Rosja ma coraz poważniej rozważać uderzenia na cele NATO - informuje David Ignatius z "Washington Post", powołując się na zachodnich urzędników. USA miały ostrzec swoich sojuszników przed tym zagrożeniem, a były dyrektor CIA Bill Burns podkreślił, że ryzyko eskalacji stale rośnie.
Najważniejsze informacje:
Według tekstu Davida Ignatiusa w "Washington Post" Rosja aktywnie analizuje uderzenia w cele NATO.
USA od miesiąca mają ostrzegać europejskich sojuszników przed rosnącym zagrożeniem.
Były dyrektor CIA Bill Burns ocenił, że ryzyko eskalacji jest realne i rośnie.
W opublikowanym w "Washington Post" przed wtorkowym szczytem NATO tekście Ignatius analizuje serię ostatnich doniesień dotyczących możliwych rosyjskich prowokacji wobec państw bałtyckich i Polski.
Poranne pasmo Wirtualnej Polski, wydanie 27.04
Zdaniem autora Kreml może zdecydować się na ograniczone działania przeciwko państwom Sojuszu, licząc na brak zdecydowanej reakcji Waszyngtonu. Jak podkreśla Ignatius, Stany Zjednoczone od około miesiąca mają ostrzegać swoich europejskich partnerów przed wzrostem ryzyka eskalacji.
Putin zaatakuje NATO?
Taką ocenę podziela były dyrektor CIA Bill Burns. "Powiedziałbym, że ryzyko eskalacji jest realne i rośnie, głównie dlatego, że Putin jest pod coraz większą presją w kraju i przegrywa na polu bitwy" - wskazał.
Ignatius zaznacza jednak, że część ekspertów traktuje pojawiające się sygnały jako element presji psychologicznej ze strony Kremla. Według nich doniesienia o możliwych prowokacjach mogą być jedynie kolejnym przykładem rosyjskiego "potrząsania szabelką". Dodatkowo przedstawiciele służb wywiadowczych nie odnotowali dotąd przesunięć wojsk ani innych działań wskazujących na bezpośrednie przygotowania do operacji.
Mimo to, jak podkreśla autor, zachodni urzędnicy dostrzegają niepokojące sygnały.
"Jednak urzędnicy twierdzą, że dostrzegają oznaki, iż Rosja odkurza plany ataków na cele NATO i aktywnie je analizuje" - napisał Ignatius.
Według dziennikarza państwa bałtyckie analizują również możliwe scenariusze odpowiedzi na ewentualne działania Rosji. Cytowany przez niego europejski urzędnik stwierdził, że gdyby na przykład Estonia wykryła funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu wojskowego przekraczających granicę, odpowiedziałaby "kontratakiem".
Wśród potencjalnych punktów zapalnych wymieniane są Obwód Królewiecki oraz Białoruś. Przedstawiciele NATO, na których powołuje się Ignatius, wskazują, że rozmieszczenie wojsk Sojuszu w pobliżu granicy z rosyjską eksklawą mogłoby zostać wykorzystane przez Władimira Putina jako pretekst do podjęcia działań militarnych.
Na zakończenie autor stawia pytanie o możliwość zatrzymania dalszej eskalacji konfliktu.
"Kto mógłby powstrzymać tę spiralę wojny i skłonić dwóch zakrwawionych bojowników do zawarcia porozumienia pokojowego?" - pyta Ignatius, wskazując następnie na prezydenta USA Donalda Trumpa. "Na szczycie NATO w Ankarze świat przekona się, czy traktuje to zadanie poważnie" - konkluduje.
Redaktor Wirtualnej Polski. Wcześniej pracował w portalu TVN24. Zainteresowany polityką, o której zapomina, gdy jedzie w góry. Łodzianin, który przeniósł się do Warszawy po studiach, ale wciąż zaangażowany w życie swojego rodzinnego miasta.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości