W dobrą stronę, ale wciąż to mały krok, zamiast dużego - tak można podsumować reakcje w obozie rządzącym i opozycji na zapowiedzi reform w ochronie zdrowia. Główne zarzuty to sięganie po pomysły, które od dawna leżały na stole, brak zapowiedzi większej konsolidacji szpitali i nieprecyzyjne deklaracje dotyczące np. limitów wydatków szpitali na wynagrodzenia.
Ministerstwo Zdrowia przedstawiło pakiet zmian, który ma być odpowiedzią na aferę wokół Szpitala Południowego oraz budzące emocje kwestie wysokich wynagrodzeń medyków. Główne założenia to: likwidacja kominów płacowych, maksymalne stawki za godzinę pracy lekarza (240 zł brutto) oraz procentowy limit wydatków szpitala na wynagrodzenia. Do tego dojdzie nakaz zatrudnienia medyka na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu i zakaz zawierania kontraktów z pośrednikami jak spółki lekarskie. Dużo bardziej szczegółowo (w wymiarze godzinowym, a nie średniotygodniowym) ewidencjonowany ma być czas pracy lekarzy, co ma zapobiec wykazywaniu pracy w kilku miejscach naraz.
Szybciej ma być też wdrożona Centralna e-Rejestracja oraz pojawić się ma nowy element w postaci e-Kolejki – co ma ukrócić proceder wpychania się przed innych pacjentów.
Jest nie do poznania. Przykre okoliczności metamorfozy
Resort nie dotknął jednak sprawy tzw. ustawy podwyżkowej, gwarantującej medykom coroczne, wysokie podwyżki, nie zapowiedział też szerszej konsolidacji szpitali ani nie uprościł struktury organów prowadzących te placówki.
Wrażenia mieszane
Jeśli chodzi o ocenę pakietu, to widać mieszane wrażenia po publikacji pomysłów przez resort zdrowia.
Na pewno główną zaletą jest to, że pakiet się pojawił.
Pani minister przedstawiła oczekiwane zmiany. To pomysły, które dojrzewały od dawna. Pytanie, jaka będzie reakcja personelu medycznego. Na pewno będę pomagał, ile będę mógł, we wdrażaniu tych rozwiązań - mówi Bartosz Arłukowicz, europoseł KO. Jednocześnie pakiet próbuje rozwiązać problemy, o jakich ostatnio zrobiło się głośno. Jak chociażby opisaną w Wirtualnej Polsce spółkę neurochirurgów, która mogła wystawiać rachunki nawet z cennikiem 26 tys. zł na godzinę i ponad 300 tys. zł dniówki. Po tych zmianach tego typu możliwości mają zniknąć.
Proponowane zmiany idą w dobrą stronę, ale wiele z nich trzeba doprecyzować. Są takie, które na pewno warto poprzeć, jak wykluczenie spółki czy spółdzielni. Osobiście spodziewałem się zapowiedzi zmian systemowych, a nie tylko porządkujących, ale widocznie taka była koncepcja - mówi senator Lewicy Wojciech Konieczny, były wiceminister zdrowia. Bez zmian systemowych
Uwagi, że to rozwiązania korygujące, a nie systemowe, powtarzają się regularnie wśród naszych rozmówców. - Lepiej było zacząć od racjonalizacji oddziałów szpitalnych, zdecydować, które oddziały mają zostać w których szpitalach. To by uwolniło kapitał ludzki i zracjonalizowało wydatki. A te zmiany próbują ograniczyć płace i osiągnąć podobny efekt od innej strony, bez ruszania systemu - mówi nam polityk koalicji.
Także zdaniem Marka Sawickiego z PSL potrzebne byłyby dalej idące zmiany.
Jak wynika z naszych informacji, wprowadzenie rozwiązań dotyczących racjonalizacji sieci szpitali było analizowane, ale ostatecznie uznano, że nie będzie możliwe politycznie, bo zostaną one zastopowane przez prezydenta Karola Nawrockiego .
Są obawy
Przedstawione pomysły budzą obawy opozycji.
Ale ze strony NFZ słyszymy, że to mało prawdopodobne, zwłaszcza w przypadku leczenia szpitalnego, które w przeważającej części finansuje NFZ. - Ograniczenia mają dotyczyć nie tylko szpitali będących własnością publiczną, ale także prywatnych, o ile działają na kontrakcie z NFZ. Szpitale autentycznie prywatne w sensie finansowania są niszowe, więc ci lekarze nie będą mieli gdzie odejść, jeśli nie będą pasowały im nasze warunki - zauważa rozmówca.
Kolejna obawa dotyczy presji płacowej: ci zarabiający najwięcej odczują zmiany po kieszeni, ale nasi rozmówcy uważają, że reszta będzie chciała dobić zarobkami maksymalnie blisko 240 zł za godzinę. Pytanie zresztą, czy stawka 240 zł nie pójdzie jeszcze w górę, ponieważ minister zdrowia ma dyskutować o zmianach z medykami. W czwartek ma się spotkać z Naczelną Izbą Lekarską.
