
29 czerwca 2026 15:00
Piąty, a więc już nieco jubileuszowy Festiwal Twórczej Wyobraźni (26–28 czerwca 2026 r.) oficjalnie przeszedł do historii. Przez trzy dni wałbrzyska Stara Kopalnia rozbrzmiewała dźwiękiem, słowem, ruchem scenicznym i siorbaniem festiwalowej kawy. Główny „sztygar” całego zamieszania, Jacek Bończyk, nakłonił artystów do rzetelnej roboty, wyznaczając poszczególnym zespołom i indywidualistom jasne zadanie: fedrować głęboko, aż do całkowitego wydobycia emocji i wartości rzadkich.
Złoża strategiczne i Kaczmarski z kilofem
W dzisiejszych czasach, kiedy szczytem głębi intelektualnej w przestrzeni publicznej bywa 15-sekundowa rolka w mediach społecznościowych, można śmiało powiedzieć, że zaproszeni wykonawcy sięgnęli do pokładów wręcz krytycznych. Za takie surowce należy uznać zarówno wywoływanie poczucia estetyki podczas spektakli teatralnych, jak i zmuszanie widzów do szukania odpowiedzi na pytania – zwane patetycznie – egzystencjalnymi podczas spotkań autorskich. Jakby tego było mało, w trakcie koncertów przypominano o wartościach lekko już zakurzonych. Sam Jacek Bończyk wszedł na scenę z "kilofem" własnej wrażliwości i interpretując po swojemu utwory z repertuaru Jacka Kaczmarskiego, zbijał ze słuchaczy grubszą lub cieńszą warstwę zapomnienia o wartościach fundamentalnych. Udowodnił jednoczesnie, że dobre teksty nie potrzebują liftingu, a jedynie genialnego wykonania.
A to wszystko działo się w murach i na dziedzińcach, gdzie jeszcze kilka dekad temu gryzący w gardło pył węglowy był jedynym namacalnym dowodem na to, że tu się ciężko pracuje. Kiedyś fedrowano tu węgiel, dziś – metafory i czystą formę. Zmiana branży, trzeba przyznać, dość radykalna.
Nabożeństwo, Solidarność i prawo do uśmiechu
Być może są tacy ortodoksi, którzy do Starej Kopalni podchodzą z jakimś specyficznym, niemal religijnym nabożeństwem. No bo przecież wałbrzyska „Solidarność”, bo historyczne strajki, bo za chleb płaciło się tutaj zdrowiem, a nierzadko życiem. Niektórzy uważają wręcz, że do tego miejsca powinno się wchodzić wyłącznie na kolanach, leżeć plackiem przed wejściem do części muzealnej i bić pokłony wdzięczności aż do utraty przytomności.
Ale umówmy się – jeśli pomyślimy o tych, którzy strajkowali tu w sierpniu 1980 roku i narażali wszystko, to oni robili to nie tylko po to, żeby było na chleb i wczasy nad polskim morzem. Robili to dla wolności słowa, swobody wyrażania myśli i prawa do nieskrępowanej radości. Krótko mówiąc: walczyli dokładnie o to wszystko, na czym opiera się współczesna twórczość artystyczna i festiwalowa wolność. Dlatego zamiast stać na baczność w kopalnianym muzeum, lepiej tam głośno myśleć, głęboko przeżywać i – o zgrozo! – dobrze się bawić. Dokładnie tak, jak miało to miejsce w miniony weekend.
Marka sama w sobie
Spójrzmy prawdzie w oczy – Wałbrzych dorobił się produktu absolutnie markowego. Festiwal Twórczej Wyobraźni pod względem jakości artystycznej i organizacyjnej bez kompleksów staje w jednym szeregu z takimi literacko-kulturalnymi gigantami jak „Granatowe Góry” im. Jerzego Pilcha w Wiśle czy słynne „Góry Literatury” firmowane przez noblistkę Olgę Tokarczuk.
Dla tych, którzy potrzebują nieco więcej czasu, by przeczytać coś ze zrozumieniem (lub dla tych, którzy wciąż myślą, że Wałbrzych to tylko legendarne pociągi, których nie ma), powtórzmy drukowanymi literami: JAKOŚCIOWO IM DORÓWNUJEMY . I jak to się kolokwialnie w kuluarach mówi: Festiwal… mać trwać! Bo jest po prostu cholernie dobry i z roku na rok gromadzi coraz większe, wierne grono fanów.
Strachy na lachy, czyli co przyniesie jutro?
Największą obawą dotyczącą przyszłości tego kulturalnego święta jest fakt, że obecnie cieszy się ono potężnym, wręcz bezgranicznym wsparciem władz miasta – zarówno logistycznym, organizacyjnym, jak i (co najważniejsze dla artystów, którzy rzadko żywią się samym duchem) materialnym. Jednak w polskich realiach samorządowych moment zmiany władzy bywa brutalny. Zbyt często nowe „miotły”, działając w myśl zasady TKM, na złość poprzednikom postanawiają „odmrozić sobie uszy”, czyli zlikwidować coś, co działa świetnie, tylko dlatego, że tamci to wymyślili.
Czy to zbyt duży, wałbrzyski sceptycyzm? Być może. Może trzeba zaufać Niemenowi, że ludzi dobrej woli jest więcej? Póki co – kurtyna opadła, emocje powoli opadają, a Wałbrzych udowodnił, że ma wyobraźnię na wagę czystego złota. Do zobaczenia za rok!
Co sądzisz na ten temat?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy .
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu walbrzych24.com. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu . Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz