
Dzięki trwającemu na drugiej półkuli Mundialowi piłkarski kibic może skarżyć się niewyspanie, ale nie na nudę. Wiadomo jednak, że Mundial (zwłaszcza bez reprezentacji Polski!) to trochę jakby lizanie cukierka przez papierek, bo najbliższa sercu jest zawsze ta koszulka, w której po boisku biegają pił
Dzięki trwającemu na drugiej półkuli Mundialowi piłkarski kibic może skarżyć się niewyspanie, ale nie na nudę. Wiadomo jednak, że Mundial (zwłaszcza bez reprezentacji Polski!) to trochę jakby lizanie cukierka przez papierek, bo najbliższa sercu jest zawsze ta koszulka, w której po boisku biegają piłkarze ukochanego klubu, choćby nawet tylko B-klasowego. A dzięki utrzymaniu się wałeckiego Orła w 4. lidze i powrotowi Wspólnych Różewo do Klasy Okręgowej mieszkający w naszym powiecie kibice będą mogli emocjonować się występami swoich faworytów na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, prowadzonych przez Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej.
O tym, co dzieje się w Orle, poinformujemy w osobnym tekście, a tu i teraz chcemy skoncentrować się na klubach z naszego powiatu, grających w niższych ligach.
Na początek Klasa Okręgowa, do której – po roku przerwy na występy w klasie A – wrócili Wspólni Różewo. Prowadzony przez prezesa Tomasza Owczarka i trenowany przez Dariusza Chudzyńskiego klub do końca musiał drżeć o awans, naciskany przez Błękitnych Pomierzyn i Koronę Raduń. Ostatecznie jednak wszystko skończyło się zgodnie z ambicjami działaczy, trenera, zawodników i kibiców różewskiej drużyny.
– Awansowaliśmy do okręgówki, ale to wcale nie było takie oczywiste – podsumowuje trener Dariusz Chudzyński. – Jesienią wydawało się, że będzie łatwiej, ale trzeba pamiętać o tym, że graliśmy w tamtej rundzie prawie wszystkie mecze w najsilniejszym składzie. Wiosną było już inaczej. Gra u nas sporo żołnierzy, którzy mieli swoje obowiązki zawodowe i po prostu nie wszyscy mogli zagrać w każdym meczu. Trzeba to zrozumieć, bo to jest amatorska piłka, gdzie nie zarabia się pieniędzy, a poza pracą, chłopaki mają przecież rodziny czy inne zobowiązania, więc na piłkę nie zawsze wystarcza im czasu. Zaczęliśmy wiosnę od dwóch wyraźnych porażek, ale przełamanie przyszło już w trzeciej kolejce, kiedy wygraliśmy z Jednością Tuczno, a potem udawało nam się już uniknąć większych wpadek.
Fala radości powoli w Różewie opada i zaczynają się przymiarki do nowego sezonu. Wiadomo, że będzie inaczej, niż w Klasie A: trudniejsi rywale, dłuższe wyjazdy…
– Jeśli chodzi o odległości, to najbliższe nam kluby to Calisia Kalisz Pomorski, Olimp Złocieniec, ewentualnie Remor Recz – wylicza D. Chudzyński. – Reszta to już okolice 100 km od Różewa, czasem nawet więcej. W ogóle trzeba powiedzieć, że to będzie trudna liga i raczej nie myślimy o kolejnym awansie, tylko o zajęciu bezpiecznego miejsca. Na pewno przydałyby się nam wzmocnienia, tylko skąd je wziąć, skoro my nie płacimy za grę? Owszem, przy boisku powstaje nowy budynek klubowy, do klubu przychodzi sporo dzieciaków, które chcą grać w piłkę, ale to jednak dopiero za kilka lat. Być może mimo wszystko ktoś do nas przyjdzie, chociaż na ten moment trzeba się raczej liczyć z odejściami. Na pewno do Piły idzie Kuba Kraszkiewicz, raczej stracimy również jednego z zawodników podstawowego składu, który jakiś czas temu osiedlił się kilkadziesiąt kilometrów od Wałcza i dojeżdżanie nawet na same mecze stało się dla niego uciążliwe. Nie wiadomo też do końca, jakie plany na przyszłość ma Łukasz Steciak.