Na razie środowisko traktuje te pomysły z dystansem i czeka na więcej szczegółów.
Prezentowany pakiet nie zawiera korekt w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu zawodów medycznych. W tym kontekście rozważane były dwa pomysły. Pierwszy to przesunięcie terminu podwyżek z 1 lipca na 1 stycznia, by zaczynały się razem z rokiem budżetowym. A druga zmiana to korekta wskaźnika podwyżek. Dziś to wzrost przeciętnej płacy, co oznacza w obecnych realiach dużo wyższe podwyżki niż w budżetówce. W tym roku medycy mogli liczyć na ponad 8 proc. podwyżki, gdy budżetówka na 3 proc., czyli na poziomie inflacji.
Gdy pytamy resort zdrowia, słyszymy "analizy trwają". Jak wyjaśnia jeden z naszych rozmówców, była dyskusja na ten temat, ale uznano, że zapowiadane limity najwyższych wynagrodzeń mogą pełnić podobną rolę jak zmiany w tej ustawie. Pytanie więc, czy proponowany limit na wynagrodzenia 240 zł brutto za godzinę długo okaże się aktualny, czy będzie wymagał szybkiej – i może nawet niemałej – waloryzacji, by wynagrodzenia medyków były zgodne z ustawą. Ale nasz rozmówca zbliżony do resortu zdrowia przekonuje, że póki co limit jest tak wykalkulowany, by taka kolizja, przynajmniej przez jakiś czas, nie powinna nastąpić.
Szczegóły pakietu
Pierwszym filarem zmian jest transparentność wynagrodzeń i ograniczenie kominów płacowych. Resort chce wprowadzić maksymalny udział kosztów wynagrodzeń w budżecie szpitala – dziś średnio wynosi on 81,3 proc. Rekomendacje w tej sprawie, uwzględniające siedem poziomów referencyjnych szpitali, ma przygotować do końca sierpnia Agencja Oceny Technologii Medycznych. W przyszłości ministerstwo planuje wprowadzić zachęty dla szpitali, które utrzymają się w rekomendowanych poziomach, oraz kary dla tych, które je przekroczą.
Drugim elementem jest limit stawki godzinowej dla personelu medycznego – proponowana kwota wyjściowa to 240 zł brutto za godzinę. Limit ma objąć również lekarzy rozliczanych procentowo od wykonanej procedury. Jak słyszymy, ma być zlikwidowana praca na akord na zasadzie proc. od wykonanej procedury, choć dopuszczalna będzie kwotowa gratyfikacja za wykonywane procedury.
Resort zapowiedział też pełną kontrolę tzw. procederów walizkowych, czyli zawierania przez szpitale umów ze spółkami pośredniczącymi – jako przykłady takich praktyk padły Miastko i Mogilno. Wprowadzona ma zostać jawność wyników postępowań konkursowych na świadczenia finansowane przez NFZ, tak by wiadomo było, ile kosztuje zatrudnienie danego świadczeniodawcy i na jakich zasadach. Równolegle ministerstwo chce, by pracownik medyczny był zobowiązany do zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu, a praca w innych podmiotach wymagała zgody pracodawcy podstawowego – ma to poprawić organizację pracy i stabilność finansowania placówek.
Zmianie ulegnie też wycena świadczeń – w ostatnim roku 114 procedur, m.in. z zakresu chirurgii kręgosłupa czy kardiologii, zostało skierowanych do ponownej taryfikacji przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Rozszerzone mają zostać także kompetencje kontrolne Narodowego Funduszu Zdrowia i zwiększona liczba kontrolerów NFZ.
Kolejny obszar zmian dotyczy dostępu do leczenia. Centralna rejestracja, która miała być wdrażana przez cztery lata, zostanie przyspieszona do dwóch lat – do końca 2027 r. ma objąć 39 specjalizacji, przy czym już od 1 sierpnia dołączy kolejnych osiem. System ma pokazywać, czy pacjent odbył wizytę, umożliwiać jej przełożenie lub rezygnację z przekazania terminu innej osobie. Nowością ma być też centralna e-kolejka, obejmująca zapisy na zabiegi planowe. Rozwiązanie to ma zostać wdrożone do końca 2026 r.
Resort zapowiedział też zmiany w ustawie o prawach pacjenta, wzmacniające ochronę praw zbiorowych – za dyskryminację pacjentów placówkom będą grozić kary sięgające miliona złotych.
Jak słyszymy, większość tych pomysłów, by wejść w życie, będzie wymagała zmian ustawowych.
Dziennikarz Wirtualnej Polski specjalizujący się w tematyce ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej oraz w tematach politycznych.
Dziennikarz Wirtualnej Polski i Money.pl, zajmujący się tematami politycznymi i gospodarczymi. Prowadzący poranny program "Tłit”.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości