Stacjonująca na Litwie niemiecka brygada miała być pokazem siły i symbolem "epokowej zmiany". Okazuje się jednak, że wojsko boryka się z poważnymi brakami kadrowymi. Minister obrony Boris Pistorius przyznaje, że zabrakło ochotników i konieczne może okazać się przymusowe wcielanie do służby na wschodzie.
Najważniejsze informacje:
Stacjonująca na Litwie 45. brygada pancerna Bundeswehry stała się wyzwaniem dla niemieckich władz.
Ministerstwo obrony przyznaje, że do służby brakuje ochotników oraz specjalistów m.in. z zakresu logistyki.
Boris Pistorius zasugerował, że w przypadku braków armia będzie zmuszona do przymusowego oddelegowania nawet do 20 proc. personelu jednostki.
Jezioro odsłoniło tajemnice. Wraki samochodów to dopiero początek
Niemieckie plany wzmocnienia wschodniej flanki NATO napotykają na duże problemy kadrowe. W kwietniu bieżącego roku uroczyście włączano do służby na Litwie niemiecką 45. brygadę pancerną. Uznano to za strategiczną deklarację zaangażowania Berlina w obronę sojuszników przed agresywną polityką Rosji. Docelowo jednostka ta miała liczyć około pięciu tysięcy żołnierzy na stałe stacjonujących blisko wschodniej granicy państw NATO, a gotowość operacyjną miała osiągnąć w 2027 r.
Plany te stają dzisiaj pod znakiem zapytania. Jak opisuje w swojej analizie dziennik "Sueddeutsche Zeitung", z powodu deficytów kadrowych rozbudowa bazy stała się kłopotliwa dla samego ministra obrony Borisa Pistoriusa. Na łamach gazety "Bild am Sonntag" polityk odniósł się do doniesień o brakach w sztandarowej brygadzie pancernej.
Przymusowy pobór zamiast ochotników? Wyznanie ministra
Zarządzający armią przyznali, że wśród zawodowych żołnierzy brakuje chętnych na dobrowolne przeniesienie i służbę w strefie przygranicznej z obwodem królewieckim i Białorusią.
Pistorius stwierdził, że w takiej sytuacji "ostatecznie dojdzie do powołania do służby", co w praktyce będzie oznaczało dla armii wymóg odgórnego wytypowania i oddelegowania poszczególnych żołnierzy. Może to objąć przymusowe obsadzenie nawet 20 procent etatów zaplanowanych przy wschodniej flance NATO (dla porównania jeszcze przed kilkoma miesiącami resort obrony zakładał konieczność podjęcia takich kroków wobec maksymalnie 5 do 10 procent składu).
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości