
Problem uzależnień i łatwego dostępu do substancji toksycznych w miastach przygranicznych to temat rzadko poruszany bez ogródek. W odpowiedzi na te wyzwania w Bogatyni zrodziła się oddolna inicjatywa Strefa ZERO. Jej twórcy, Piotr i Marcin, zamiast tworzyć skomplikowane i bezosobowe programy profilaktyczne, postanowili postawić na pełną autentyczność, wzajemne wsparcie oraz budowanie społeczności wokół sportu i „czystej głowy”. Choć ich działalność dopiero raczkuje, w mieście wywołała już potężną dyskusję. W poniższym wywiadzie założyciele bez owijania w bawełnę opowiadają o osobistych impulsach do działania, realiach walki z nałogiem w małej społeczności oraz o tym, dlaczego w starciu z uzależnieniem kluczowe jest hasło „Zero ściemy”.
Marcin i Piotr że Strefy ZERO, fot. archiwum prywatne
bogatynia.info.pl: Inicjatywy takie jak Strefa ZERO rzadko rodzą się w próżni – najczęściej stoi za nimi silne, osobiste doświadczenie. Jakie przeżycia z Waszego własnego życia lub najbliższego otoczenia w Bogatyni stały się bezpośrednim impulsem do powiedzenia „dość” i stworzenia tego miejsca?
Piotr: „Szczerze mówiąc, nasza inicjatywa zrodziła się ze stłumionego gniewu i bezsilności wobec sytuacji, z jaką muszą mierzyć się osoby wychodzące z uzależnienia w naszym otoczeniu. Kiedy zauważyłem własny problem, moim punktem odniesienia stał się Marcin – sąsiad i bliski przyjaciel. Pokazał mi, że wyjście na prostą jest możliwe. Był dla mnie żywym dowodem, komuś takiemu znacznie łatwiej było mi zaufać”.
Marcin: „Dobrze pamiętam swoje początki – w wielu miejscach czułem się po prostu napiętnowany. O tym, z czym się zmagam, mogłem otwarcie porozmawiać tylko z rodziną i najbliższymi. Żyjemy w środowisku, które wręcz celebruje alkohol i inne używki, a ten, kto decyduje się na trzeźwość, często staje się wyrzutkiem psującym zabawę. Ogromnie się ucieszyłem, gdy Piotrek również wybrał trzeźwość. W końcu mogłem podzielić się swoimi rozterkami związanymi z uzależnieniem z kimś, kto doskonale mnie rozumie. Stąd była już krótka droga do pytania: »A gdyby było nas więcej?«”.
W marcu 2026 roku miasto przyjęło nową Strategię Rozwiązywania Problemów Społecznych, z której wynika, że aż 58% mieszkańców widzi w narkomanii potężne zagrożenie. Czy to właśnie pogarszające się statystyki i poczucie, że tradycyjne metody profilaktyki w mieście zawodzą, skłoniły Was do natychmiastowego ruszenia z kopyta?
Piotr: „Nie znałem tych statystyk. Mówiąc zupełnie wprost, główną motywacją była chęć pomocy samym sobie. Osobą uzależnioną jest się do końca życia – to prawda, o której nigdy nie wolno zapomnieć. Właśnie dlatego zależało nam na stworzeniu wokół siebie społeczności ludzi, którzy rozumieją ten ciężar. Chodziło o to, by wzajemnie przypominać sobie o tym, zanim ktoś z nas zacznie skręcać w niebezpieczną stronę”.
Marcin: „Gdy odstawiałem alkohol, wspierała mnie rodzina, choć bliscy nie zawsze do końca rozumieli, co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie. Poczucie samotności w tej walce sprawiło, że kilka razy złamałem abstynencję. Dopiero gdy dołączył do mnie Piotrek, zaczęliśmy się nawzajem pilnować. To, że w Bogatyni jest problem z nadużywaniem substancji, widać gołym okiem – nie potrzeba do tego żadnych statystyk. Jednak nasza inicjatywa nie miała na celu ratowania świata. Chcieliśmy po prostu skrzyknąć kilka osób, by porozmawiać o naszych problemach w gronie, które naprawdę nas rozumie. Nie sądziliśmy, że wywołamy aż taki szum”.
Bogatynia przez lata zmagała się z patologiami i układami na szczytach byłego samorządu, co zniszczyło zaufanie mieszkańców do publicznych instytucji. Czy wchodząc na lokalny rynek z hasłem „Zero ściemy” (widocznym na opisie Waszego profilu), Wasze własne, autentyczne doświadczenia i brak powiązań z dawną władzą są kluczem do budowania wiarygodności, której w mieście tak bardzo brakowało?
Marcin: „Jeżeli osoba, która zmaga się z uzależnieniem, widzi, że państwo daje około 40 milionów złotych dotacji na projekt piwa »fit«, to intencje publicznych instytucji budzą co najmniej mieszane uczucia. Oczywiście nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, ale zdrowy rozsądek podpowiada, by zachować daleko idącą ostrożność”.
Piotrek: Hasło „Hasło »Zero ściemy« dotyczy nieco innego tematu. Chodzi o mechanizm iluzji i zaprzeczeń, który działa u osób uzależnionych. Alkoholik to mistrz manipulacji – potrafi oszukać nawet samego siebie. Jednak kiedy staje naprzeciwko kogoś, kto doskonale zna ten mechanizm od podszewki, takie tanie sztuczki już nie przejdą”.
Wasza działalność dopiero raczkuje, a już obiła się szerokim echem wśród mieszkańców Bogatyni. Jak myślicie, w który czuły punkt lokalnej społeczności uderzyliście, że temat Strefy ZERO wywołał tak szybki i głośny rezonans? Co sprawiło, że ludzie zaczęli o Was mówić od pierwszego dnia?
Marcin: „Nasz cel w ogóle nie był związany z rozgłosem. Chodziło o stworzenie bezpiecznej przestrzeni dla osób uzależnionych – wolnej od bodźców, które mogą doprowadzić do nawrotu. W naszej kulturze alkohol zakorzenił się tak głęboko, że spotykamy go na każdym kroku. Chcieliśmy wykorzystać własne doświadczenia, by dzielić się wiedzą i uczyć się od ludzi o podobnych historiach”.
Piotr: „To, o czym mówi Marcin, potwierdza mój przykład z wakacji. Na samym początku pobytu, tuż przy recepcji, zaproponowano nam nielimitowany alkohol jako standardową usługę. Osoba zmagająca się z nałogiem spotyka takie wyzwalacze na każdym kroku. Społeczność, którą chcemy stworzyć, ma być miejscem całkowicie od nich wolnym – przestrzenią, która daje siłę i motywację do podtrzymania abstynencji”.
Opis Waszego profilu pokazuje, że budujecie społeczność wokół konkretnych wartości, takich jak pasja do sportu i czysta głowa. Jaki jest obecny, realny zasięg Waszych działań w „realu”? Czy odzew ze strony bogatynian to na razie głównie internetowe kibicowanie, czy w ślad za tym idą już pierwsi ludzie, którzy realnie chcą zmienić „procenty na pasję do sportu”?
Marcin:„Żeby wyjść z uzależnienia, trzeba koniecznie wypełnić pustkę, która zostaje po odstawieniu substancji. Jak wiadomo, życie nie lubi próżni, dlatego to miejsce z czasem może zająć inny szkodliwy nałóg lub destrukcyjne zachowanie. W moim przypadku doskonale sprawdziło się bieganie. Jestem członkiem i jednym ze współzałożycieli sekcji biegowej Izery Bogatynia, w której do dziś rozwijam swoją pasję. Oczywiście każdy może i powinien znaleźć coś własnego”.
Piotr: „W moim przypadku taką odskocznią stały się wycieczki górskie. Swoją pasją dzielę się na kanale »Szlakiem Rycha« i to właśnie podczas tych wypraw często omawiamy kulisy naszej akcji. Jeśli chodzi o zasięg, wciąż nie możemy wyjść z podziwu, jak wielki zrobił się szum. W dużej mierze to internetowe kibicowanie, za które ogromnie dziękujemy, ale dostajemy też mnóstwo wiadomości prywatnych. Osoby, które się z nami kontaktują, zazwyczaj czują ogromny opór przed publicznym ujawnieniem swoich słabości. Wszystko na razie jest w powijakach, ale już teraz wiem, że wokół nas jest mnóstwo ludzi, dla których po prostu warto to robić”.
Marcin: „Słowo »alkoholik« ma w naszym społeczeństwie bardzo pejoratywny wydźwięk i jednym z celów naszej grupy jest powolna zmiana tego postrzegania. Musimy wypracować system, który idealnie połączy pełną dyskrecję z łatwą komunikacją. Notabene, samo ujawnienie się niezwykle pomaga w walce z nałogiem. Zdejmuje z człowieka gigantyczną presję wiecznego ukrywania się i wymyślania pokrętnych tłumaczeń, dlaczego akurat dzisiaj się nie pije”.
Lokalne statystyki porażają: 84% starszej młodzieży pije energetyki, a ponad 69% spędza wolny czas głównie online. Opierając się na Waszych doświadczeniach w pracy z młodzieżą, jak zamierzacie wyciągnąć ich z wirtualnego świata i namówić na „czystą głowę”, skoro smartfon i puszka napoju to dla nich naturalne środowisko?
Piotr: „Jedyna praca z młodzieżą, jaką obecnie prowadzimy, to wychowywanie naszych własnych dzieci. Nie możemy i nie chcemy być samozwańczymi autorytetami. Wiemy jednak jedno: najskuteczniejsza metoda to przykład idący z góry. Jeżeli rodzice spędzają cały czas z głową w telefonie, to niech nie liczą na to, że dziecko samo zrozumie, jak wielkie niesie to ryzyko. Cyfrowy świat potrafi uzależnić tak samo silnie jak szkodliwe substancje. Stąd nasza prośba do dorosłych: »To, co dla was jest codziennością, dla waszych dzieci jest wzorem«”.
Marcin: „Wiemy doskonale, że pośpiech w tego rodzaju inicjatywach jest niewskazany. Jeśli zbyt szybko zaczniemy rozszerzać działania, stracimy swoją autentyczność, która jest przecież kluczem do dotarcia do młodych ludzi. Oni mają niesamowity radar na fałsz – błyskawicznie wyczują »nawijanie makaronu na uszy« i żadne tanie gadki u nich nie przejdą. Mamy głowy pełne pomysłów, ale każdą decyzję musimy najpierw skonsultować z fachowcami. Dopiero wtedy zaczniemy wprowadzać je w życie”.
Walka z zakorzenioną w przygranicznym mieście patologią i łatwym dostępem do substancji toksycznych (73% dorosłych uważa, że dostęp do narkotyków jest łatwy) to orka na ugorze. Z jakimi największymi trudnościami i oporami ze strony otoczenia zderzyliście się w tych pierwszych tygodniach działalności? Czy to niezwykle trudna praca, czy pojawiły się już momenty zwątpienia?
Piotr: „Jeszcze dobrze się nie rozkręciliśmy, a Facebook już ograniczył propagowanie naszych treści. Nie mamy pojęcia, czy zadziałał tu automat, czy ktoś nas po prostu zgłosił, ale to idealnie pokazuje, w jakim świecie żyjemy. Reklama piwa jest okej, ale przedstawianie mechanizmów uzależnienia już nie okej. Jesteśmy świadomi, że nasze posty są niewygodne dla osób nadużywających substancji, ponieważ psujemy im tak zwany komfort picia. Ludzie podświadomie zdają sobie sprawę, że picie »dla humorku« od czasu do czasu niepostrzeżenie staje się stałym nawykiem służącym do tłumienia emocji”.
Marcin: „Przede wszystkim – my z nikim i z niczym nie walczymy. Nie mamy zamiaru jak kaznodzieje nawracać pijących i wskazywać im jedynej właściwej drogi. Chcesz, to pij – nie mam z tym problemu. Jeżeli człowiek sam nie zrozumie swojego uzależnienia, nikt inny nic nie będzie w stanie zrobić. My możemy jedynie pokazywać mechanizmy, jakimi rządzi się nałóg, robiąc to w jak najbardziej prosty i przystępny sposób. Staramy się nie narzucać sobie żadnej presji – działamy z chęci, a nie z przymusu”.
Mimo, że to dopiero początek drogi, zrobiliście w Bogatyni sporo szumu. Jaki moment w tej dotychczasowej, krótkiej historii Strefy ZERO dał Wam największego „kopa” do działania i przyniósł największą satysfakcję? Czy pojawiła się już ta pierwsza, konkretna osoba, której zmieniliście perspektywę patrzenia na używki?
Piotrek: „Po dwudniowej pieszej wycieczce postanowiliśmy zadać w sieci pytanie o sensowność naszego projektu. Przeżyliśmy lekki szok, gdy ten jeden post dotarł do kilkunastu tysięcy odbiorców. Odbiór był niezwykle pozytywny i dał nam potężnego kopa do działania. Osoby, które się do nas zgłaszają, przeważnie zaczynają rozmowę od słów: »Niech to zostanie między nami…«. To trochę wiąże nam ręce. Chcielibyśmy przecież stworzyć społeczność, która wspólnie dzieli się swoimi rozterkami i nawzajem pomaga sobie rozwiązywać problemy. Nie jesteśmy w stanie odpowiadać na każde zapytanie indywidualnie – mamy rodziny, pracujemy na zmiany i realnie brakuje nam na to czasu”.
Marcin: „Pierwszym krokiem, aby to zmienić, jest założenie prywatnej grupy na Facebooku o nazwie »Strefa Zero«, której treści będą widoczne wyłącznie dla jej członków. Chcemy zebrać w niej jak najwięcej osób zmagających się z problemem uzależnienia, które poprzez dyskusję będą mogły dzielić się swoimi doświadczeniami i rozwiązaniami. Jeżeli ktoś ma pytania lub propozycje dotyczące rozwoju naszej inicjatywy, prosimy o kontakt pod adresem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.”.
Wdrażaniem nowej strategii społecznej w mieście kieruje burmistrz przy pomocy OPS. Czy po tym, jak Wasz start odbił się tak głośnym echem w Bogatyni, lokalni urzędnicy i nowa władza wyciągnęli do Was rękę, dostrzegając Wasz potencjał, czy wciąż działacie całkowicie w pojedynkę, bazując wyłącznie na własnych siłach?
Piotr: „Odezwało się do nas kilku przedsiębiorców, proponując pomoc. Sami mamy pomysły na to, jak w przyszłości mogłaby wyglądać taka współpraca, ale na razie musimy po prostu nadać ostateczny kształt naszemu przedsięwzięciu. Mamy świadomość, że wchodząc w relacje z oficjalnymi organami czy instytucjami, musimy liczyć się z ograniczeniami oraz sztywnymi przepisami, które nie zawsze sprzyjają swobodnemu rozwojowi”.
Marcin: „Znając polską mentalność, jesteśmy niezwykle ostrożni wobec takich powiązań. Chcemy uniknąć oskarżeń o parcie na szkło czy o to, że stworzyliśmy projekt tylko pod pozyskiwanie funduszy, dlatego na razie działamy wyłącznie własnym sumptem. Jednocześnie chcę, aby to wyraźnie wybrzmiało: będziemy jak ognia unikać prób podpinania się pod naszą grupę jakiejkolwiek polityki, lokalnych rozgrywek czy komercyjnej reklamy. Tego typu rozgłos natychmiast zabiłby naszą inicjatywę”.
Raczkuje się tylko przez chwilę. Skoro Wasz start wywołał tak dużą dyskusję w mieście, to jakie są Wasze kolejne kroki? Gdzie na mapie Bogatyni – zarówno tej fizycznej, jak i społecznej – Strefa ZERO chce się znaleźć do końca trwania miejskiej strategii, czyli w 2028 roku?
Piotr: „Na razie musimy ustrukturyzować nasz obecny projekt, a na dalekosiężne plany przyjdzie jeszcze czas. Naszym absolutnym priorytetem jest teraz budowanie trzeźwej społeczności. Chcemy pokazać ludziom, że mogą bezpiecznie wyjść z cienia i porozmawiać z kimś, kto przeszedł dokładnie to samo. Osoba uzależniona w dzisiejszym świecie zbyt często zostaje ze swoim problemem zupełnie sama, a ta samotność to najkrótsza droga do nawrotu. A kończąc, powiem krótko: wstyd to kraść albo zataczać się pijanym na ulicy. Przyznanie się przed samym sobą i przed innymi do uzależnienia to nie jest powód do wstydu – to jest cholerna odwaga. To pierwszy krok do tego, żeby odzyskać swoje życie, i my w Strefie Zero zamierzamy w tym pomagać każdej osobie, która zdecyduje się tę rękę wyciągnąć”.
Marcin: „Moim marzeniem jest to, aby Strefa Zero była jedynie impulsem dla reakcji łańcuchowej, która spowoduje, że w 2028 roku ludzie będą bardziej świadomi w kwestii uzależnień. Mity na temat picia znikną z powszechnego użycia. Nadużywanie substancji stanie się obciachem, a trzeźwość przestanie być powodem do tłumaczenia się przed towarzystwem. Chciałbym, żebyśmy wreszcie przestali udawać, że problemu nie ma, albo że dotyczy on tylko marginesu. On jest tuż obok, na naszych ulicach i w naszych domach. Nie zamierzamy nikogo pouczać ani bawić się w zbawicieli świata – chcemy po prostu pokazać, że można żyć bez znieczulenia i mieć z tego duża satysfakcję. Jeśli dzięki Strefie Zero chociaż jedna osoba odważy się zrzucić maskę, spojrzy w lustro i powie »dosyć«, to znaczy, że ten cały szum miał najgłębszy sens. Walka o samego siebie to jedyna bitwa, którą naprawdę warto wygrać”