– Przygotowania do sezonu zaczynamy za kilka dni – mówi trener Wspólnych. – Zagramy kilka sparingów, potem Puchar Polski, a dalej już liga. My sobie możemy planować, że będzie tak czy inaczej, a jak będzie naprawdę, to się dopiero okaże.
Niewiele brakowało, żeby w okręgówce grała w nowym sezonie również Jedność Tuczno. Podopieczni Artura Szapowicza do końca utrzymywali się w czubie tabeli i ostatecznie zajęli w niej 5. miejsce.
– Z jednej strony cieszymy się, bo zrobiliśmy bardzo dobry wynik, ale jest w nas też mały niedosyt – przyznaje A. Szapowicz. – Do zajęcia barażowego miejsca zabrakło nam jednego, może dwóch zwycięstw, a w barażach wszystko mogło się zdarzyć. Uważam, że piłkarsko nie ustępowaliśmy w tej lidze nikomu. Do przeszłości nie ma już jednak sensu wracać, trzeba patrzeć pozytywnie i mierzyć wysoko. Powiem tak: klub będzie w przyszłym roku obchodzić 80-lecie działalności i bardzo chcielibyśmy z tej okazji sprawić kibicom miłą niespodziankę. Jaką? Nie powiem, żeby nie zapeszyć, ale nietrudno się domyślić, co mam na myśli. Jeśli się uda, będziemy szczęśliwi, a jeśli nie, to… będziemy próbować aż do skutku, bo w zespole i w ogóle w Tucznie jest dobry klimat dla piłki. Na ten moment nikt od nas nie odchodzi, poza Pawłem Nowakiem, ale on wiosną grał już niewiele. Jeśli chodzi o wzmocnienia, to rozmawiamy pewnym zawodnikiem, którego nazwiska nie chcę jeszcze zdradzić, żeby nie zapeszyć. Na tę chwilę powiem tylko tyle, że chodzi o znanego piłkarza w naszym środowisku.
Pozostałe drużyny z naszego powiatu, występujące w poprzednim sezonie w Klasie A, nie za bardzo mają się czym pochwalić – chyba, że w kategorii sukcesu należy rozpatrywać utrzymanie się Sadu Chwiram (13. miejsce na 14 drużyn) po wygraniu barażu z wicemistrzem Klasy B, czyli niedawno reaktywowaną Koroną Człopa. A pozostali? Wypadli niewiele lepiej: borykający się z problemami personalnymi KS Dzikowo zakończył rozgrywki na 10. miejscu, jedenasty był spadkowicz z klasy okręgowej Santos Kłębowiec, a 12., czyli ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli zajął Grom Szwecja. I pomyśleć tylko, że jeszcze dwa lata temu nikt by w to nie uwierzył…
Do absolutnego minimum ograniczone były w minionym sezonie rozgrywki VIII grupy Klasy B. Zgłosiło się do nich tylko 6 zespołów, a w dodatku po rundzie jesiennej wycofały się rezerwy Calisii Kalisz Pomorski. W tej sytuacji poszczególne kluby rozgrywały pomiędzy sobą po 4 mecze w sezonie…
Rozgrywki zdominowały rezerwy wałeckiego Orła, które przegrały i zremisowały po jednym meczu, kończąc sezon z dorobkiem 55 punktów i bilansem bramkowym 99-15.
Drugi zespół Orła został – według deklaracji działaczy – stworzony po to, by ułatwić młodym piłkarzom wejście w dorosły futbol i zapewnić odpowiednią liczbę meczowych minut tym zawodnikom pierwszego zespołu Orła, którzy wracają do gry po kontuzji lub nie spędzają na 4-ligowych boiskach zbyt wiele czasu.
