
Paweł Żurek — Związek Sadowników RP poinformował, że w sklepach pojawiły się owoce zza granicy, które są sprzedawane jako polski produkt. Najpierw były to truskawki, a niedawno także czereśnie. Kontrole w tej sprawie prowadzi już Główny Inspektorat Sanitarny oraz Inspekcja Jakości Handlowej Ar
Związek Sadowników RP poinformował, że w sklepach pojawiły się owoce zza granicy, które są sprzedawane jako polski produkt. Najpierw były to truskawki, a niedawno także czereśnie. Kontrole w tej sprawie prowadzi już Główny Inspektorat Sanitarny oraz Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Polska czereśnia na straganie (fot. Shutterstock / Shutterstock)
„W związku z dużą falą importu czereśni do Polski, Związek Sadowników RP złożył wniosek o pilne podjęcie kontroli jakości importowanych czereśni, szczególnie w zakresie badania pozostałości środków ochrony roślin w stosunku do czereśni importowanych spoza UE. Ponadto Związek zwraca uwagę, że podobnie jak w przypadku truskawek odbywa się proceder przesypywania importowanych czereśni w polskie opakowania i udowadniania w ten sposób, że czereśnie pochodzą z krajowej produkcji” – czytamy na stronie ZSRP.
O możliwych przypadkach oszustwa związek dowiedział się dzięki rolnikom. W wielu miejscach zauważyli w handlu czereśnie, które łudząco przypominały owoce pochodzące z importu. – Hodowcy się na tym znają: produkty zza granicy są nieco mniejsze niż polskie – powiedział w rozmowie z Zero.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.
Jak dodał szef związku, importowanie owoców zza granicy, sprzedawanie ich jako polskich i powoływanie się na patriotyzm konsumencki to „oszustwo i zakłamywanie rzeczywistości”.
Według sadowników, do podobnych przypadków dochodzi jednak regularnie. Przykładem są chociażby truskawki. – Polska truskawka ma dobrą opinię wśród konsumentów, więc importerzy tanich owoców z zewnątrz po prostu przekładali ją do pojemników, naklejali flagę i udawali, że to owoc z Polski – powiedział prezes Związku Sadowników RP. Importowane truskawki pochodziły m.in. z Turcji i Grecji.
[

„Zdychaj, chłopie!” Na wsi trwa kryzys, który miasto ma gdzieś](/news/kryzys-w-rolnictwie-dlaczego-polska-wies-bankrutuje-a-zywnosc-drozeje)
[

Polska wojna o wodę. Kto zarabia miliony na suszy?](/news/kryzys-wodny-w-polsce-kto-naprawde-zabiera-nam-wode)
[

Ukraińskie produkty wrócą na nasz rynek? Wśród polskich rolników strach](/news/ukrainskie-produkty-wroca-na-polski-rynek-rolnicy-pelni-obaw)
Fachowe oko rolnika dostrzeże więcej, ale według sadowników każdy klient po krótkiej obserwacji będzie w stanie rozpoznać, czy w sklepie kupuje polskie owoce. – Świeża czereśnia, zebrana w Polsce, będzie miała zieloną szypułkę. Natomiast w przypadku tej czereśni importowanej, ona często jest zwiędnięta, zaschnięta z powodu czasu, który mija od zbioru do transportu – tłumaczy Maliszewski.
Sprzedaż „chrzczonej” żywności to dla rolników duży problem. Z powodu wiosennych przymrozków liczba owoców przeznaczonych do zbiorów znacznie spadła, a do tego dochodzi jeszcze susza. Mniejsza liczba owoców oddanych do skupów przekłada się na niższe zarobki rolników, ale i wzrost ceny czereśni. Z tego powodu koncerny chętniej sięgają po tańsze owoce sprowadzane zza granicy.
– Import czereśni powoduje spadek ceny polskich owoców. Sprowadzanie ich zza granicy jest oczywiście dozwolone, dopuszczone, ale nie można fałszować kraju pochodzenia produktu. Tańsze owoce zza granicy zajmują na rynku miejsce czereśni pochodzących z naszego kraju – zaznaczył Mirosław Maliszewski.
Polacy za zmianami w pracy podczas upałów. Rząd wciąż nie podjął decyzji
Według sadowników, owoce sprowadzane zza granicy są przepakowywane lub na plastikowym pudełku jest doklejana polska etykieta. Związek nie podaje jednak nazwy sklepów, w których można było kupić „chrzczone” owoce zza granicy.
– Nikogo nie złapałem za rękę. Myślę, że taki proceder odbywa się w dużych halach czy magazynach, do których osoby z zewnątrz nie mają dostępu. Tam czereśnia jest przepakowywana albo co najmniej przyklejane są etykiety. Myślę, że to ma miejsce głównie w obrocie między dostawcami do sieci handlowej. Same sieci handlowe nie fałszują żywności, tylko bardziej ci, którzy dostarczają owoce do sklepów – twierdzi prezes ZSRP.
[

Zełenski chce Panteonu Narodowego. Jest ostateczna decyzja](/news/ukraina-powstanie-panteon-narodowy)
[

Biznes w prosektorium. Prezes PiS: arcykompromitacja KO](/news/prosektorium-w-szpitalu-poludniowym-kaczynski-zupelny-brak-empatii)
[

Zdjęcia zwłok i podsłuchy. Poprzedni zarząd Szpitala Południowego zawiadamiał prokuraturę](/news/prosektorium-szpitala-poludniowego-zarzad-zawiadamial-prokurature-o-mozliwych-przestepstwach)
Sadownicy poinformowali już o procederze ministerstwo rolnictwa, które zleciło kontrolę Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu oraz Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Jak dowiedzieliśmy się w IJHARS, kontrolerzy sprawdzają na rynkach m.in. oznakowanie czereśni i jakość tych owoców sprzedawanych później konsumentom. Inspektorzy przeprowadzają tzw. kontrole interwencyjne, ale i zaplanowane. Sprawdzane są warzywa i owoce: wcześniej były to truskawki, obecnie czereśnie, a później m.in. maliny czy borówki.
Według sadowników, do oszustw w sklepach dochodzi m.in. przez suszę i przymrozki. – W latach normalnych zbiorów, kiedy nie ma przymrozków, polska czereśnia, polska truskawka opiera się importowi. Po prostu nie ma miejsca na rynku na sprowadzaną żywność. Jednak przez przymrozki, przed którymi tylko część rolników zdołała się ochronić, doszło do wzrostu cen owoców. Sadownicy liczyli na atrakcyjną cenę na rynku, ale dowiedzieli się o tym importerzy i zaczęli zarabiać na sprzedawaniu tańszych, sprowadzanych zza granicy produktów – tłumaczy Mirosław Maliszewski.
300 zł na szkolne zakupy już dostępne. Ruszył nabór w programie Dobry Start
Sadownicy tłumaczą też, że sprzedaż importowanej żywności, która jest przedstawiana jako polska, komplikuje i tak trudną sytuację rolników.
– Fałszowanie produktów zza granicy, straty z powodu suszy i upałów, a także przymrozków to czynniki, które mają kolosalne znaczenie dla sytuacji na rynku. Producenci ponieśli z ich powodu ogromne straty. Niektórym hodowcom zostało może 10-15 proc. upraw. To oczywiście bardzo ma duży wpływ na produkcję w tym gospodarstwie, czyli na możliwość uzyskania ceny z tytułu sprzedaży produktu – informuje Maliszewski.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.