Po ukraińskich atakach na infrastrukturę energetyczną i rafinerie produkcja benzyny w Rosji pokrywa już tylko 65 proc. krajowego zapotrzebowania. W efekcie Moskwa zwiększyła import paliwa i wprowadziła zakaz eksportu wybranych produktów naftowych - podał Reuters.
Najważniejsze informacje:
Po uderzeniach ukraińskich dronów część rosyjskich rafinerii wstrzymała produkcję, w tym dwa największe zakłady w Kstowie i Omsku.
Rosja zaczęła importować olej napędowy i benzynę z Białorusi, a w lipcu sprowadzała benzynę także drogą morską z Indii.
Na niektórych stacjach benzynowych porządku pilnują paramilitarne bojówki Kozaków.
Skandal w Namysłowie. Wszystko się nagrało. I te tłumaczenia
Reuters podał, że skutki ukraińskich ataków na rafinerie i infrastrukturę energetyczną przełożyły się na wyraźne braki benzyny na rynku krajowym. Według ustaleń agencji obecna produkcja zaspokaja jedynie 65 proc. popytu w Rosji .
Rozmówcy Reutersa przekazali, że zniszczenia spowodowane przez ukraińskie drony doprowadziły do wstrzymania produkcji w wielu rafineriach. Wśród nich wymienili dwie największe: zakład w Kstowie w obwodzie niżnonowogrodzkim oraz rafinerię w Omsku na Syberii. Wskazali też na duże zakłady w Saratowie.
Źródła agencji oceniły, że niedobór paliw sięga 35 proc. w relacji do zapotrzebowania o tej porze roku, gdy ludzie więcej podróżują. Reuters zaznaczył jednocześnie, że rosyjskie ministerstwo energii nie odpowiedziało na prośbę o komentarz do tych informacji.
Dlaczego Rosja zwiększyła import paliwa i zakazała eksportu?
Rosja wprowadzała zakaz eksportu oleju napędowego, benzyny i paliwa lotniczego, a w czerwcu rozpoczęła import oleju napędowego i benzyny z Białorusi. W lipcu zaczęto również sprowadzać benzynę drogą morską z Indii.
Wicepremier Rosji Aleksandr Nowak powiedział w środę podczas transmitowanego w telewizji posiedzenia rządu, że "stało się jasne, iż obecna sytuacja na stacjach paliwowych powoduje zaniepokojenie opinii publicznej".
Niedobory paliw sprawiły, że na niektórych stacjach benzynowych paramilitarne bojówki Kozaków , wspierające w ostatnich latach policję, starają się nie dopuścić do chaosu.
W kurorcie Anapa nad Morzem Czarnym dziennikarz agencji Reutera rozmawiał z jednym z Kozaków pilnujących porządku na stacji benzynowej. Ubrany w białą koszulę i czarną futrzaną czapę Jurij Komarow powiedział, że jego zadanie polega na tym, by ludzie mogli "zatankować jak najefektywniej".
Absolwentka dziennikarstwa na UW i UMCS. Pracowała w PAP i naTemat.pl, obecnie redaktorka WP Wiadomości. Interesuje się literaturą historyczną i reporterską oraz podróżami.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości