa w okazaniu — nie pamiętał nawet czy był wzywany na komendę.
Troje pokrzywdzonych. Żadne pewne rozpoznanie na sali sądowej. To był fundament, na którym opierał się ten akt oskarżenia. Mecenas wyjaśnia także, że sąd dysponował opinią z zakresu antropologii, z której wynikało, że „wysokie jest prawdopodobieństwo, że sprawcą uwidocznionym na zapisie monitoringu ze zdarzeń będących przedmiotem postępowania jest oskarżony” . Opinia ta nie stwierdziła jednak tożsamości. Stwierdziła prawdopodobieństwo. A prawdopodobieństwo, nawet wysokie, to nie dowód ponad uzasadnioną wątpliwość. Opinię sporządzono w 2018 roku, ponad 2,5 roku po zdarzeniach, przy użyciu ówczesnej technologii.
W mieszkaniu był pistolet i płaszcz, ale nie było kaszkietu
Są jeszcze dowody rzeczowe. W mieszkaniu oskarżonego znaleziono czarny płaszcz, łańcuszek z krzyżykiem, zegarek z bransoletką i pistolet alarmowy, tzw. hukowy.
Policjanci „skojarzyli, że podobne rzeczy miał na sobie sprawca napadów”. Czarny płaszcz, łańcuszek z krzyżykiem i zegarek — to przedmioty posiadane przez setki tysięcy Polaków. Ich posiadanie nie mogło stanowić dowodu sprawstwa. Wreszcie — podczas przeszukania nie znaleziono kaszkietu, który był charakterystycznym i kluczowym elementem stroju sprawcy we wszystkich trzech napadach.
Ja kaszkietów nie nosiłem nigdy, a płaszcz miałem jak wielu ludzi na jakieś uroczystości. Już nie mam, hot - dogów na tej stacji też nie jem, chociaż dzisiaj jest już tam jakaś inna, mam uraz - mówi Wałbrzyszanin. W 2015 roku pracował jako gastronom w restauracji w Wałbrzychu. Jak mówi, „zawsze starał się mieć pieniądze, zawsze miał pieniądze”.
Zarzucane napady przyniosły sprawcy w sumie nieco ponad 4700 zł. To kwota, jaką wykwalifikowany gastronom zarabia w ciągu miesiąca. Pistolety hukowe mają setki ludzi w Polsce, a płaszcze tysiące - podkreśla Jankowski. I dodaje: Człowiek, który wielokrotnie bywał na tej stacji jako klient, który jest przez jej pracowników rozpoznawany jako stały bywalec, który mieszka w pobliżu — i który mimo to decyduje się tam dokonywać rozbojów? To hipoteza nie tylko nielogiczna, ale sprzeczna z elementarnym doświadczeniem życiowym. Znacznie bardziej racjonalne jest to, że pracownicy stacji, znający twarz stałego klienta, skojarzyli ją ze sprawcą, który był ubrany podobnie i był podobnej postury.
Do sprawy wrócimy.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wrocław Nasze Miasto (naszemiasto.pl)