
Liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen ogłosiła we wtorek 7 lipca start w wyborach prezydenckich, zaplanowanych we Francji na 2027 r. Jednak sprawa dotycząca defraudacji środków unijnych, w której jest oskarżona, może wciąż zaważyć na jej drodze do Pałacu Elizejskiego.
Sprawa Le Pen jest na tyle skomplikowana, że jej interpretacja wzbudziła wiele kontrowersji we francuskim środowisku prawniczym. Zawiłe i dyskusyjne kwestie prawne komplikuje polityczny wymiar postępowania i jego bezprecedensowy charakter.
To „sytuacja absolutnie wyjątkowa w historii V Republiki” – tymi słowami deklarację Le Pen o starcie w wyborach opisał Paul Laubacher, dziennikarz konserwatywnej gazety „Le Figaro”, który od lat śledzi polityczne aspiracje jej rodziny.
Le Pen zdecydowała się na start wbrew powszechnym oczekiwaniom. Pierwsza tura wyborów zaplanowana jest na 18 kwietnia, a druga na 2 maja 2027 roku.
Le Pen ogłasza start mimo wyroku
Kilka godzin przed ogłoszeniem startu w wyborach Le Pen siedziała na ławie Paryskiego Sądu Apelacyjnego i wysłuchiwała wyroku w sprawie dotyczącej zatrudniania przez europosłów jej partii asystentów w Parlamencie Europejskim. Sąd podtrzymał wyrok pierwszej instancji i uznał Le Pen za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych, skazując ją na trzy lata więzienia w zawieszeniu i rok bezwarunkowego pozbawienia wolności w formie dozoru elektronicznego (poprzez noszenie bransoletki elektronicznej), 100 tys. euro grzywny, a także 45 miesięcy zakazu ubiegania się o stanowiska publiczne, z czego 30 w zawieszeniu.
Sąd pierwszej instancji skazał 31 marca 2025 roku Le Pen na 60 miesięcy takiego zakazu, nakazując jego natychmiastowe wykonanie. Sąd apelacyjny oprócz zmniejszenia wymiaru tej kary zaliczył już Le Pen 15 minionych miesięcy na jej poczet. Dlatego według wyroku drugiej instancji polityczka odzyskała prawo do ubiegania się o stanowiska publiczne, w tym o urząd prezydenta Francji.
Liderka skrajnej prawicy, wychodząc z gmachu sądu apelacyjnego nie skomentowała wyroku i udała się prosto do siedziby swojego ugrupowania, gdzie w gronie najbliższych doradców planowała następny ruch. Tego samego dnia w telewizji TF1 ogłosiła, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Oznajmiła również, że zaskarża sprawę do Sądu Kasacyjnego, dlatego - jej zdaniem - wyrok sądu drugiej instancji nie obowiązuje i jest niewinna.
Kasacja i spór o skutki wyroku
Interpretacja sytuacji prawnej Le Pen po złożeniu wniosku o kasację wzbudziła sprzeczne komentarze wśród francuskich prawników.
Znany sędzia Eric Halphen na antenie radia France Culture ocenił, że Le Pen wciąż obowiązuje pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne wydany w pierwszej instancji, powołując się na jego zdaniem podobne orzeczenie Sądu Kasacyjnego przypadek z 1993 roku.
Prokurator przy francuskim Sądzie Kasacyjnym Remy Heitz powiedział, że dopóki ten sąd nie zajął stanowiska, Le Pen nie jest ostatecznie skazana i obowiązuje ją domniemanie niewinności. Kasacja zawiesza wykonanie wyroku także sądu niższej instancji - dodał w rozmowie z radiem France Inter.
Kluczowa może być decyzja Rady Konstytucyjnej
Kierownik Centrum Prawa Francuskiego WPiA UW Cezary Węgliński skomentował, że debata wokół interpretacji przepisów postępowania karnego w tym przypadku jest ciekawa i nieoczywista, ale nie najistotniejsza. - Kluczowe jest to, że postępowanie karne jest czymś odrębnym wobec prawa wyborczego, a więc te przepisy postępowania karnego nie będą prawdopodobnie miały ostatecznie wpływu na to, czy Le Pen zostanie dopuszczona do wyborów przez odpowiedni organ wyborczy czy nie. To tutaj pojawia się problem - podkreślił Węgliński w rozmowie z PAP.
