
Sprawa mężczyzny zamieszkującego w busie na jednym z najpopularniejszych terenów rekreacyjnych w mieście od dawna budziła kontrowersje. Część mieszkańców przynosiła mu żywność i potrzebne rzeczy. Wielu jednak odczuwało niepokój – zarówno ze względu na warunki bytowe mężczyzny, jak i obecność dużego, zamkniętego w pojeździe psa.
Zignorowane ostrzeżenia i błędna ocena sytuacji
Pierwsze oficjalne kroki w tej sprawie radny Mirosław Płaczkowski podjął już 26 marca 2026 roku. W swojej interpelacji do burmistrza prosił o rozpoznanie sytuacji życiowej mężczyzny i pochylenie się nad kwestią bezpieczeństwa osób odwiedzających park.
Odpowiedź nadeszła 9 kwietnia od dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej , Janusza Marszałka. Z relacji radnego wynika, że urzędnicy ocenili sytuację jako stabilną. Pracownicy socjalni, którzy monitorowali sprawę od sierpnia 2025 roku, stwierdzili, że mężczyzna nie stanowi zagrożenia dla publicznego bezpieczeństwa.
Życie brutalnie zweryfikowało tę ocenę nieco ponad miesiąc później. 13 maja pies należący do mężczyzny dotkliwie pogryzł panią Wandę, jedną z okolicznych mieszkanek. – Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby problem zgłaszany w mojej interpelacji został potraktowany z należytą powagą, być może udałoby się uniknąć tego zdarzenia – zauważa w swoim najnowszym piśmie do burmistrza radny Płaczkowski.
Koczowisko z wyboru, a nie z braku opcji
Z informacji przekazanych przez MOPS wyłania się obraz, który dla wielu może być zaskakujący. Mężczyzna koczujący na parkingu nie jest klasycznym przypadkiem osoby w kryzysie bezdomności, pozostawionej bez wyjścia.
Z ustaleń ośrodka wynika, że posiada on stabilne środki pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb, nie jest pozbawiony możliwości zamieszkania u swojej rodziny, odrzucił propozycję skierowania do schroniska, a w okresie zimowym tylko sporadycznie korzystał z miejskiej ogrzewalni.
Dlaczego więc wybrał busa na parkingu? Według urzędników powodem jest… bliskość urzędów, w których prowadzone są jego prywatne sprawy.
Rosnące wysypisko i sfrustrowane zwierzę
Obecnie sytuacja na parkingu ulega dalszej degradacji. Teren wokół busa zaczyna przypominać dzikie wysypisko. Stoją tam już dwa samochody należące do mężczyzny, łóżko oraz wiadra wypełnione niezidentyfikowanymi płynami. Miejsce to jest nie tylko nielegalne i nieodpowiednie dla człowieka, ale również dramatyczne z punktu widzenia dobrostanu zwierzęcia.
Radny Płaczkowski zwraca uwagę na bardzo ważny aspekt behawioralny. Owczarek niemiecki zmuszony do długotrwałego przebywania w zamkniętej przestrzeni jest wystawiony na ciągłe bodźce dźwiękowe (przechodnie, ruch uliczny), których nie może zweryfikować wzrokowo. Według ekspertów takie warunki wprost prowadzą do zachowań reaktywnych i agresywnych. – Nie istnieją zwierzęta, których zachowanie można przewidzieć ze stuprocentową pewnością. […] Mamy więc tykającą bombę w sercu terenu, gdzie mieszkańcy mają prawo czuć się bezpieczni – argumentuje radny.
Czas na konkrety. Czego domaga się radny?
Podkreślając, że każdemu człowiekowi należy się godne traktowanie, Mirosław Płaczkowski zaznacza stanowczo, że interes jednej osoby nie może być ważniejszy niż poczucie bezpieczeństwa setek spacerowiczów. Dalsze utrzymywanie obecnego stanu uważa za nieakceptowalne.
W swojej interpelacji radny domaga się od burmistrza konkretnych odpowiedzi:
Jakie działania zostały podjęte bezpośrednio po tragicznym zdarzeniu z 13 maja?
Jakie są podstawy prawne umożliwiające mężczyźnie dalsze zajmowanie parkingu przy parku?
Jaki jest plan definitywnego rozwiązania tej sytuacji?
Czy rozważane jest wskazanie mężczyźnie innej lokalizacji, która nie będzie kolidowała z rekreacyjną funkcją Parku nad Stawami?