86-letnia kobieta walczy o swoje mieszkanie, twierdząc, że została podstępnie pozbawiona swojego majątku przez bliskich. Oskarża krewnych o oszustwo i zabranie dorobku całego życia.
Spotykamy się na drugim piętrze w bloku w Kamiennej Górze. Wita nas starsza pani, o gęstych siwych włosach i życzliwym spojrzeniu. Idziemy do kuchni, a 86-latka proponuje nam pierogi i herbatę. Zauważamy, że jest w dość dobrej, jak na tyle wiosen, kondycji. Siadamy i zaczyna opowiadać...
A jest to opowieść o miłości, zawiedzionych nadziejach, samotności i... bezwzględności
Ale także o zaufaniu i o tym, jak okrutna bywa starość dla człowieka, który zostaje sam na świecie. Bez bliskich, bez rodziny, bez znajomych. A jak mówi pani Józefa, osoba która deklarowała pomoc, którą traktowała jak wnuczkę, z premedytacją, bezdusznie wykorzystała ufność starszej pani i po prostu ją okradła.
By zrozumieć, trzeba się cofnąć w odległe czasy, kiedy pani Józefa miła 13 lat i przyjechała do Kamiennej Góry na wychowanie do chrzestnej, rodzice byli już w słusznym wieku. Tu zaprzyjaźniła się z pewną rodziną, z którą utrzymywała kontakt przez kolejne dziesięciolecia. Kiedy umarła ciotka i później także rodzice, a następnie syn pani Józefy, postanowiła wyjechać do Warszawy.
W Kamiennej Górze miała m6, cztery pokoje z kuchnią i łazienką. Miała, bo zawsze pracowała na kierowniczych stanowiskach, w branży gastronomicznej i włókienniczej, w końcu tkactwem Kamienna Góra stała. Nieźle jej się powodziło. Sprzedała więc mieszkanie i pojechała do stolicy, gdzie mieszkała ponad 20 lat. W międzyczasie umarły jej znajome z kamienicy, a inne zostały zabrane przez rodziny. Pani Józefa znowu została sama, a do klatki wprowadziły się młode osoby, z których część to typy spod ciemnej gwiazdy.
Przez te wszystkie lata, najpierw jako dziewczynka, a później dorosła kobieta utrzymywałam kontakt z tą przyszywaną rodziną w Kamiennej Górze. Nawet, kiedy wyjechałam do Warszawy, to przyjeżdżałam do Kamiennej Góry na różne uroczystości, nawet na komunię dziecka pani Celiny (imię zmienione), która była już trzecim pokoleniem w tej rodzinie. Utrzymywaliśmy serdeczne relacje. Pomagałam w przygotowaniach, bo się znam na kuchni przecież - opowiada pani Józefa. Jak mówi, w Warszawie było jej coraz ciężej samej, o czym wspominała zaprzyjaźnionym Kamiennogórzanom.
Pewnego dnia, w 2017 roku zadzwoniła Celina i mówi, ciociu sprzedasz mieszkanie, przeprowadzisz się do nas do Kamiennej Góry, będziemy się tobą zajmować i dbać o ciebie. Mieszkanie miało im później zostać po mnie, ale chyba nie spodziewali się, że będę tak długo żyła... - mówi załamana. I wspomina, że wszystko potoczyło się bardzo szybko. - Nie dała mi nawet czasu do namysłu, powiedziała że jest okazja, że jest mieszkanie tuż koło jej mieszkania, że będzie przychodzić do mnie, robić zakupy, kupować lekarstwa, że nie ma czasu i trzeba działać. Wszystko właściwie załatwiła. Nawet kazała mi odwołać firmę od przeprowadzek, która miała mi przywieźć wszystkie rzeczy, a przysłała takiego pana z małym busem. Musiałam zostawić mnóstwo rzeczy, obrazy, pralkę, lodówkę. Byłam załamana - wspomina.
Kiedy próbowała zdjąć obraz ze ściany, potknęłam się i złamałam kręgosłup. Myślałam, że jest tylko stłuczony. I z tym bólem jechałam z Warszawy do Kamiennej Góry - mówi.
