
Niewielkie mieszkanie na wrocławskich Gajowicach. To tu Andrzej Staniszewski gromadzi wszystkie swoje muzyczne skarby. 4700 płyt CD, 500 winyli, pamiątki z koncertów, wylicytowane za krocie unikaty, zdjęcia z gwiazdami z całego świata.
Najcenniejszy jest dla mnie ręcznik Michaela Buble, który rzucił w tłum podczas koncertu, a mojej córce udało się go złapać. Jaka to była radość, coś nie do opisania – opowiada naszej reporterce.
W honorowym miejscu leży srebrna skrzynka, w której znajdują się perełki z koncertu Michaela Jacksona: czapka z daszkiem, bilet, a na dnie paczka chusteczek higienicznych. Jak się okazuje, są tam zawsze, bo kiedy Andrzej otwiera walizkę, natychmiast się wzrusza. Wiem z góry, że będę płakał, więc chusteczki są zawsze w pogotowiu – mówi RMF FM Wrocławianin.
Podczas rozmowy szybko okazuje się, że to nie są słowa rzucone na wiatr. Już pierwsze pytanie naszej reporterki – o jubileuszowy koncert wywołuje w Andrzeju wielkie wzruszenie i potok łez. Blisko 40 lat podróżowania za gwiazdami, tyle pięknych chwil, tyle spotkań, spełnionych marzeń, trudno o tym opowiadać bez emocji. W końcu przyszła kolej na koncert numer 300 – z tej okazji zobaczę na berlińskiej scenie Bruno Marsa – opowiadał Staniszewski tuż przed wyprawą. W centralnym punkcie mieszkania stoi postać gwiazdora w realnych rozmiarach.
Nieważne pieniądze, ważne przeżycia
Lista koncertów, na których Andrzejowi udało się być, jest naprawdę imponująca. Ukochana Shade, Alicia Keys, której wręczył kwiaty, Lion Richi, z którym siedział przy jednym stole, jeden z największych idoli - George Michel, Michael Jackson, Bary White. Wiele gwiazd widział dwa, a nawet trzy razy. Bilety i koszty wyjazdów pochłonęły fortunę, ale Andrzej nigdy tego nie liczył.
To jest bezcenne: emocje, jakie mi towarzyszą, radość i chociaż często podróżuję z rodziną i koszty są spore, to dla mnie nie ma żadnego znaczenia, nie przeliczam tego na pieniądze. Liczy się muzyka. To jest całe moje życie. Nie ma dnia, żebym nie myślał o niej, o ludziach, którzy ją tworzą – mówi wyraźnie wzruszony Staniszewski reporterce RMF FM Martynie Czerwińskiej.
Każdy koncert jest zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli wydarzenie odbywa się dwa dni z rzędu, Andrzej stara się kupić bilety na drugi dzień koncertowy . Do sieci trafiają często filmy fanów, więc studiuję każdy fragment i dzięki temu znam scenariusz wydarzenia. A to z kolei poprawia moje szanse na spotkanie z gwiazdą. Na przykład wiem, po jakiej piosence piosenkarz zejdzie z których schodów. Mogę się wtedy na niego przyczaić, aby zrobić wspólne zdjęcie, przekazać prezent albo zdobyć jakiś gadżet – tłumaczy RMF FM.
Tę wielką pasję wspiera najbliższa rodzina Andrzeja: żona, dziś dorosłe już dzieci, oraz wnuki, których stara się zarazić miłością do muzyki. Córki ze mną często podróżują, polują na bilety w dobrych rzędach. Zięć śledzi różne aukcje, ostatnio zdobył dla mnie unikatową płytę winylową Dawida Podsiadło za ponad 3 tysiące złotych – opowiada pan Andrzej.
Jubileuszowy koncert
W ostatnią niedzielę czerwca, kiedy padały rekordy wysokiej temperatury w tej części Europy, na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zebrało się 70 tysięcy osób. Wśród nich pan Andrzej uzbrojony w plakat z numerem 300. To była nie tylko historyczna chwila dla Wrocławianina, ale także artysty. Bruno Mars zamykając niemiecką część trasy „The Romantic Tour”, podarował fanom dwugodzinne, perfekcyjnie dopracowane show.
„Fenomenalne nagłośnienie i światowej klasy show. Jestem szczęściarzem, że tam byłem . Wyjątkowe było absolutnie wszystko” – napisał pan Andrzej naszej reporterce po całym wydarzeniu. Od pierwszych dźwięków otwierającego „24K Magic”, stadion zamienił się w gigantyczny parkiet taneczny. Wokalista bez wysiłku przechodził od energetycznych układów choreograficznych do intymnych ballad. Największy aplauz wzbudziły utwory „Treasure”, „Uptown Funk” oraz kultowe „Just the Way You Are”, zaśpiewane wspólnie z tysiącami fanów. Andrzej Staniszewski jest przekonany, że magiczna liczba 300 szybko wzrośnie. Mam w planach jeszcze wiele koncertów, dopóki siły i pieniądze pozwolą, to będę jeździł. Nie widziałem jeszcze na żywo choćby Eltona Johna, to się musi w końcu zmienić – mówi.
We wrześniu Wrocławianin zaprasza na wystawę muzycznych gadżetów i otwarte spotkanie z miłośnikami muzyki . Wydarzenie odbędzie się w Długołęce.