
Nowa mapa potrzeb zdrowotnych zakłada między innymi mniejszą niż teraz liczbę oddziałów położniczych . To ma być odpowiedź na to, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Każdy rok przynosi spadek liczby porodów o kilkanaście tysięcy. Pomysł jest taki, by pieniądze miały zapewnione szpitale, w których rocznie jest co najmniej 700 porodów. Pomysł zakłada, że jeśli porodów będzie mniej, pieniądze byłyby zapewnione za gotowość personelu, gdy jest to jedyna porodówka w okolicy.
Obecnie w całej Polsce działa 266 oddziałów położniczych. Jak ustalił nasz reporter, po tej zmianie docelowo pewnie będzie ich około 220-250, a do tego kilka mniejszych oddziałów położniczych, w częściach kraju, z których dojazd na najbliższy oddział położniczy zajmuje co najmniej godzinę. W podobny sposób - za gotowość do pracy - finansowane będą mogły być małe oddziały pediatryczne . To też reakcja na malejącą liczbę porodów oraz wyjeżdżanie rodzin z mniejszych miejscowości do miast.
Gotowość dotycząca chorób zakaźnych
Wiemy, że są oddziały, które powinny funkcjonować ze względu na możliwe sytuacje awaryjne. Tu też w grę wchodzi mieszany model finansowania, za gotowość i za wykonane świadczenia. Muszą utrzymać gotowość dla bezpieczeństwa kraju. W ten sposób finansowane mogłoby być leczenie chorób zakaźnych. Pamiętamy o pandemii koronawirusa, widzimy ogniska Eboli w Afryce, śledziliśmy uważnie sprawę hantawirusa. Pojawiają się nowe wyzwania i nie możemy zapominać, że jednym z rodzajów broni jest broń biologiczna. Bioterroryzm też może mieć miejsce, musimy być na to przygotowani. Nad tym też zastanawiamy się w Ministerstwie Zdrowia, we współpracy z konsultantami krajowymi i wojewódzkimi - opisywał w rozmowie z reporterem RMF FM Michałem Dobrołowiczem wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.