RAK
    Ratownik nie patrzy na wodę. Patrzy na ludzi

    Ratownik nie patrzy na wodę. Patrzy na ludzi

    710 odsłon
    Wielkopolskie

    Artykuł podkreśla, że ratownik skupia swoją uwagę przede wszystkim na ludziach, a nie tylko na samej wodzie. Wskazuje to na kluczowy aspekt pracy ratownika, jakim jest obserwacja ludzkich zachowań i potencjalnych zagrożeń.

    Latem kąpieliska wypełniają się ludźmi szukającymi odpoczynku, ochłody i dobrej zabawy. Dla większości to kilka godzin relaksu. Dla ratowników wodnych to czas pełnej koncentracji, odpowiedzialności i ciągłej obserwacji. Chwila nieuwagi może zdecydować o czyimś zdrowiu lub życiu.

    O pracy ratownika wodnego, bezpieczeństwie nad wodą i o tym, dlaczego ludzie wciąż lekceważą podstawowe zasady, opowiada Arkadiusz Kostanowicz, ratownik wodny, instruktor ratownictwa i nauki pływania, a także strażak zawodowy.

    Od pływania do ratownictwa

    Jego przygoda z ratownictwem wodnym zaczęła się tuż po 18. urodzinach. Zaczął angażować się w działania Ochotniczej Straży Pożarnej, wyjeżdżał do pierwszych zdarzeń i zdobywał doświadczenie w niesieniu pomocy. Początkowo ratownictwo wodne miało być dodatkowym zajęciem, które pozwoliłoby połączyć pasję do wody z możliwością zarobkowania. – Od zawsze dobrze czułem się w wodzie. Pływanie było moim hobby, sposobem na aktywność i odpoczynek. Z czasem zacząłem łączyć treningi pływackie z ratownictwem wodnym i wtedy zobaczyłem, że jest to coś więcej niż pasja. Kiedy kończyłem 18 lat, pomyślałem, że można połączyć przyjemność z pracą. Tak narodził się pomysł, by zostać ratownikiem wodnym. Po ukończeniu szkoły średniej rozpocząłem naukę w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu. Z biegiem lat okazało się jednak, że ratownictwo to coś więcej niż tylko sezonowe zajęcie. Służba w straży pożarnej i praca ratownika wodnego zaczęły się wzajemnie uzupełniać. Obie profesje wymagają opanowania, umiejętności szybkiego podejmowania decyzji oraz gotowości do niesienia pomocy drugiemu człowiekowi – zauważa Arkadiusz.

    Kurs to nie nauka pływania

    Wiele osób uważa, że kurs ratownika wodnego jest nauką pływania. To jednak błędne przekonanie. – Na szkoleniu ratowników nie uczymy pływać. Osoba, która przychodzi na kurs, musi już posiadać odpowiednie umiejętności. My doskonalimy techniki ratownicze, holowanie, działania w sytuacjach zagrożenia, działania na jeziorze – tłumaczy Arkadiusz. Przyszły ratownik wodny musi przejść wymagające szkolenie i zdać określone próby sprawnościowe. To zawód wymagający dobrej kondycji, ale także odporności psychicznej. Praca ratownika to nie tylko siedzenie na krześle i obserwowanie basenu. Zanim pierwsi goście pojawią się na obiekcie, trzeba sprawdzić sprzęt i przygotować stanowisko. Na basenie krytym przy ul. Koszarowej dzień zaczyna się od wpisania się do ewidencji czasu pracy. To ważny dokument, który potwierdza obecność ratownika na stanowisku. Później przychodzi czas na kontrolę wyposażenia. Sprawdza się też temperaturę wody i warunki panujące na obiekcie. Na basenie odkrytym przy ul. Gnieźnieńskiej dochodzi jeszcze większa odpowiedzialność związana z pogodą, słońcem i większą przestrzenią do obserwacji.

    Trzy różne światy: basen, jezioro, morze

    Choć wszędzie chodzi o bezpieczeństwo ludzi w wodzie, praca ratownika wygląda zupełnie inaczej w zależności od miejsca. Na basenie krytym ratownik ma stałe warunki, widoczne dno i łatwy dostęp do sprzętu. Nad jeziorem sytuacja jest dużo trudniejsza. – Woda otwarta jest zupełnie inna. Nie widzimy dna, dochodzi roślinność, głębokość, czasem muł. Człowiek może zniknąć dosłownie w kilka sekund – mówi Arkadiusz. Jeszcze większym wyzwaniem jest morze. – Dochodzą fale, prądy, falochrony. Ludzie często wchodzą tam, gdzie nie powinni. Widzą czerwoną flagę, a mimo to przechodzą kilkanaście metrów dalej, poza strzeżone kąpielisko. Zdaniem Arkadiusza największym problemem jest przecenianie własnych możliwości. – Nawet ja, mimo że jestem dobrym pływakiem i instruktorem, miałbym ogromny respekt przed wejściem w trudne warunki. A ludzie często po jednym piwie mówią: „dam radę”. To może skończyć się tragedią – ostrzega ratownik.

    Umiejętność przewidywania

    Dobry ratownik nie tylko reaguje. Przede wszystkim zauważa zagrożenie wcześniej. – Trzeba umieć czytać ludzi. Czasami widzimy kogoś i już wiemy, że za chwilę zrobi coś niebezpiecznego – mówi Arkadiusz. Dotyczy to szczególnie dzieci i osób młodych, które często próbują popisywać się przed innymi. Ale ratownik musi też umieć pracować z dorosłymi. To bywa trudniejsze niż sama akcja ratunkowa.Ważne jest zachowanie spokoju i cierpliwości, a także umiejętność rozmowy. Jako przykład Arkadiusz podaje sytuację, gdy ojciec wrzucał swoje dziecko do wody na basenie. – Dziecko nie pływało dobrze, wpadało głową do wody. Mogło się uderzyć, mogło też wpaść na kogoś innego. Zwróciłem uwagę i zaczęła się dyskusja, gdzie to jest napisane w regulaminie. A przecież zdrowy rozsądek też obowiązuje. Jedna z sytuacji szczególnie zapadła Arkadiuszowi w pamięć. Podczas prywatnego wypoczynku na jeziorze zauważył grupę chłopaków skaczących z roweru wodnego bez kamizelek. – Jeden z nich skoczył i nagle zniknął. Wcześniej zawsze trzymał się burty, a tym razem już nie wypłynął. Arkadiusz nie zastanawiał się długo. Zdjął kamizelkę i wskoczył do wody. – Wyciągnąłem go spod powierzchni. Był bardziej przestraszony niż poszkodowany, ale ta sytuacja pokazała mi jedno: nigdy nie wiemy, kiedy wydarzy się coś złego. Od tamtej pory zawsze przypominam młodym ratownikom, że gotowość musi być cały czas.

    „Nie wskakuj od razu do wody”

    Nie każdy, kto widzi tonącą osobę, powinien od razu wskakiwać do wody. Jak podkreśla ratownik, w pierwszej kolejności trzeba zadbać także o własne bezpieczeństwo. W takich sytuacjach obowiązuje zasada kilku „D”: dowołaj, dosięgnij, dorzuć, dowiosłuj, dopłyń, doleć. Najpierw należy spróbować nawiązać kontakt z osobą w wodzie i wezwać pomoc. Jeśli jest taka możliwość, warto podać jej przedmiot, którego może się chwycić – kij, ręcznik, ubranie czy coś pływającego. Osoba, która sama nie umie pływać, nie powinna wchodzić do wody, bo spanikowany tonący może chwycić ratownika i narazić na niebezpieczeństwo obie osoby. – Nigdy nie podajemy tonącemu ręki, jeśli nie mamy odpowiedniego przygotowania. Tonący często chwyta bardzo mocno i może wciągnąć drugą osobę pod wodę – tłumaczy Arkadiusz. Kluczowe jest szybkie wezwanie pomocy. Ratownik zwraca jednak uwagę, że wiele osób nie wie, gdzie dzwonić. W przypadku tonięcia numer alarmowy 112 zawiadomi wszystkie służby (straż, policję, pogotowie). Tymczasem przy zdarzeniach typowo medycznych warto pamiętać o numerze 999. Tam od razu odbiera dyspozytornia medyczna.

    Zagrożenia? Nie tylko woda

    Wbrew pozorom najwięcej problemów na kąpieliskach nie wynika wyłącznie z tonięcia. Dużym zagrożeniem jest alkohol. – Ktoś wypije jedno piwo i uważa, że nic się nie stanie. A woda bardzo szybko weryfikuje takie przekonania – mówi ratownik. Problemem jest też przegrzanie organizmu, brak nakrycia głowy i odwodnienie. – Ludzie pamiętają, żeby wejść do wody, ale zapominają, że głowa cały czas jest wystawiona na słońce – zauważa Arkadiusz. Ratownicy często pomagają przy drobniejszych urazach: skaleczeniach, użądleniach, omdleniach czy zasłabnięciach. Jednym z poważniejszych problemów na kąpieliskach jest też niestety brak odpowiedniej opieki nad dziećmi. – Rodzice czasami przerzucają odpowiedzialność na ratowników. A my nie jesteśmy od tego, żeby pilnować każdego dziecka za rękę. Jesteśmy od reagowania w sytuacjach zagrożenia – podkreśla Arkadiusz. Wspomina sytuację, gdy na odkrytym basenie doszło do niebezpiecznej sytuacji. Matka zasnęła na trawie, a dziecko w wieku około dwóch lat oddaliło się bez opieki. Na szczęście sytuacja została zauważona i udało się szybko zareagować.

    Dlaczego warto zostać ratownikiem?

    Mimo odpowiedzialności i trudnych sytuacji Arkadiusz uważa, że to wyjątkowa praca. – Jest zmęczenie i czasami trudni ludzie, ale satysfakcja jest ogromna – mówi. Poza tym ratownictwo może być początkiem dalszej drogi zawodowej. – Wielu młodych ratowników zaczyna interesować się ratownictwem medycznym. W tym roku kilku z nich idzie na studia związane z medycyną – mówi Arkadiusz. Dla niego najważniejsze jest to, że ta praca rozwija ludzi. – Człowiek uczy się odpowiedzialności, pracy zespołowej i reagowania wtedy, kiedy inni często wpadają w panikę. Jaka jest najprostsza rada dla osób wypoczywających nad wodą? – Słuchajmy ratowników, czytajmy regulaminy i nie przeceniajmy swoich możliwości. Do tego dochodzą podstawowe zasady: woda do picia, krem z filtrem, nakrycie głowy i rozsądek. Jeśli widzimy, że ktoś robi coś niebezpiecznego, zwróćmy mu uwagę. Bezpieczeństwo nad wodą to wspólna odpowiedzialność. Pamiętajmy: najważniejsza akcja ratunkowa to ta, której można było uniknąć – mówi Arkadiusz Kostanowicz.

    Zespół, który musi działać razem

    Za bezpieczeństwo na kąpieliskach i basenach odpowiada nie jeden ratownik, ale cały zespół. We Wrześni w sezonie letnim pracuje czworo ratowników na basenie odkrytym. Na pływalni krytej zespół działa w systemie zmianowym – od rana do wieczora dyżuruje tam po dwóch ratowników. Arkadiusz Kostanowicz pełni funkcję koordynatora ratownictwa wodnego we Wrześni. W całej obsłudze obiektów, którymi się zajmuje, pracuje około 30–35 ratowników wodnych. – Wiadomo, że nie wszyscy pracują po kilkaset godzin. Są osoby, które robią tylko kilka zmian, np. łącząc tę pracę z innym zatrudnieniem. Dużą grupę stanowi młodzież po szkołach średnich i studenci, ale są też osoby starsze, które przychodzą w weekendy albo w czasie urlopu – tłumaczy ratownik. Muszą być zgranym zespołem, bo w sytuacji zagrożenia liczą się sekundy i dobra współpraca. – Polegamy na sobie nie tylko w pracy. Często spotykamy się też poza nią, wymieniamy doświadczeniami, rozmawiamy o trudnych sytuacjach z sezonu. To buduje zespół – podkreśla Arkadiusz.

    Co najbardziej zwiększa bezpieczeństwo nad wodą?Zagłosuj, aby zobaczyć wyniki

    Co sądzisz na ten temat?


    Źródło: wrzesnia.info.pl (Wiadomości Wrzesińskie)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era