Warszawska Prokuratura Okręgowa umorzyła śledztwo dotyczące majowej interwencji policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. Śledczy ostatecznie uznali, że funkcjonariusze nie popełnili przestępstwa, wchodząc do lokalu po fałszywym zgłoszeniu o rzekomej próbie samobójczej dziecka. Decyzja nie jest prawomocna.
Najważniejsze informacje:
Policjanci weszli do mieszkania Tomasza Sakiewicza na skutek fałszywego zgłoszenia o bezpośrednim zagrożeniu życia dziecka.
Prokuratura stwierdziła, że funkcjonariusze działali w stanie wyższej konieczności i nie przekroczyli uprawnień.
Śledczy negatywnie ocenili zachowanie Tomasza Sakiewicza oraz jego asystentki, która odmawiała współpracy i wylegitymowania przez policję.
Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku
Do interwencji doszło w maju po tym, jak policjanci otrzymali zgłoszenie o dziecku, które miało chcieć popełnić samobójstwo . Funkcjonariusze nie wiedzieli, że alarm był fałszywy.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował, że żaden przepis nie przyznaje policji wprost prawa wejścia do cudzego mieszkania bez zgody uprawnionego w przypadku zagrożenia życia.
Prokurator wyjaśnił, że funkcjonariusze opierali się na zgłoszeniu o bezpośrednim zagrożeniu. - Funkcjonariusze, których zachowanie prokurator badał, działali pod dużą presją czasową, co wynikało z charakteru przekazanego im zgłoszenia. Działali w pełni usprawiedliwionym, acz błędnym przekonaniu, że udają się do miejsca, gdzie istnieje bezpośrednie zagrożenie życia ludzkiego w wyniku targnięcia się na własne życie. Potrzeba interwencji miała nadany status pilny - wyjaśnił rzecznik warszawskiej prokuratury.
Ocena zachowania domowników
Prokuratura negatywnie oceniła postawę Tomasza Sakiewicza oraz obecnej na miejscu asystentki, która odmawiała wylegitymowania się. Kobieta oczekiwała od policjantów okazania legitymacji służbowych.
Jak wyjaśnił rzecznik, funkcjonariusze byli umundurowani, w związku z czym, wbrew oczekiwaniom pokrzywdzonej, nie mieli oni obowiązku okazywania swoich legitymacji służbowych, a przeprowadzający interwencję dowódca patrolu przedstawił się ze stopnia, imienia i nazwiska na początku interwencji.
Błędy dyscyplinarne i kwestia protokołu
Śledczy dopatrzyli się w działaniach interweniujących policjantów błędów, jednak uznali, że nie wyczerpują one znamion przestępstwa. Prokurator wskazał, że uchybienia powinny być rozpatrywane wyłącznie w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej.
Zastrzeżenia budził fakt sporządzenia protokołu dopiero na komendzie i bez udziału asystentki Sakiewicza . Śledczy nie znaleźli jednak podstaw do zakwestionowania godziny jego sporządzenia.
Dalsze kroki w sprawie
Postanowienie o umorzeniu śledztwa liczy 38 stron. Decyzja nie jest prawomocna, a stronom przysługuje prawo zaskarżenia jej do sądu. Decyzja o ewentualnej publikacji nagrań z kamer nasobnych policjantów zapadnie dopiero po zanonimizowaniu wizerunków uczestników interwencji.
Równolegle w Komendzie Stołecznej Policji toczy się postępowanie służbowe. Ma ono ocenić prawidłowość działań funkcjonariuszy pod kątem ewentualnych przewinień dyscyplinarnych.
Redaktor WP Wiadomości. W mediach od 2015 roku. Zaczynał w Polskiej Agencji Prasowej, później związany z "Faktami" TVN. Z wykształcenia politolog.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości