W niedzielę wieczorem w Warszawie doszło do serii incydentów drogowych. Autobus zahaczył o tramwaj, uszkodził też kilka pojazdów i latarnie. Poszkodowanych zostało kilka osób. Jedna z pasażerek wspomina, że obawiała się o życie. - Pasażerowie stali przy kierowcy i krzyczeli; ten nie reagował i jechał slalomem - mówi w rozmowie z Miejskim Reporterem.
W niedzielę w Warszawie autobus linii 186 wjechał w przejście podziemne. Wcześniej zderzył się z tramwajem i 14 samochodami . Jedno z tych wepchnął również do przejścia pod Rondem Zesłańców Syberyjskich. Sześć osób zostało poszkodowanych, w tym czteroletnie dziecko. Kierowca autobusu, który nie odniósł poważnych obrażeń, tłumaczył policji, że miał problem z hamowaniem.
Jak nieoficjalnie podaje TVN Warszawa, w pojeździe mogło dojść do awarii elektronicznego czujnika związanego z przyspieszaniem pojazdu. W takiej sytuacji autobus zachowuje się tak, jakby kierowca cały czas trzymał wciśnięty gaz do dechy.
"Ordynarnie kłamał". Tomczyk o słowach Przydacza
Pasażerka: myślałam, że zginiemy
Miejski Reporter dotarł do jednej z pasażerek autobusu. Wspomina, że obawiali się o swoje życie.
Autobus jechał z dużą prędkością. Pasażerowie stali przy kierowcy i krzyczeli. Ten nie reagował i jechał slalomem. Myślałam, że zginiemy - relacjonowała.
Zakończyliśmy mocnym uderzeniem w ścianę. Wszyscy się wywrócili. To chyba cud, że nikt nie zginął - dodała. Kobieta wspomina, że wychodziła przez okno pojazdu, gdyż drzwi były zablokowane.
W Wirtualnej Polsce od 2023 roku, wcześniej 8 lat w RMF FM. Chciał być reżyserem filmowym, ale wciągnęły go media. Hobbystycznie piwowar.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości