
Turystyczny raj, do którego lgną miliony urlopowiczów, w tym Polacy. Ale też przeżarte korupcją państwo, które ma duży problem z przemytem narkotyków. I premiera, przeciw któremu zbuntowali się rodacy. Albania - kraj paradoksów i sprzeczności - przeżywa właśnie największy zryw społeczny od prawie 40 lat. Czy „rewolucja flamingów” zachwieje władzą rządzącego od 13 lat Ediego Ramy?
Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie czynniki przyciągają turystów do Albanii.
Dlaczego budowa kurortu wywołała protesty Albańczyków.
Co zarzuca się rządom Edi Ramy w kontekście korupcji.
Które problemy społeczne i gospodarcze dotykają obecnie Albanię.
Albania to od kilku lat jedna z ulubionych turystycznych destynacji Europejczyków, także Polaków. Piękny, błękitny Adriatyk, piaszczyste plaże i relatywnie niższe ceny niż np. w Hiszpanii czy Grecji powodują, że coraz więcej turystów decyduje się na urlop w tym niewielkim kraju, wciśniętym w bałkański „kocioł”. Do niedawna sama Albania świetnie radziła sobie także jako państwo. Od pandemii COVID-19 PKB rosło w stopniu prawie 4 proc., udało się także wypracować odporność na zawirowania inflacyjne. Wspomniana turystyka to także motor napędowy gospodarki – w 2024 roku kraj odwiedziło ponad 11, a rok później prawie 12,5 miliona ludzi . „Malediwy Europy” – krzyczały czasem nagłówki w serwisach o tematyce wakacyjnej.
Dodatkowo, nad tym wszystkim panować miał „oświecony” przywódca. Edi Rama, były burmistrz stołecznej Tirany, z wykształcenia malarz (wsławił się tym, że za jego rządów zrewitalizowano przestrzeń miasta, a fasady wielu budynków przemalowano w iście jaskrawe, ekstrawaganckie barwy), rzutki menadżer, lider socjalistów, który w 2013 roku zdobywał władzę na bazie haseł walki z korupcją, która stanowiła największy grzech rządzącej wówczas centroprawicowej Partii Demokratycznej. Wybory wygrał i od 13 lat władzy nie oddał , a Socjalistyczna Partia Albanii w wyniku każdej kolejnej elekcji tylko powiększała i usamodzielniała swoją parlamentarną większość. Rama parł też ku Zachodowi – to za jego rządów otwarto ścieżkę akcesyjną do Unii Europejskiej i przyjęto szereg ustaw dostosowujących albańskie prawodawstwo do standardów z Brukseli. I gdy wydawało się, że ten wyjątkowo progresywny, jak na bałkańskie warunki, polityk będzie rządził jeszcze długi, nagle Albańczycy powiedzieli „dość”.
Albańczycy wyszli na ulice. Przeciw czemu i komu protestują?
Punktem zapalnym stała się sprawa budowy luksusowego kurortu, którą ma realizować firma powiązana z zięciem Donalda Trumpa, Jaredem Kushnerem, oraz jego żoną – córką prezydenta USA – Ivanką (a także biznesmeni z Kataru). Miejsce inwestycji – z której rząd, mimo protestów, nie zamierza rezygnować – to bezludna wyspa Sazan oraz obszar przybrzeżny Vjosa-Narta, na mokradłach w południowej gminie Zvernec. To siedliska chronionych gatunków zwierząt, żyją tam m.in. foki, żółwie morskie oraz flamingi. I to właśnie od tych ostatnich wziął nazwę cały ruch, zwany „rewolucją flamingów”. Ale do tego wątku jeszcze wrócimy, bo Albańczycy protestują nie tylko przeciw tej inwestycji. Grzechów premiera nazbierało się przez te lata naprawdę dużo, a wielotysięczne demonstracje, które przechodzą przez Tiranę i inne albańskie miasta, to znak sprzeciwu wobec wszystkich patologii, którymi obrosły jego rządy przez te kilkanaście lat.
