Czy media społecznościowe bezpowrotnie niszczą kulturę klubową pokolenia Z? Jak pokazuje niezwykle ciekawy materiał opublikowany przez BBC, współczesne imprezy przestały być dla młodych ludzi przestrzenią nieskrępowanej zabawy, a stały się źródłem paraliżującego stresu. Przedstawiciele Gen Z na parkiecie czują się stale monitorowani – z lękiem omijają obiektywy klubowych promotorów, a w tłumie z niepokojem wypatrują smartfonów czy ukrytych w okularach kamer, należących do przypadkowych nieznajomych. Dawniej wstydliwa wpadka po kilku drinkach uchodziła na sucho; zostawała w pamięci uczestników lub – w najgorszym wypadku – lądowała w rozmazanym albumie na Facebooku. Dzisiaj jedno niefortunne, nagrane bez wiedzy autora nagranie może w kilka godzin stać się viralem i bezpowrotnie przekreślić szanse na przyszłą karierę zawodową.
Eksperci ze świata neuronauki potwierdzają, że ten permanentny lęk przed publicznym upokorzeniem w sieci podświadomie i drastycznie modyfikuje zachowania młodych. Zamiast czystego, euforycznego zatracenia się w tańcu, na imprezach dominuje nieustanny filtr autokreacji oraz strach przed bezduszną oceną internetowych obserwatorów. Efekt tej presji widać już w statystykach na Wyspach Brytyjskich – tamtejsze Zetki coraz chętniej omijają głośne, naszpikowane technologią kluby, uciekając w stronę klimatycznych pubów, w których łatwiej o dawną, analogową anonimowość i autentyczną rozmowę. Patrząc na te doniesienia, aż ciśnie się na usta pytanie: jak na tym tle wypada Polska i czy rodzime Zetki również zaczynają tęsknić za imprezowaniem bez wszechobecnych smartfonów?
Źródło: BBC.com
Doktor nauk humanistycznych, antropolog kulturowy, związany z serwisem benchmark.pl od 10 lat, wykładowca w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego. Dawniej współpracujący m.in. z serwisami Komputer Świat, WhatNext, Gamezilla, GameFaction oraz mediami lokalnymi. Po pracy kolarz amator, miłośnik koszykówki (fan San Antonio Spurs), zaczytany w literaturze faktu i epickim fantasy (im bardziej epickie, tym lepiej), fan klasycznego rapu i jeszcze bardziej klasycznego rocka, choć w mniejszym wymiarze. Zakochany we wszystkim, co stworzył Quentin Tarantino i wszystkim, co działo się z Gwiezdnymi Wojnami przed erą Disneya.