Nauczycielka z Jerzmanowej walczyła nocą w górach. Zatrzymała ją nawałnica
Dramatyczne chwile w trakcie ultramaratonu przeżyła nauczycielka języka polskiego z Jerzmanowej Barbara Tuczyńska. Biegła nocą, w lesie, gdy rozpętała się nawałnica. Stanęła przed wyborem: ryzykować czy zejść z trasy.
Barbara Tuczyńska od kilku lat z powodzeniem startuje w biegach ultra. W tym sezonie postawiła przed sobą wielkie wyzwanie: start w legendarnym Biegu Siedmiu Szczytów na dystansie 240 kilometrów.
To morderczy bieg, do pokonania 240 kilometrów po górach.
Tysiące metrów przewyższeń, przez Śnieżnik, Jagodną, Zieleniec i Szczeliniec. Do tego limit czasu na tyle wyśrubowany, że tylko najmocniejsi są w stanie się w nim zmieścić.
Trasa bardzo trudna, sporo górek, mocne podejścia, techniczne zbiegi, a do tego cały czas straszny upał. Ale byłam dobrze przygotowana, wiedziałam, że osiągnę cel – opowiada Barbara Tuczyńska. Jednak po 150 kilometrach wszystko się zmieniło.
Biegaczy zaskoczyła potworna nawałnica.
To był środek nocy, ciemno, a tu oberwanie chmury. Potworny wiatr, dosłownie wichura, niebo rozrywały błyskawice, a dołem zaczęła płynąć rzeka błota. Organizator trasy zaproponował wszystkim uczestnikom zakończenie biegu w takich warunkach, bo jego kontynuowanie wydawało się niebezpieczne. A tu tylko dwa kilometry do Szczelińca...
Zastanawiałam się co robić. Mój cel był przecież tak bliski. Ale wiedziałam, że przede mną są schody na Szczeliniec i metalowe barierki. Pomyślałam, że gdybym została sama na trasie i gdyby coś mi się stało, nikt nie byłby w stanie szybko udzielić mi pomocy. Bardzo nie chciałam schodzić z trasy, ale rozsądek zwyciężył – opowiada o tym momencie. To była dla niej wyjątkowo bolesna decyzja.
Do tego dystansu przygotowywałam się cały rok. To moje pierwsze nieukończone zawody. Wiem, że z przyczyn niezależnych ode mnie podjęłam właściwą decyzję, ale żal pozostał
To ogromne logistyczne przedsięwzięcie. Trzeba zaplanować wszystko na ponad dwie doby biegu: czołówki, zapasowe baterie, powerbanki, ubrania na zmianę. Na trasie były trzy punkty z przepakami, w których czekały wcześniej przygotowane rzeczy. W każdym miałam zapasowe buty, skarpetki, odzież i środki do opatrywania pęcherzy. Nigdy nie wiadomo, co będzie potrzebne opowiada.
Paradoksalnie największym problemem nie był upał.
Przez cały bieg było bardzo gorąco. Dopiero burza drugiej nocy sprawiła, że momentalnie zmarzłam. Nie miałam już przy sobie rzeczy na przebranie. Takie sytuacje pokazują, jak nieprzewidywalne są góry
Choć emocje po nieukończonym starcie wciąż są świeże, Barbara Tuczyńska nie zamierza rezygnować z kolejnych wyzwań. Już wkrótce wystartuje w Ultra Kotlinie na dystansie 140 kilometrów . Coraz bardziej przekonuje się również do biegów 24-godzinnych. W tym roku zadebiutowała w Dąbrowie Górniczej, gdzie w ciągu doby pokonała 170 kilometrów. Dało jej to ósme miejsce w klasyfikacji generalnej i czwarte wśród kobiet.
Ta formuła bardzo mi się spodobała. Myślę, że właśnie w tym kierunku będę się rozwijać
Dziś jeszcze tego nie wiem. Emocje są zbyt silne. Jednego jestem jednak pewna – góry nauczyły mnie ogromnej pokory. Matka Natura pokazała, kto tam naprawdę rządzi – mówi.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Co sądzisz na ten temat?