Pierwszy zimny prysznic, a później kolejne, skończyło się niebieska kartą dla przyszywanej wnuczki
Pani Józefa wspomina, że kiedy pojawiła się w Kamiennej Górze, okazało się, że nie może zamieszkać w mieszkaniu, które miało stać się właśnie jej własnością, tylko jej rzeczy trafiły do piwnicy, a ona sama do matki pani Celiny, gdzie w mieszkaniu trwał duży remont.
Nawet nie miałam, gdzie herbaty zrobić... Później wszystko potoczyło się szybko, zaprowadzili mnie do banku, kazali przelać pieniądze, a później do notariusza. Byłam przekonana, że mieszkanie jest kupowane na mnie. Ale byłam zmęczona, szłam na piechotę ze złamanym kręgosłupem, otumaniona po podróży i po tej całej przeprowadzce i to nie do swojego mieszkania, tylko tam gdzie był tern remont. Tam też pierwszy raz zginęły mi kosztowności... Głównie pamiątki, złote łańcuszki i inne rzeczy. Jak mówi,kilka razy pytała o dokumenty Celinę, ale zawsze mówiła, że ma schowane, że po co ma je wyciągać, że zginą i pytała podejrzliwie i oskarżycielsko "nie ufasz mi"?
Doprowadzała do sytuacji, że bałam się naciskać, że zostanę sama znowu. Kiedy już zamieszkałam w tym mieszkaniu, gdzie jesteśmy teraz, dałam jej upoważnienie do mojego konta, chodziła po leki przecież dla mnie i zakupy. Pracowała w sklepie, to często przynosiła też takie przeterminowane serki. Dałam jej pieniądze na samochód, żeby mnie wozili do lekarza, kupiłam działkę rekreacyjną, żebym miała gdzie wychodzić. Oczywiście na nich, bo nie było nawet innej opcji. Pani Józefa opowiada, że Celina jest bardzo krewką osobą, szybko mówi, szybko działa, nie znosi słowa sprzeciwu.
Kiedy zorientowała się, że nie ma więcej pieniędzy, a emerytura jest niska i nie ma z czego brać, zaczęła się nade mną znęcać. Dokuczać, poniżać. Na działce przez te wszystkie lata byłam 6 razy z zakazali mi tam chodzić. Wygoniła mnie też nawet z wigilii. Zawsze im dawałam 1000 zł na święta, żeby dzieciom prezenty kupiła i jedzenie. To potrafiła powiedzieć, że będzie panga na kolację, a jak nie lubię, to mam iść i se kupić inną rybę... Podbiła mi oko. Popychała w przedpokoju, kiedy nikt nie widział. Straszyła, że wyrzuci z domu, albo że zamknie mnie w piwnicy, że akurat jest tam posprzątane i tam będę mieszkać. W pewnym momencie Celinie założono nawet niebieską kartę za znęcanie się nad panią Józefą.
"Kochom cię". Wiesz, że nic nie masz, mieszkania w Kamiennej Górze też nie?
Pani Józefa do dzisiaj nie może zrozumieć, dlaczego tak się stało. I opowiada, że Celina przyszła do niej raz z mężem, a on sobie popił. Para była wtedy po kłótni i mężczyzna powiedział: "wiesz że cię kochom" - zawsze to mówił, jak popił. Po czym zagadnął, "uważaj na nią, przecież ty nic nie masz, tak jak ja". To był 2022 rok.
A ja mu na to, że mam to mieszkanie przecież, na co on. Że nie. Że Celina je ma. Byłam w szoku. No i okazało się, że faktycznie. Ona mnie zmusiła krzykiem i groźbami, żebym jej podpisała takie dokumenty, że pożyczyła ode mnie 130 000 (tyle kosztowało mieszkanie; red.) i że mi je oddała w euro. Nie chciałam, ale mnie zmusiła. Co miałam zrobić. Bałam się jej. Później szukałam pomocy u adwokatów. Ale dwóch mi odmówiło, dopiero pan Jacek z Wałbrzycha się zgodził, by mnie reprezentować i pomógł cofnąć pełnomocnictwo dla niej. Adwokat: oszukała starszą panią z premedytacją, podstępem wyłudziła pieniądze na mieszkanie
Działając w imieniu pokrzywdzonej, na podstawie udzielonego mi pełnomocnictwa, zawiadomiłem prokuraturę o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 286 § 1 k.k. (oszustwo) – polegającego na doprowadzeniu pokrzywdzonej do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd oraz wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w postaci uzyskania środków finansowych pokrzywdzonej pochodzących ze sprzedaży mieszkania pokrzywdzonej położonego w Warszawie - mówi nam Jacek Jankowski , adwokat pokrzywdzonej. Wniósł o wszczęcie postępowania karnego oraz ukaranie sprawczyni. A także o zabezpieczenie majątkowe na majątku podejrzanej.
Pokrzywdzona, która przez wiele lat mieszkała w Warszawie, została namówiona do przyjazdu do Kamiennej Góry w 2017 przez podejrzaną oraz jej męża. Pokrzywdzona jest przybraną ciotką podejrzanej, której zaproponowała pomoc na stare lata. Doprowadziła do sytuacji, że mieszkanie zajmowane przez pokrzywdzoną zostało zakupione od razu na własność podejrzanej. W tym celu podejrzana przedstawiła pokrzywdzonej m.in. fikcyjną umowę pożyczki dotyczący środków na zakup mieszkania w Kamiennej Górze, a następnie podejrzana wymusiła na pokrzywdzonej potwierdzenie zwrotu pożyczki w gotówce (EURO) zamiast dokonać przelewu na konto pokrzywdzonej - wylicza Jankowski. Prokuratura Rejonowa w Kamiennej Górze umorzyła postępowanie w tej sprawie z braku dowodów . Adwokat odwołał się do Sądu Rejonowego w Kamiennej Górze, który ma rozpoznać teraz tę sprawę we wrześniu.
Pani Celina nie chce rozmawiać na temat relacji z panią Józefą, ani o mieszkaniu, ani o rzekomej pożyczce
Skąd pani Celina wzięła 130 000 zł, by oddać pokrzywdzonej? A jeśli nawet je miała, dlaczego nie przelała ich na jej konto? Czy prokuratura lub policja sprawdziły tę kwestię? Zadaliśmy te pytania prokuraturze w piątek, zgodnie z obietnicą osoby w sekretariacie, miała do nas oddzwonić pani prokurator rejonowa i udzielić informacji w tej sprawie. Nie oddzwoniła.
Pani rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, której podlega kamiennogórska jednostka, prosi o to, by uzbroić się w cierpliwość, bo jest sezon urlopowy i wielu śledczych po prostu nie ma w pracy, a szefowa kamiennogórskiej jednostki nie była referentem w tej sprawie. Wrócimy zatem do niej za kilkanaście dni.
Tymczasem skontaktowaliśmy się także z miejscowym MOPS-em. Dyrektorka Beata Wrzesińska powiedziała nam, że pracownicy MOPS-u znają sytuację pani Józefy i pomagają jej w codziennych czynnościach, w praniu, sprzątaniu, robieniu zakupów. Pani Józefa mówi, że bez MOPS-u by nie przeżyła. jest wdzięczna.
Rozmawiamy, kiedy zapłaciła właśnie 360 zł za taksówkę, którą pojechała do szpitala w Wałbrzychu na badania oczu przed operacją (mimo tego, że dała pieniądze na auto pani Celinie i jej mężowi). Ze względu na konflikt kobiety nie kontaktują się ze sobą.
Od redakcji. Z uwagi na to, że nie ma decyzji, co do dalszych losów sprawy, nie publikujemy prawdziwego imienia kobiety, ani nazwiska pani Józefy i nazwy ulicy, gdzie mieszka.
Do tematu wrócimy.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wrocław Nasze Miasto (naszemiasto.pl)
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.