
Do zdarzenia z udziałem zwierzęcia doszło 13 maja. / ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE Nasza Czytelniczka przypomina, że 13 maja doszło do niebezpiecznego incydentu . Jak relacjonuje, została ona zaatakowana i pogryziona w prawą rękę przez psa należącego do mężczyzny mieszkającego nad stawami. Na miejscu interweniowała policja, a incydent oficjalnie zgłoszono organom ścigania.
Ponad sześć tygodni strachu
Mogłoby się wydawać, że po tak groźnym zdarzeniu służby porządkowe i miejskie natychmiast rozwiążą problem. Rzeczywistość okazała się jednak inna. – Pomimo upływu ponad sześciu tygodni od tego zdarzenia, sytuacja w rejonie stawów nie uległa zmianie. Właściciel wraz z psem nadal tam przebywa – alarmuje w swoim liście pani Wanda.
Czytelniczka podkreśla, że zwierzę wciąż nie jest w należyty sposób zabezpieczone, co w połączeniu z jego agresywnym zachowaniem stanowi tykającą bombę. – Stawy to nie tylko miejsce codziennych spacerów, ale też przestrzeń, w której regularnie organizowane są liczne imprezy miejskie, gromadzące tłumy ludzi – przypomina.
Dla pani Wandy, jako osoby poszkodowanej, każda wizyta w tym rejonie wiąże się teraz z traumą. – Podczas każdego porannego treningu odczuwam lęk o swoje bezpieczeństwo – wyznaje wprost.