
Audio
Czytaj na głos
Katastrofa ekologiczna związana z opróżnieniem Zbiornika Pilchowickiego nie uderzyła wyłącznie w przyrodę. Jej skutki odczuwają również przedsiębiorcy, którzy utrzymują się z turystyki i organizacji spływów kajakowych oraz pontonowych na Bobrze. Po decyzji wojewody o zamknięciu rzeki wielu z nich zostało praktycznie bez możliwości prowadzenia działalności.
Jednym z nich jest Artur Barczyński z firmy Berga, jednego z największych operatorów spływów kajakowych i pontonowych na Bobrze.
Wakacje dopiero się zaczęły, a sezon już stoi pod znakiem zapytania.
Przedsiębiorca przypomina, że branża turystyczna w ostatnich latach już kilkukrotnie mierzyła się z poważnymi problemami.
Efekt katastrofy pod Pilchowicami
Przypomnijmy, że po opróżnieniu Zbiornika Pilchowickiego doszło do masowego śnięcia ryb i pogorszenia jakości wody w Bobrze. Po badaniach wykazujących przekroczenie dopuszczalnych wartości bakterii Escherichia coli oraz enterokoków wojewoda dolnośląska wydała rozporządzenie zakazujące korzystania z rzeki na odcinku od Zapory Pilchowickiej do Zbiornika Rakowice. Decyzja objęła m.in. spływy kajakowe i pontonowe.
„Nikt z nami nie rozmawia”
Jak mówi Artur Barczyński, największym problemem jest dziś brak informacji.
To sezon trwa tylko trzy miesiące
Branża turystyczna nie ma możliwości odrobienia utraconych tygodni.
Rezerwacje znikają z dnia na dzień
Skutki decyzji o zamknięciu Bobru przedsiębiorcy odczuwają natychmiast.
Jego zdaniem problem dotyczy nie tylko jednej firmy.
Przedsiębiorcy liczą, że służby jak najszybciej zakończą badania jakości wody i podejmą decyzję dotyczącą zniesienia zakazu korzystania z Bobru. Jak podkreślają, dla wielu firm każdy kolejny dzień przestoju oznacza kolejne straty, których już nie będzie można odrobić.