
Skwer Zamkowy - rośliny cieszą dzisiaj wielu oleśniczan. FOT. WIESŁAW MAZURKIEWICZ W swoim wpisie w mediach społecznościowych, Mazurkiewicz nawiązał do zrealizowanego dwa lata temu projektu OBO – zadania polegającego na utworzeniu nowego skweru w ścisłym centrum miasta, w ramach którego zaprojektowano nową małą architekturę oraz liczne nowe nasadzenia, które dzisiaj cieszą mieszkańców ul. Sejmowej (na zdjęciu).
Niestety, jak zauważa społecznik, Urząd Miasta oficjalnie nigdy nie pochwalił się tym skwerem jako alternatywą dla kontrowersyjnych rozwiązań.
Donice, które „mszczą się” na urzędnikach
Oś sporu stanowi ulica 3 Maja. Mazurkiewicz przypomina, że w ramach Oleśnickiego Budżetu Obywatelskiego zgłoszono projekt „zielonych fontann”, który miał ożywić tę część miasta. Inicjatywa została jednak odrzucona już na etapie weryfikacji i nie dopuszczono jej do głosowania.
Pozbawione konkurencji, na ulicy stanęły betonowe donice. Magistrat poszedł nawet o krok dalej, montując przy nich… dedykowane iluminacje świetlne. Z perspektywy czasu ten ruch okazał się wizerunkowym błędem. Jak podkreśla społecznik, donice „mszczą się teraz w opinii mieszkańców”, którzy oczekiwali żywej tkanki miejskiej, a nie podświetlanego betonu.
Ściana milczenia
Sprawa ulicy 3 Maja to tylko wierzchołek góry lodowej. Mazurkiewicz od lat forsuje alternatywne rozwiązania – w tym głośną propozycję wprowadzenia zieleni wokół pomnika Podboju Kosmosu, a także ambitny plan utworzenia w Oleśnicy zupełnie nowego parku.
Jaki był odzew władz? Petycja w sprawie zieleni, podpisana przez mieszkańców, została zlekceważona i odrzucona. Aktywista nie kryje rozgoryczenia faktem, że burmistrz całkowicie zignorował głos społeczności, nie kierując do oleśniczan w tej sprawie „nawet jednego słowa”.
Drzewa kolidują, temat wróci przed urnami
Według Mazurkiewicza w ratuszu nie brakuje dobrych pomysłów, brakuje za to „realnej woli realizacji”. Polityka zieleni w mieście sprowadza się często do wycinek drzew, które rzekomo „kolidują” z nowymi inwestycjami. Z kolei nasadzenia zastępcze są realizowane po linii najmniejszego oporu – przenosi się je do istniejących już parków, zamiast tworzyć nowe zielone strefy tam, gdzie mieszkańcy najbardziej ich potrzebują.
Kiedy możemy spodziewać się zmiany kursu? Aktywista nie ma złudzeń i celnie diagnozuje cykl życia lokalnej polityki. – Tak naprawdę, to się o wszystkim przypomni przed wyborami, tematy powrócą – kwituje gorzko. Do tego czasu mieszkańcom pozostaje spacerowanie w blasku iluminacji betonowych donic.