– Utworzenie tej drużyny to był strzał w dziesiątkę – uważa grający w tym zespole wiceprezes Orła Przemysław Stolarski. – Właściwie same plusy, przy stosunkowo niewielkich kosztach. Klub opłaca tylko sędziów, a transport, napoje, itp. wzięła na siebie moja firma. Świetnym posunięciem było powierzenie prowadzenia tego zespołu Wiktorowi Ptakowi, za którym idą zawodnicy z MUKS Orzeł 2010 Wałcz. Młodzi ogrywają się przy doświadczonych piłkarzach, takich jak Szymon Bezhubka czy ja, podnoszą swoje umiejętności i co bardzo ważne, nie szukają dla siebie miejsca w okolicznych klubach, tylko wiążą się z Orłem. Klub tworzy im dobre warunki i to wszystko ma sens. Widzę, że z kilku grających teraz w „dwójce” chłopaków może mieć niedługo pożytek pierwsza drużyna. W zespole jest fajna atmosfera, chłopacy są ambitni i przyznam, że aż chce się im pomagać. Muszę też podkreślić rolę, jaką w tym projekcie odgrywają kierownik zespołu Tomasz Bohdan oraz asystent trenera pierwszego zespołu Wojciech Wesołowski, który ma uprawnienia do udzielania pomocy przedmedycznej i zupełnie bezinteresownie pomaga nam w tym zakresie.
Warto dodać, że wiceprezes Orła w zakończonym sezonie strzelił dla swojego zespołu 21 bramek.
– Nie ukrywam, że piłka ciągle sprawia mi przyjemność – mówi P. Stolarski. – Dopóki zdrowie będzie dopisywać, a trener uzna, że jestem potrzebny w drużynie, to nadal będę grał. Z tego co wiem, podobnie myślą Szymon Bezhubka czy Cezary Kowalczyk. Trener Ptak na pewno ściągnie do nas kilku zdolnych juniorów i wtedy niech się inni martwią. Myślę, że ambicji i umiejętności nam nie zabraknie. O czym myślimy przed nadchodzącym sezonem? Mierzymy wysoko, interesuje nas awans, a nie walka o utrzymanie.
Drugie miejsce w tabeli wywalczyła reaktywująca się Korona Człopa, czyli zespół stanowiący mieszankę młodości z doświadczeniem, którym kieruje legenda klubu z miasta nad Cieszynką Zbigniew Matwiejuk. To właśnie o drużynie Korony trener rezerw Orła Wałcz Wiktor Ptak powiedział, że w Człopie tworzy się najciekawszy zespół w klasie B, który ma szansę na awans już w najbliższym sezonie. Szczerze tego sympatycznym koroniarzom życzymy, a dla porządku informujemy, że w IX grupie Klasy B zagra (przynajmniej na początku sezonu) 6 zespołów. W miejsce rezerw Orła do rywalizacji staną Sokół Suliszewo i Czapla Czaplinek.
Z klasy B nie ma już gdzie spaść i tylko temu faktowi zawdzięczać mogą utrzymanie w lidze tak zasłużone kluby, jak Bytyń Nakielno i Legion Strączno. Ciekawostką jest fakt, że Legion uzbierał w całym sezonie 10 punktów, co pozwoliło mu zająć 5. miejsce w tabeli. O dwa punkty więcej (czyli 12) uzbierała jednak Calisia II Kalisz Pomorski, która została sklasyfikowana na 6. miejscu po tym, jak wycofała się z rozgrywek po rundzie jesiennej. Na tym tle 22 punkty, które zdobył Bytyń Nakielno, wydają się być wynikiem przynajmniej przyzwoity.
Osobny temat to Mirstal Mirosławiec. To kolejny zasłużony klub z naszego powiatu, który zakopał się po uszy w B-klasowych piachach i od kilku sezonów nie jest w stanie się z nich wygrzebać. Owszem, od lat sporo mówi się o dobrej pracy z młodzieżą w Mirosławcu, ale póki co, nie przekłada się to na sytuację w drużynie seniorów. A szkoda, bo miasto tej wielkości zasługuje przynajmniej na klasę okręgową.




Źródło: Info Wałcz (info-walcz.pl)