
Pani Sylwia 20 lat temu nieomal utonęła na jeziorze Niesłysz. 14-latka resztkami sił walczyła o życie, choć z brzegu wyglądało to jak zabawa w nurkowanie. Był jednak ktoś, kto dostrzegł, że sytuacja jest krytyczna i postanowił działać. Życie pani Sylwii zostało uratowane. Po dwóch dekadach kobieta poczuła się gotowa, by odnaleźć ratownika i mu podziękować. Pomógł w tym Polsat News.
Polsat News Przed 20 laty pani Sylwia, wówczas 14-latka, otarła się o śmierć podczas obozu harcerskiego nad jeziorem Niesłysz w województwie lubuskim . Z dwiema koleżankami wypłynęła w głąb jeziora na materacu. Wystarczyła chwila nieuwagi i sytuacja zrobiła się dramatyczna - dwóm dziewczynkom udało się dopłynąć do brzegu, lecz pani Sylwia zaczęła tonąć.
14-latka szybko opadła z sił i zaczęła opadać w stronę dna. Jej chłopak i inne osoby zgromadzone na plaży nie dostrzegły zagrożenia, myśląc, że cała sytuacja to zabawa. Pani Sylwia zapamiętała z tego momentu "największą ciszę, jaką można usłyszeć" .
WIDEO: NIEWZYKŁA HISTORIA PANI SYLWII
Odpuściłam w końcu i w pewnym momencie zobaczyłam, jak mężczyzna skacze z pomostu. Wzięłam ostatni oddech i chciałem wierzyć w to, że on płynie po mnie. Faktycznie, wyciągnął mnie za rękę - powiedziała Polsat News pani Sylwia.
Nie pamiętam dokładnie, co się stało. Wyciągnął mnie na brzeg i chyba nie zdążyłam mu podziękować. 20 lat żyłam z tą myślą, że dzięki niemu mam rodzinę - wyjaśniła kobieta.
Po 20 latach pani Sylwia postanowiła odnaleźć osobę, która uratowała jej życie
Po 20 latach od traumatycznego momentu pani Sylwia, dziś matka i żona, poczuła w sobie gotowość, by odnaleźć i podziękować osobie, która ją uratowała . W tym celu opublikowała wpis w mediach społecznościowych, a na ten trafili dziennikarze Polsat News.
Poprzez kontakt telefonicznym z komendami hufców ZHP, które mieściły się kiedyś nad jeziorem Niesłysz, udało się odnaleźć pana Damiana. Mężczyzna już 20 lat temu był młodszym ratownikiem , a dziś - podobnie jak pani Sylwia - jest mieszkańcem Wrocławia. Pan Damian sam trafił także na wpis uratowanej kobiety i zdecydował się na niego odpowiedzieć.
Przypomnieliśmy sobie tę sytuację i pamiętam ją dobrze. Nie byłem w tej akcji ratowniczej sam. Był mój tato, mój kuzyn (…), którzy zawsze mnie asekurowali, skakali razem ze mną do tych akcji - powiedział pan Damian.
Po prostu ja byłem najszybszy, byłem sportowcem, więc biegłem pierwszy, skakałem najdalej, płynąłem najszybciej i po prostu łapałem osobę, która była najbardziej zagrożona - wyjaśnił mężczyzna.
Pani Sylwia chce osobiście podziękować panu Damianowi, na co ten przystał. Ludzie, których 20 lat temu połączyła wyjątkowa więź, mają spotkać się pod koniec lipca .