
W skrócie
Artykuł opisuje, że twórcy aplikacji randkowych, influencerzy i właściciele platform społecznościowych czerpią korzyści finansowe z ludzkiej samotności.
Zwrócono uwagę na zmianę podejścia do budowania relacji, skupiając się na iluzorycznym poczuciu przynależności zapewnianym przez sieć i powtarzalność trendów.
Poruszono temat uzależnienia od aplikacji randkowych oraz prób zastępowania kontaktów międzyludzkich rozmowami z modelami sztucznej inteligencji.
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Nigdy wcześniej w historii ludzkości ponad 5 miliardów ludzi nie było połączonych cyfrowo, a jednocześnie WHO alarmuje, że około jedna na sześć osób doświadcza samotności. Szybko okazało się, że na tym paradoksie da się zarobić.
Na każdy problem społeczny rynek ma swoją odpowiedź - mówi w rozmowie z Interią Filip Dokurno, socjolog i psycholog biznesu. Przykładem mogą być oferty dla osób żyjących w pojedynkę: mikrokawalerki, oferty wyjazdowe dla singli, a nawet menu dla singli.
Świat jest dziś mocno zindywidualizowany, a w momencie, w którym jesteśmy nastawieni na siebie i samorozwój, zatracamy myślenie o społeczności. Pragniemy bliskości i relacji, jednocześnie bojąc się zobowiązań - tłumaczy. Dlatego sięgamy po półśrodki, które napychają kieszenie gigantów.
Kto zarabia na naszej samotności?
W przypadku platform społecznościowych transakcja jest dość prosta: Nasza uwaga, dane, czas w zamian za tzw. znaki rozpoznania, określane fachowo jako "jednostki uwagi, które potwierdzają istnienie drugiego człowieka".
Podobne, iluzoryczne, poczucie przynależności do grupy dają platformy streamingowe. Czekamy na kolejny odcinek hitowego serialu, dyskutujemy na jego temat w sieci, czując się niemal tak, jakbyśmy właśnie wrócili z pozostałymi użytkownikami z jednej imprezy. A wszystko to z wygodnej pozycji kanapy, we własnych czterech ścianach.
Moda na powtarzalność
Przed laty, na długo przed tym, jak pandemia nauczyła nas zaspokajać potrzeby w świecie cyfrowym, jedną z form budowania wspólnoty była przynależność do subkultur. Jak zwraca uwagę socjolog, było to coś więcej niż tylko ubieranie się, czy malowanie w charakterystyczny sposób.
Były to środowiska hermetyczne, mimo swojej popularności. Ktoś musiał nas do niego wprowadzić, zaprosić - wyjaśnia. Z jego obserwacji wynika, że dziś radzimy sobie z potrzebą przynależności zupełnie inaczej.
Poszczególne subkultury zrzeszały ludzi, którzy chcieli być w jakiś sposób inni niż reszta. Dzisiaj z kolei jesteśmy nastawieni na to, by być tacy sami. Wystarczy jeden trend na TikToku, byśmy wszyscy zechcieli nosić takie same kurtki czy makijaż. Nie chcemy doświadczać ostracyzmu, nie pasować, dlatego czujemy się ciągle obowiązani do autokorekty. Mamy poczucie, że w sieci ciągle nas ktoś obserwuje. A nam przecież zależy znakach rozpoznania - mówi socjolog.
Po co nam aplikacje randkowe? "Znalezienia partnera nie jest już celem"
Podobnym mechanizmem nagradzania "karmią" nas aplikacje randkowe. A w konsekwencji od siebie uzależniają. - Widzę to po znajomych używających Tindera. W wielu przypadkach znalezienie partnera czy partnerki nie jest już celem. Staje się nim sam swipe (gest przesunięcia palcem po ekranie, którym użytkownik ocenia potencjalną osobę do poznania - red.), bo on daje nam dopaminę - mówi socjolog.
Nie możemy jednak sprowadzać tego do rozrywki. Zaspokajanie deficytu w relacjach poprzez takie aplikacje - również wtedy, gdy ogranicza się do samego procesu poszukiwania - otwiera przed nami drzwi do kolejnego, iluzorycznego świata. Pełnego fałszywych obrazków na temat ludzi i więzi. Z obserwacji socjologa wynika, że użytkownicy platform do randkowania mają tendencję do zawyżania swoich kompetencji. - Statystycznie to częściej mężczyźni. Choć akurat nie wędkarze, którzy, o dziwo, nie ubarwiają swoich opisów - wtrąca.
Po co to robią, skoro nie każdy loguje się, chcąc znaleźć miłość życia? Odpowiedź jest prosta i ponownie zakorzeniona w deficytach, jakie serwuje nam osamotnienie. - Po szeroko pojęty awans społeczny - stwierdza ekspert.