
Lista parkowych grzechów nie jest krótka. Jak zauważa mieszkaniec, pierwsze, co rzuca się w oczy, to stan małej architektury. Ławki, które powinny służyć odpoczynkowi, straszą brakującymi deskami i są pomazane przez domorosłych wandali.
Kolejnym problemem są zniszczone trawniki wzdłuż parkowych alejek. Co najbardziej oburzające, winą za ten stan rzeczy Kembłowski obarcza tych, którzy o zieleń powinni dbać: – Paradoks polega na tym, że zniszczeń dokonuje firma, która… ma dbać o miejską zieleń. Posprzątamy śmieci, ale przy okazji zniszczymy trawnik? To naprawdę ma być standard? – pyta retorycznie we wpisie.
Tajemnica bulodromu: „To takie… oleśnickie”
W swoim poście mieszkaniec zwraca również uwagę na pewną lokalną „perłę” – boisko do gry w bule, które powstało w ramach Budżetu Obywatelskiego. Choć obiekt stoi zazwyczaj pusty, a jeden z radnych niedawno interpelował w sprawie jego stanu, to właśnie wokół niego dzieją się rzeczy zdumiewające.
Jak zauważa pan Arkadiusz, z niewiadomych przyczyn odnowiono kilka ławek znajdujących się wyłącznie przy tym nieużywanym obiekcie. Reszta miejsc spoczynku w parku pozostała w opłakanym stanie. „To takie… oleśnickie” – kwituje gorzko autor wpisu.
Czas na „Spacer z urzędnikiem”?
Zamiast jednak poprzestać na narzekaniu, Arkadiusz Kembłowski rzuca konkretny pomysł. Nawiązując do popularnych i lubianych w mieście „Spacerów z przewodnikiem”, proponuje nową inicjatywę: „Spacer z urzędnikiem” .
Zdaniem pomysłodawcy, taka konfrontacja z rzeczywistością mogłaby przynieść o wiele lepsze efekty niż analiza suchych dokumentów zza biurka. – Czasem jeden godzinny spacer może powiedzieć więcej niż kilka urzędowych raportów – podsumowuje Kembłowski.
Trudno nie zgodzić się z tą konkluzją. Park Książąt Oleśnickich ma ogromny potencjał, by być prawdziwą wizytówką miasta. Aby tak się jednak stało, podstawowa infrastruktura musi po prostu działać.