RAK
    NIK w Operze Krakowskiej. Raport z tej kontroli wprawia w osłupienie

    NIK w Operze Krakowskiej. Raport z tej kontroli wprawia w osłupienie

    1389 odsłon
    NIK w Operze Krakowskiej. Raport z tej kontroli wprawia w osłupienie

    Przyznam szczerze, że znudziło mnie czytanie raportów pokontrolnych NIK w polskich instytucjach kultury . Czasem leciały głowy, częściej dyrektorzy śmiali się w głos z ustaleń izby, a po przeciwległych stronach barykady niezmiennie stawali wierni słudzy dotychczasowego establishmentu i niesieni rewolucyjnym zapałem podchorążowie.

    Rzadko wynikało z tego cokolwiek konstruktywnego. Tym bardziej, że nigdy nie było wiadomo, kto z kim trzyma, komu się lepiej podlizać i kto znienacka pociągnie za sznurki, niszcząc życiowy dorobek nielubianego artysty bądź dziennikarza.

    Kontrola w Operze Krakowskiej

    Raport z kontroli w Operze Krakowskiej wprawił mnie jednak w osłupienie – nie tyle skalą nadużyć, ile bezbrzeżną ufnością zarządcy instytucji, że jakoś to będzie, a jak nie, to i tak z czasem rozejdzie się po kościach.

    Piotr Sułkowski został dyrektorem Opery Krakowskiej we wrześniu 2022 r. NIK przeprowadziła kontrolę na wniosek zgłoszony w ubiegłym roku przez posłankę Darię Gosek-Popiołek, wiceprzewodniczącą Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, po audycie Urzędu Marszałkowskiego, sygnalizującym błędy w przetargach i planowaniu zamówień publicznych oraz nieprawidłowości w wypłatach nagród dla zastępców dyrektora.

    Gosek-Popiołek uwzględniła też w swoim wniosku skargi pracownicze oraz wątpliwości dotyczące programowania kolejnych sezonów Opery. Podczas kontroli – analizującej funkcjonowanie instytucji, zarządzanie jej działalnością, zatrudnianie i wynagradzanie pracowników oraz gospodarowanie majątkiem od początku kadencji Sułkowskiego aż do końca 2024 r. – uwzględniono też zdarzenia wcześniejsze i późniejsze, powiązane bezpośrednio z jego bieżącą działalnością.

    Ustalenia NIK po kontroli w Operze Krakowskiej

    I wyszło jak u Przybory: fasada rozpadła się z trzaskiem, ujawniając nadużycia wręcz groteskowe: zatrudnienie w roli wicedyrektora do spraw technicznych osoby bez odpowiedniego wykształcenia – zastępcy Sułkowskiego z poprzedniej dekady, kiedy był szefem Warmińsko-Mazurskiej Filharmonii w Olsztynie; rekrutacje bez przeprowadzania wymaganej procedury naboru i publikacji ogłoszeń, w kilku przypadkach na stanowiska, które jeszcze nie istniały.

    A ponadto: stawianie kandydatom nadmiernie uszczegółowionych wymagań, skrojonych pod konkretne osoby (jedną z pierwszych decyzji Sułkowskiego było zatrudnienie na stanowisku kierownika rozwoju Piotra Rozkruta, dawnego przełożonego dyrektora, zatrzymanego w 2006 r. przez CBA w związku z zarzutem milionowej korupcji w przetargu na wyposażenie nowego gmachu), w innych zaś nieuzasadnione obniżanie tychże wymagań; wynagradzanie faworyzowanych pracowników ponad limit zapisany w regulaminie instytucji; uporczywe lekceważenie zgłaszanych przypadków mobbingu ; oraz konflikt interesów, wynikający z zatrudnienia w charakterze osoby odpowiedzialnej za organizację wydarzeń reprezentanta firmy zewnętrznej, współpracującej z operą przy tych samych przedsięwzięciach.

    Na tym nie koniec: Sułkowski przez pierwsze dwa lata kadencji nie powołał przewidzianej regulaminem Rady Artystyczno-Programowej. Dyrygował poza operą ile wlezie i gdzie się dało – inna rzecz, że w większości przypadków za sformułowanym w umowie przyzwoleniem Zarządu Województwa Małopolskiego, organu prowadzącego Opery Krakowskiej.

    W 2023 r. zignorował list otwarty ludzi kultury w sprawie polityki repertuarowej teatru , a raczej jej braku – którego sygnatariusze zwracali uwagę, że pierwszy sezon pod wodzą Sułkowskiego był zarazem pierwszym w historii zespołu, w którym nie odbyła się żadna premiera operowa.

    Wisienką na NIK-owskim torcie okazały się ustalenia, że z czterech podmiotów serwujących alkohol w gmachu Opery tylko jeden dysponował odpowiednimi zezwoleniami, a organizowane przez teatr spotkania WinOpera, łączące występy śpiewaków z degustacją trunków – naruszały postanowienia ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

    Ludzka krzywda, finansowe nadużycia, działania poza granicą prawa

    Brzmiałoby to wszystko zabawnie, gdyby nie było tak smutne. A zarazem trudne do wytłumaczenia nieprzejednanym obrońcom dyrektora Sułkowskiego, obstającym uparcie przy twierdzeniu, że wszystko to dzieje się w chwili, kiedy Opera Krakowska zaczyna odnosić „światowe sukcesy” (nie ujmując nikomu, na letnim festiwalu operowym w bułgarskim Płowdiw), i że „wygląda to na kolejny zaplanowany lincz na dyrektorze instytucji kultury”, jak stwierdził w jednym z komentarzy pewien usłużny recenzent krakowskich spektakli.

    Przeważają argumenty w stylu „po co drążyć” i pretensje pod adresem zwolenników „jedynie słusznej lewackiej linii programowej”. Publiczność z entuzjazmem wylicza nowe produkcje teatru, bez krztyny refleksji mieszając pojedyncze inscenizacje dzieł z żelaznego repertuaru operowego z musicalami, operetkami i spektaklami tanecznymi w rodzaju „Gershwin… in Blue”, w którym „tajemniczy Czarodziej Snów zabiera nas w podróż przez czas i przestrzeń”.

    A przecież wcale nie tak sędziwi bywalcy pamiętają inscenizacje „Juliusza Cezara” Händla, „Opowieści Hoffmanna” Offenbacha, „Króla Ubu” i „Czarnej maski” Pendereckiego , „Montecchich i Capulettich” Belliniego – z czasów, gdy zespół Opery Krakowskiej nie miał jeszcze własnej siedziby.

    Pamiętają też wielkie rozczarowanie szkaradnym i niefunkcjonalnym gmachem projektu Romualda Loeglera – z olbrzymią sceną, maleńką widownią i niespełniającymi podstawowych wymogów akustycznych salami prób. Sułkowski dostał tego potwora w spadku po poprzednim dyrektorze Bogusławie Nowaku i zamiast dołożyć wszelkich starań, by przeistoczyć nieprzyjazną i źle wykorzystaną przestrzeń teatru w miejsce spotkań i kuźnię gustów krakowskiej publiczności, zajął się budowaniem własnego imperium i przekonywaniem słuchaczy, że prowadzi zespół na europejskim poziomie: z udziałem „gwiazd” wokalistyki i „renomowanych” realizatorów z zagranicy. Kosztem ludzkiej krzywdy, nadużyć finansowych, działań na granicy albo i poza granicą prawa.

    Niewiarygodne, ale według ustaleń Radia Kraków marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka – mimo miażdżącego raportu NIK – i tak postanowił zwrócić się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wnioskiem o bezkonkursowe przedłużenie kadencji Sułkowskiego o kolejne pięć lat.

    I tu jest jeden z psów pogrzebanych.

    Dlaczego brakuje dobrych dyrektorów instytucji kultury

    Zawodzą nie tylko dyrekcje instytucji kultury – nie sprawdzają się też odpowiedzialne za ich nadzór i finansowanie podmioty publiczne: upartyjnione, niezainteresowane ich działalnością, niezdolne do choćby amatorskiej oceny poziomu ich oferty. Decentralizacja polityki kulturalnej zakończyła się w Polsce fiaskiem, za co odpowiadają najrozmaitsze czynniki, między innymi głęboki kryzys edukacji i powszechny zanik kompetencji społecznych.

    Większość dyrektorów oper i innych obiektów muzycznych nie ma odpowiedniego przygotowania do pracy z ludźmi, nie umie pozyskiwać szacunku i zaufania zespołu, nie potrafi motywować go do dalszego rozwoju. Cechuje ich za to niepojęta zdolność mamienia odbiorców „światową renomą” wykonawców, wyjątkowością repertuaru i „najwyższym poziomem artystycznym” produkcji.

    Zawodzą wszelkie mechanizmy kontrolne: mniejsze ośrodki nie kształcą kompetentnych krytyków, recenzenci mediów ogólnopolskich omijają „prowincję” szerokim łukiem albo zbywają jej przedsięwzięcia miałkimi, z pozoru pochlebnymi notkami.

    Kolejnym problemem jest rosnący izolacjonizm kulturowy Polaków. Zagranica interesuje nas o tyle, o ile służy do wypromowania rodzimych twórców i artystów. Działanie według wzorców sprawdzonych w Europie i na świecie jest już poza sferą naszych priorytetów.

    Nie zamierzam w tym miejscu usprawiedliwiać Piotra Sułkowskiego, ale gdyby w którymkolwiek z polskich teatrów operowych obowiązywała reguła kilkuletniego oswajania nowego dyrektora ze specyfiką zespołu i stopniowej zmiany profilu artystycznego sceny, pole do wszelkich nadużyć skurczyłoby się raptownie.

    Dobrze by też zrobiło polskim instytucjom muzycznym otwarcie na specjalistów z zewnątrz. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie zatrudnienie obcokrajowca na kierowniczym stanowisku w operze lub filharmonii uchodzi za dotkliwy cios w dumę narodową.

    Na koniec zostawiłam sobie to, co mnie boli najbardziej. Kompletną erozję praworządności, empatii i poczucia sprawiedliwości. No i co z tego, że dyrektor złamał statut instytucji, dzielił pieniądze między swoich i sprzedawał alkohol bez koncesji? Przecież wszyscy tak robią.

    Otóż nie wszyscy. Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca, że zacytuję klasyka.

    „Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie.

    Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

    Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów

    Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów

    29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego

    Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

    TP Online: Dostęp roczny online

    Inne artykuły tego autora

    Czytaj cały artykuł u źródła — Tygodnik Powszechny

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era