Przede wszystkim chodzi o korupcję. Co prawda przez lata się mówiło o tym, że Rama i jego ugrupowanie są mniej skorumpowani niż pozostali, w tym np. Partia Demokratyczna – czyli obecnie główna opozycyjna – ale korupcja tak, jak wtedy, tak i teraz w dalszym ciągu istnieje – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Michał Kucharski, analityk ds. Bałkanów w Ośrodku Studiów Wschodnich. Wylicza także inne zjawiska, jak np. kupowanie głosów w trakcie wyborów, tworzenie siatki zależności w administracji publicznej na różnych szczeblach władzy czy kłopoty z praworządnością. - W tym naciski na sądy i prokuraturę. Mimo że są stosunkowo niezależne i wciąż działają, to i tak mają problemy, jeśli chodzi o zasoby finansowe i ludzkie, by przeciwstawić się władzy – dodaje. I na końcu wymienia jeszcze jeden powód: narkotyki.
Albania stała się trochę pralnią brudnych pieniędzy. Rama oczywiście temu wszystkiemu zaprzecza, ale zarówno media europejskie, jak i te niezależne albańskie podkreślają, że problem istnieje – przyznaje ekspert. Głośno było niedawno o transporcie 50 ton kokainy o wartości miliarda euro, który miał wpłynąć do Durres – największego portu w kraju. Albania stała się swoistym elementem szlaku przemytu narkotyków, które trafiają tam z Ameryki Południowej przez porty np. w Maroku. Niedawno w Ekwardorze zatrzymano Polaka (a wraz z nim 17 innych osób) podejrzanych o powiązania z kolumbijskimi kartelami narkotykowi, ale też z mafią albańską. Grupa zajmowała się przemytem niedozwolonych substancji na terytorium Starego Kontynentu.
Pranie brudnych pieniędzy i inwestycja rodziny Trumpa
Kucharski sugeruje, że duże sumy pieniędzy, które pochodzą z tego procederu, są później „prane” w ramach różnych inwestycji, np. budowlanych. - Stawia się apartamentowce czy wille nad morzem, które stoją puste, bo nikt tych przestrzeni później nie wynajmuje. To jeden z mocniejszych zarzutów protestujących wobec władzy. Stąd postulat utworzenia dwunastomiesięcznego technokratycznego rządu, który zająłby się m.in. walką z braniem brudnych pieniędzy – tłumaczy, zaznaczając, że Albańczycy zarzucają premierowi także to, iż jest doskonale świadomy tego wszystkiego. - Że stworzył nad tym parasol ochronny. Oczywiście, nie da się udowodnić, że Rama jest powiązany z mafiozami czy handlem albo przemytem kokainy. Ale nikt w kraju nie wierzy, że on o niczym nie wie – dodaje.
Rozmówca RadioZET.pl przypomina również, że Rama, oprócz tego, że kieruje państwem, jest również przewodniczącym Krajowej Rady ds. Terytorium i Gospodarki Wodnej. To specyficzna komisja, mająca dość szerokie uprawnienia w zakresie oceny i zatwierdzania różnych inwestycji w przestrzeni publicznej. To ona wydaje pozwolenia na budowę np. osiedli mieszkaniowych czy kompleksów hotelowych. Dokładnie takich, jak ten, za którym stoi rodzina Trumpa. - Śledztwa niezależnej prokuratury antykorupcyjnej wykazały też, że grunty pod budowę kompleksu Kushnerów i Katarczyków były wcześniej w rękach osób związanych albańską mafią narkotykową. I tak naprawdę były wcześniej pozyskane w wyniku spekulacji, być może nawet nacisków. Oczywiście, same koszty tych gruntów absurdalnie wzrosły tuż przed sprzedaniem ich Katarczykom i krewnym Trumpa – podkreśla Kucharski.
Protesty w Albanii – które, czego nie można pominąć, policja pacyfikuje dość brutalnie, używając wobec manifestantów armatek wodnych i gazu łzawiącego - mają, jak wspomnieliśmy wyżej, wymiar szerszy niż tylko sprzeciw wobec jednej inwestycji. To czerwona kartka dla całego systemu, jaki wytworzył się w tym państwie w ostatnich czterech dekadach po upadku komunistycznej dyktatury Envera Hodży. - Angażuje się w to sporo młodych ludzi, którzy nie są związani z tymi najważniejszymi strukturami politycznymi. Sprzeciwiają się władzy Ramy, ale wcale nie patrzą jakoś szczególnie przychylnie na ugrupowania oficjalnej opozycji, jak właśnie Demokratyczna Partia Albanii. Dla nich to jedno i to samo: establishment – przyznaje Kucharski. Podkreśla też, że choć na początku rządów obecnego premiera i jego ekipy poziom życia Albańczyków się podniósł, to w ostatnich latach znów pikuje w dół. - Koszty życia są większe niż zarobki. Mamy do czynienia z masową migracją, właściwie co roku wyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy osób – młodych i wykształconych - a brakuje rąk do pracy. Ich miejsce zajmują migranci, głównie z takich krajów, jak Pakistan, czyli tzw. tania siła robocza, zastępująca tych, którzy wyjeżdżają za lepszym życiem do Europy Zachodniej. I to są ludzie, którzy już nie wracają. Wróciliby, gdyby istniały jakieś perspektywy rozwoju, a oni chcą utrzymać swoje rodziny – wyjaśniał ekspert z OSW.
Edi Rama - liberał, którego rodacy mają dość
Rama przez lata budował, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, wizerunek liberalnego, postępowego polityka, brylującego na salonach i kierującego swój kraj ku Zachodowi. Albania negocjuje przystąpienie z Unią Europejską, jest też członkiem NATO, które przyszłoroczny szczyt ma się zresztą planowo odbyć w Tiranie. Ale i tu sytuacja się ostatnio pogorszyła. - Rama sporo stracił np. w oczach Amerykanów. Albańczycy wydają najmniej [niespełna 1,5 proc. PKB – red.] na obronność, co zdecydowanie nie podoba się Donaldowi Trumpowi – zauważa Kucharski. I wskazuje kwestie zagraniczne jako kolejny czynnik, który pogrążył przywódcę Albanii w oczach swoich rodaków, gdyż ich zdaniem „przestał się skupiać na sytuacji wewnętrznej w kraju, a bardziej na zabiegach o uznanie na arenie międzynarodowe, o sympatię liderów Europy Zachodniej”, wymieniając tu m.in. premierkę Włoch Giorgię Meloni czy prezydenta Francji Emmanuela Macrona.
Jak w takim razie skończy się ten impas? Rama utrzyma władzę czy zwycięży jednak albańska ulica? Najbliższe wybory parlamentarne dopiero za trzy lata, a zeszłoroczne partia premiera wygrała zdecydowanie, uzyskując ponad 53 proc. głosów i 83 ze 140 miejsce w parlamencie. Według Kucharskiego zmiana nie nastąpi szybko, a ewentualne przedterminowe głosowanie powszechne Rama zarządzi najwcześniej wiosną przyszłego roku. - Ale to będzie raczej ucieczka do przodu. Pójdzie do wyborów dopiero, jeśli będzie mu się to opłacało i jeśli protestujący nie stworzą jakiejś silnej reprezentacji politycznej. Wtedy ewentualna wygrana będzie dla niego potwierdzeniem mocnego mandatu – przewiduje. Dodaje jednak, że jeśli protestujący mogą liczyć na coś, co wpłynie na Ramę i zmieni sytuację w kraju na lepsze, to właśnie czynnik zagraniczny. - Oni podchodzą do tego dość trzeźwo, licząc właśnie na presję z zewnątrz. Jeśli np. Komisja Europejska postawi warunki dotyczące praworządności, Rama będzie musiał się ugiąć. To nie będzie wyglądało tak, że UE zmusi go do odejścia ze stanowiska premiera i wprowadzenia rządu technokratycznego, ale na pewno do poważniejszych ustępstw i korekt w przepisach, np. w zakresie ochrony środowiska, większej kontroli ze strony służb. W Brukseli do niedawna nie do końca zdawano sobie sprawę ze skali problemów, jeśli chodzi np. o wpływy mafii. W tym obszarze i ze strony Zachodu widzę jakąś nadzieję dla protestujących – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje