
Obowiązkowy system ubezpieczeń, państwowy ubezpieczyciel zamiast firm komercyjnych i całkowita przebudowa obecnych zasad. Taką propozycję przedstawił przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa Mirosław Maliszewski. Jak przekonuje, obecny model jest „kompletnie niewydolny", a rolnicy mimo setek milionów złotych dopłat z budżetu państwa nadal pozostają bez realnej ochrony.
Coraz więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych
Zdaniem Mirosława Maliszewskiego tegoroczne straty w rolnictwie nie są efektem jednego zjawiska, lecz kumulacji kolejnych niekorzystnych wydarzeń pogodowych.
– Można użyć takiego sformułowania: klęska goni klęskę. Od początku sezonu, czyli od wczesnej wiosny – warto przypomnieć, że jeszcze pod koniec zimy temperatury miejscami spadały nawet poniżej -30°C. Wiele plantacji już wtedy uległo uszkodzeniu. Kolejna fala negatywnych zjawisk to oczywiście przymrozki wiosenne, które zniszczyły bardzo dużą, ogromną część produkcji rolnej w Polsce, szczególnie sadowniczej produkcji owoców.
Jak podkreśla przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa, problemy nie zakończyły się wraz z przymrozkami. – Kolejna rzecz to susza, która doskwierała jeszcze do kilku dni temu, a której kulminacją były temperatury przekraczające 40°C. Na powierzchni wyeksponowanych liści, owoców czy warzyw temperatura sięgała i przekraczała 50°C, a nawet 60–70°C. To spowodowało po prostu fizyczne uszkodzenia tkanek liści, ale także owoców. Na przykład porzeczki, agrest, borówki czy maliny zwyczajnie – użyję takiego sformułowania – ugotowały się na krzakach. Według Maliszewskiego również ostatnie opady i gradobicia pogłębiły skalę strat. – Nawet deszcze, które pojawiły się w ostatniej fazie i którym towarzyszyły gradobicia, były kolejnym uderzeniem w polskie plantacje. To pokazuje, że liczba tych niekorzystnych zjawisk pogodowych i atmosferycznych będzie się nasilać. To nie jest problem tylko tego roku. Będzie się nasilać także w kolejnych latach.
Potrzebne inwestycje i nowy system ubezpieczeń
W ocenie przewodniczącego Komisji Rolnictwa samo wypłacanie pomocy po wystąpieniu klęsk nie wystarczy. Konieczne są zarówno inwestycje ograniczające skutki ekstremalnej pogody, jak i przebudowa systemu ubezpieczeń.
– Dlatego trzeba zabezpieczyć zbiory i plony różnymi sposobami: przez deszczownie, zraszanie, nawadnianie czy osłony. To wymaga oczywiście ogromnych inwestycji i na to muszą być środki wspierające, bo sami rolnicy sobie nie poradzą. – Po drugie, potrzebny jest dobrze działający system ubezpieczeń. Nie taki jak do tej pory, w którym od ryzyk dużych i najbardziej prawdopodobnych zakłady ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać. Częściowo można je zrozumieć – nie chcą ponosić strat. Ale co z dochodami rolników? Dlatego według mnie trzeba gruntownie zmienić system ubezpieczeń w Polsce. Nie w oparciu o firmy komercyjne, nie o zwykłą dotację, tylko o system powszechny, być może obowiązkowy, taki, który pozwoli rozłożyć ryzyko i zwiększyć fundusz środków przeznaczonych na wypłatę rekompensat.
Państwowy ubezpieczyciel zamiast firm komercyjnych?
Zdaniem Mirosława Maliszewskiego, jeśli zakłady ubezpieczeniowe nie będą zainteresowane szerszą ochroną rolników, państwo powinno przejąć organizację systemu.
– W mojej ocenie, jeżeli nie zmieni się podejście komercyjnych firm ubezpieczeniowych, to w ogóle należy ten system wyłączyć spod działania firm komercyjnych i skierować go do jakiejś państwowej agendy, typu na przykład Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa czy Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, jako państwowego ubezpieczyciela. – Takie modele funkcjonują w niektórych krajach europejskich. Wobec braku pozytywnej reakcji ze strony firm ubezpieczeniowych, które niejako zamroziły swoje propozycje idące w kierunku poprawy sytuacji rolników, wyłączmy ten system spod firm komercyjnych i skierujmy go do podmiotu publicznego, który będzie się tym zajmował.
Jak podkreśla, obecny model nie spełnia swojej funkcji mimo znacznego zaangażowania środków publicznych.
– To jest alternatywa, która moim zdaniem w obecnym systemie jest lepszym rozwiązaniem dla rolników niż kontynuowanie systemu ubezpieczeń, który funkcjonuje dzisiaj. To system kompletnie niewydolny, pochłaniający corocznie kilkaset milionów złotych z budżetu państwa na dopłaty do składek, a mimo to rolnicy i tak zwracają się do kolejnych ministrów o nadzwyczajne wsparcie z tytułu klęsk żywiołowych. Nikt z tego systemu nie jest zadowolony, więc trzeba go racjonalnie, ale i rewolucyjnie zreformować.
Nowelizacja ustawy nie zakończyła dyskusji
System ubezpieczeń upraw rolnych od lat pozostaje jednym z najbardziej krytykowanych elementów zarządzania ryzykiem w polskim rolnictwie. Mimo dopłat państwa do składek, z ubezpieczeń korzysta jedynie około 16–20 proc. producentów. W 2026 r. uchwalono nowelizację ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Jedną z najważniejszych zmian było zastąpienie franszyzy integralnej franszyzą redukcyjną. O ile franszyza integralna wyznacza próg odpowiedzialności ubezpieczyciela – poniżej określonej wartości szkody odszkodowanie nie przysługuje – o tyle franszyza redukcyjna oznacza, że odszkodowanie jest pomniejszane o ustalony udział własny rolnika. Zgodnie z nowelizacją może on wynosić od 10 do 35 proc. sumy ubezpieczenia. Ustawodawca wskazywał, że rozwiązanie ma poprawić dostępność polis i ograniczyć wysokość składek, jednak część środowiska rolniczego obawia się, że w praktyce przełoży się ono na niższe wypłaty odszkodowań.
Maliszewski ocenia, że nowelizacja nie rozwiązuje podstawowych problemów systemu.
– Ostatnia nowelizacja pokazuje wyraźnie, że małymi, drobnymi krokami, często wymuszonymi przez firmy ubezpieczeniowe, próbuje się zmieniać system. Za tym stoi propozycja z ich strony: jeżeli zrobicie to albo to, co rozłoży albo zmniejszy nasze ryzyko, to my wyjdziemy z szerszą ofertą do rolników.
– W moim odczuciu zbyt często jesteśmy oszukiwani przez firmy ubezpieczeniowe, które proponują rozwiązania korzystne przede wszystkim dla nich, a nie dla rolników. Myślę, że to jest kolejny dowód na to, że ten system trzeba zmienić rewolucyjnie, a nie tylko drobnymi krokami, które w wielu przypadkach powodują, że firmom łatwiej jest przejąć z rynku dotację z Ministerstwa Rolnictwa, te kilkaset milionów złotych, a niekoniecznie przekłada się to pozytywnie – albo wcale się nie przekłada – na możliwości ubezpieczeniowe rolników i otrzymywanie rekompensat.
Zapowiedź projektu powszechnych ubezpieczeń
Przewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa zapowiada przygotowanie propozycji całkowicie nowego modelu ubezpieczeń.
– Ja uważam, że takie kosmetyczne zmiany obecnego modelu nie mają sensu. Trzeba tu dokonać rewolucji. Ja za niedługo, wraz z moim środowiskiem, przygotujemy projekt powszechnego, obowiązkowego systemu. Przedstawimy go decydentom i pokażemy zalety tego modelu.
Jak przekonuje, nowy model ma zapewnić skuteczniejszą ochronę dochodów gospodarstw.
– Bo gdybyśmy dzisiaj policzyli, ile pieniędzy co roku budżet państwa przeznacza na dopłaty do składek ubezpieczeniowych, dodali do tego miliony albo miliardy złotych, które każdego roku są przekazywane rolnikom jako rekompensaty z tytułu poniesionych strat, a jednocześnie nikt z tego modelu nie jest zadowolony, to znaczy, że coś trzeba zmienić. Będziemy chcieli pokazać, że przy stosunkowo niewielkiej składce od każdego hektara upraw rolniczych w Polsce możemy stworzyć system, który pozwoli rolnikom otrzymać realne wsparcie, jeżeli klęska dotknie ich gospodarstwa.