W wypadku wyborów prezydenckich we Francji tym organem jest Rada Konstytucyjna, której członkowie mianowani są przez prezydenta i przewodniczących Senatu oraz Zgromadzenia Narodowego, co jak tłumaczy Węgliński, sprawia, że sytuuje się ona na pograniczu organu politycznego i władzy sądowniczej.
Ryzykowna strategia liderki RN
„Le Figaro” zauważył, że Le Pen decydując się na start i odwołując się do Sądu Kasacyjnego, który ocenia wyłącznie prawidłowe zastosowanie prawa przez sąd drugiej instancji, wysoko licytuje. Jeśli Sąd Kasacyjny oddali skargę, to Le Pen będzie zmuszona nosić bransoletkę elektroniczną. Jednak będzie mogła kandydować, ale już wtedy jako osoba prawomocnie skazana w aferze o charakterze korupcyjnym.
Jean-Yves Camus, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów zajmujących się skrajną prawicą we Francji, przyznał w rozmowie z PAP, że Le Pen zagrała ryzykownie. Jednak zaznaczył, że był to racjonalny wybór zarówno z perspektywy politycznej, jak i prawnej. Sąd Kasacyjny już zapowiedział, że zrobi wszystko, aby podjąć decyzję w sprawie Le Pen przed pierwszą turą wyborów. Zdaniem eksperta szansa, że tak się stanie jest mała. Camus dodał, że prawnicy Le Pen zapewne będą starali się wnieść jak największą liczbę wniosków do rozpatrzenia w kasacji, aby oddalić w czasie decyzję sądu.
Węgliński ocenił, że sędziowie sądu apelacyjnego musieli mieć świadomość niejasności przepisów i zaoferowali Le Pen możliwość przyjęcia decyzji pozwalającej na bezpieczny start w wyborach, która oznaczałaby jednak, że parlamentarzystka zgadza się z treścią orzeczenia, co było trudne do przyjęcia z politycznego punktu widzenia.
Naukowiec zwrócił także uwagę na polityczny wymiar orzeczeń francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Według Węglińskiego dyskusje wokół roli sądów we Francji „zaczynają przypominać to, co było punktem wyjścia kryzysu praworządności w Polsce” - sądy są oskarżane o to, że przekraczają swoje uprawnienia, podejmując decyzje, które zdaniem niektórych powinny być rozstrzygane na poziomie politycznym, przez prawodawcę.
Czy Rada dopuści Le Pen do wyborów?
Także Camus podkreślił decydującą rolę tego organu, jednak w jego opinii, Rada nie będzie mogła zabronić startu Le Pen, bo zbytnio naraziłaby się wyborcom, którzy odebraliby ten werdykt jako czysto polityczny. - Zupełnie nie wyobrażam sobie, by Rada Konstytucyjna nie dopuściła Marine Le Pen do startu w wyborach, ponieważ byłaby to decyzja o wyraźnie politycznym charakterze. Choćby dlatego, że przewodniczący Rady Konstytucyjnej został nominowany przez Emmanuela Macrona i był ministrem (w rządzie wywodzącym się z obozu prezydenckiego) - wyjaśnił.
Węgliński był ostrożniejszy i zaznaczył, że zakazanie Le Pen startu przez organ wyborczy jest dosyć mało prawdopodobne, ale nie można mieć co do tego pewności, ponieważ Rada Konstytucyjna nie rozpatrywała wcześniej analogicznej sprawy. - Wiemy jedynie, że dotychczas w sytuacji orzeczenia kary pozbawienia praw wyborczych w przypadku parlamentarzystów Rada wymagała orzeczenia prawomocnego - uzupełnił. We Francji orzeczenie jest prawomocne, gdy nie złożono od niego kasacji lub gdy została ona już rozpoznana.
Antoni Wiśniewski-Mischal (PAP)
awm/ adj/