RAK
    Zamieszanie w dziecięcej onkologii. Lekarze rezygnują, rodzice zaniepokojeni

    Zamieszanie w dziecięcej onkologii. Lekarze rezygnują, rodzice zaniepokojeni

    2567 odsłon
    Zamieszanie w dziecięcej onkologii. Lekarze rezygnują, rodzice zaniepokojeni

    Ekspert o różnicach w nowotworach dzieci i dorosłychŹródło wideo: TVN24Źródło zdj. gł.: TVN24 Otwarte 1 lipca centrum w Zabrzu powstało z połączenia oddziałów onkologicznych ze wspomnianego Szpitala Klinicznego w Zabrzu i Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka (GCZD) w Katowicach. Oba oddziały - zarówno z Zabrza, jak i z Katowic - funkcjonowały wcześniej oddzielnie, ale w ramach placówek prowadzonych przez ten sam podmiot - Śląski Uniwersytet Medyczny.

    Pierwsze dni funkcjonowania Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 (SPSK nr 1) w Zabrzu nie mijają spokojnie. Wręcz przeciwnie.

    Lekarze specjaliści z GCZD w ostatniej chwili rozwiązali umowy. Napisali też pismo do krajowego konsultanta w dziedzinie onkologii dziecięcej prof. Jana Styczyńskiego.

    "Już ponad 1,5 roku temu informowałyśmy (m.in. w piśmie do konsultanta krajowego), że zmiana lokalizacji oddziału, oznacza wyłączenie go z wysokospecjalistycznego, posiadającego bogate zaplecze diagnostyczno-terapeutyczne ośrodka, jakim jest Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, niesie ze sobą ryzyko pogorszenia jakości opieki nad dziećmi chorymi onkologicznie w regionie" - napisali 30 czerwca 2026 roku.

    Wskazali także, że odpowiedzią ze strony szpitala w Zabrzu na zgłaszane problemy były niejednokrotnie jedynie kolejne zapewnienia o zmianach. Pismo do konsultanta zostało przekazane do wiadomości rodziców. Dyrektor zabrzańskiego szpitala Dariusz Budziński odpowiedział, że "pacjenci mają zapewniony dostęp do konsultacji lekarzy innych specjalności zatrudnionych w szpitalu, zgodnie z ich potrzebami zdrowotnymi".

    "Jeżeli występuje więcej niż jeden z tych objawów, może być to wczesna oznaka nowotworu"

    "Jeden lekarz dyżurny na całe trzypiętrowe, 58-łóżkowe centrum"

    Lekarze z GCZD w Katowicach mieli objąć opieką pacjentów z guzami ośrodkowego układu nerwowego (m.in. mózgu) oraz guzów litych, których dotychczas nie leczono w Zabrzu. Te przypadki - jak piszą lekarze ze zlikwidowanego oddziału w Katowicach - wymagają częstych konsultacji z innymi specjalistami. W piśmie wskazano, że ten problem nie jest dalej rozwiązany, a i tak większość z konsultacji będzie musiała się odbywać w oddalonym o 25 kilometrów od zabrzańskiego szpitala GCZD.

    "Niektóre z proponowanych rozwiązań, w tym np. obecność jedynie jednego lekarza dyżurnego na całe trzypiętrowe, 58-łóżkowe centrum, wydaje się nam, z perspektywy lekarzy-praktyków, zwyczajnie niebezpieczne dla ochrony zdrowia" - informowali w piśmie z 30 czerwca lekarze z Katowic.

    W liście znajduje się także szereg innych problemów - m.in.: brak reakcji na zgłaszane przez katowickich specjalistów uwagi.

    Zabrzańska placówka w odpowiedzi na nasze zapytanie inaczej przedstawiła nam zasady dyżurowania w Śląskim Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej.

    • Lekarzom przekazano, że liczba lekarzy pełniących dyżur jest każdorazowo dostosowywana do liczby hospitalizowanych pacjentów oraz ich stanu klinicznego, a nie do nominalnej liczby łóżek. Obecnie w oddziale hospitalizowanych jest 28 pacjentów. W godzinach od 15.30 do 20 opiekę nad pacjentami sprawuje dwóch lekarzy, natomiast w godzinach od 20 do 8 dyżur pełni jeden lekarz - poinformował nas Dariusz Budziński, dyrektor zabrzańskiego szpitala.

    Matura na oddziale onkologii. Pierwsza w historii szkoły

    "Jestem pełna obaw"

    W takiej sytuacji rodzice, którzy dotychczas leczyli swoje dzieci w Katowicach mają spore obawy. Dotyczy to zwłaszcza opiekunów małych pacjentów z guzami mózgu.

    • Od pół roku słyszeliśmy, że nic nie wiadomo. Jestem pełna obaw, gdyż nasz lekarz nie przeszedł do Zabrza, a lekarze powiedzieli mi wprost w poniedziałek na wizycie, że nie mają dokumentacji, nie znają się na rozpoznaniu syna, nie mają protokołów leczenia. Oczywiście nie zostaliśmy zostawieni. Chemioterapię syn miał podaną po konsultacjach z innymi zewnętrznymi lekarzami. Tylko, że to się nie może tak odbywać - powiedziała nam pani Roksana, której syn od roku leczy się na nowotwór złośliwy mózgu.

    Wskazuje, że w Katowicach jej dziecko miało dostęp do świetnego zespołu onkologów, radiologów, anestezjologów i neurochirurgów. Innym pytaniem, które zadaje sobie pani Roksana, to zdolność ratowania życia w trudnych sytuacjach.

    • Co w sytuacji, padaczki, krwawienia wewnątrzczaszkowego, obrzęku mózgu, wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego? Jakie szanse ma moje czy inne dziecko? - zapytała nas matka.

    Pies pomaga w terapii. "Człowiek zrobi coś, czego nie zrobi dla terapeuty"

    Inna z matek - pani Anna - powiedziała nam, że rodzice od dawna piszą w sprawie do różnych instytucji, w tym do konsultanta krajowego w dziedzinie onkologii dziecięcej oraz do Ministerstwa Zdrowia. Kolejna z kobiet, z którymi rozmawialiśmy, wskazała, że nie będzie miała możliwości leczenia dziecka na Górnym Śląsku. Jej syn także ma guza mózgu.

    • Dla nas najbliższym ośrodkiem będzie Kraków albo Warszawa. Z powodu likwidacji oddziału w Katowicach nie możemy także skorzystać z protonterapii - nie ma kto obecnie poprowadzić sprawy syna i konsylium lekarskie nie może poprowadzić - przekazała nam mama kilkuletniego Oliwiera.

    Także inne matki, z którymi rozmawialiśmy, obawiają się o zdrowie swoich dzieci. Najchętniej chciałyby przywrócenia oddziału w onkologicznego w GCZD w Katowicach.

    "Wszystkie miasta są równowartościowe"

    W jednej ze starszych odpowiedzi na pisma rodziców (2025 rok) konsultant krajowy w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej prof. Jan Styczyński wskazał, że nie jest konieczne, aby w Zabrzu działała neurochirurgia, w przypadku gdy GCZD w Katowicach zamierza współpracować z placówką w Zabrzu w tym zakresie. Profesor wskazał także, że nie jest konieczne dla pacjentów onkologicznych również działanie SOR. Wskazał także, że szpital w Zabrzu posiada tomograf, rezonans i inne istotne dla chorych oddziały.

    "Dojazd do ośrodka za pomocą autostrad A4, A1, czy trasy średnicowej nie jest skomplikowany. Śląsk jest metropolią, więc wszystkie miasta są równowartościowe" - pisał w czerwcu 2025 roku krajowy konsultant.

    Zmarła, zanim przyszła komisja. Dramat Hani obnaża słabość systemu

    Dyrektor szpitala w Zabrzu wskazuje na "hipokryzję lekarzy z Katowic"

    Jeszcze 30 czerwca Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka informowało na Facebooku, że mali pacjenci onkologiczni będą mieli zapewnioną "płynną kontynuację leczenia" pod opieką wspólnego zespołu stworzonego z lekarzy i pielęgniarek z ośrodka w Zabrzu i Katowicach. Tak się jednak nie stało.

    Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Zabrzu, w ramach którego zaczęło działać Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej, przesłał nam 2 lipca wyjaśnienia na temat trudnej sytuacji. Dariusz Budziński, dyrektor zabrzańskiego szpitala przekazał nam, że sześcioosobowy zespół z GCZD 1 lipca rozwiązał umowy "z zachowaniem siedmiodniowego okresu uprzedzenia".

    • Jednocześnie wszystkie te osoby poinformowały telefonicznie pracodawcę o przebywaniu na zwolnieniach lekarskich w okresie od 1 do 9 lipca 2026 roku, przy czym - zgodnie z wiedzą szpitala - jeszcze w dniu poprzedzającym złożenie tych oświadczeń, wykonywali pracę na rzecz dotychczasowego pracodawcy - dodał dyrektor.

    Rekordowe zarobki medyków na kontraktach. "To kwestia konkurencji"

    Wskazał przy tym, że w jego opinii takie zachowanie nie jest spójne z listem z 30 czerwca lekarzy z Katowic, w którym pisali, że ich nadrzędnym celem jest bezpieczeństwo pacjentów. SPSK nr 1 miał opracowany plan awaryjny, na wypadek rozwiązania umów przez lekarzy z GCZD, jednak nie uwzględniał on, że wszyscy jednego dnia wezmą zwolnienia lekarskie. Udało się jednak - jak zapewnia dyrektor - zapewnić ciągłość leczenia i opieki.

    Według dyrektora SPSK nr 1, lekarze z Katowic mieli także oczekiwania finansowe, które "znacząco odbiegałyby od standardów obowiązujących w szpitalu". Chcieli utrzymania swoich dotychczasowych zarobków. Dyrektor Budziński wskazał jednak, że nie proponowano im obniżenia wypłat. Mieli być poinformowani o zasadach ewidencji czasu pracy w zabrzańskiej placówce, który miał rozliczać z realnie wykonanej pracy.

    "Szpital nie może akceptować rozwiązań oczekiwanych przez ten zespół"

    Lekarze z GCZD zapewnili, że informacje z zabrzańskiego szpitala są nieprawdziwe i czynnik finansowy nie jest najważniejszy. Napisali, że nikt nie próbował z nimi poważnie rozmawiać o warunkach zatrudnienia. Ostatnie pismo z odpowiedzią na jedną z ich próśb miało wpłynąć z SPSK nr 1 dopiero w piątek, 26 czerwca, po południu.

    • Szpital nie może akceptować rozwiązań oczekiwanych przez ten zespół, które utrudniałyby rzetelne dokumentowanie rzeczywiście wykonywanej pracy lub osłabiały kontrolę nad prawidłowym wykorzystaniem środków przeznaczonych na finansowanie świadczeń zdrowotnych - twierdzi dyrektor Budziński z Zabrza.

    "Chcemy wyraźnie stwierdzić, że wystosowane przez nas postulaty dotyczące warunków zatrudnienia odnoszą się jedynie do utrzymania dotychczasowego wynagrodzenia oraz otrzymania gwarancji dalszego zatrudnienia, a nie jakichkolwiek innych żądań płacowych. Zgodnie bowiem z podpisanym przez szpitale porozumieniem, wszystkie warunki zatrudnienia, mogą zostać niezwłocznie zmienione przez nowego pracodawcę, bez zagwarantowania nam jakiegokolwiek okresu stabilności zatrudnienia" - przekazali w swoim piśmie lekarze z Katowic.

    Czytaj cały artykuł u źródła — TVN24

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era