RAK
    Jak VIP-y, a nie zwykli pacjenci. Tak radni KO korzystali z przychodni w Piasecznie

    Jak VIP-y, a nie zwykli pacjenci. Tak radni KO korzystali z przychodni w Piasecznie

    1989 odsłon
    Jak VIP-y, a nie zwykli pacjenci. Tak radni KO korzystali z przychodni w Piasecznie

    Badania bez kolejki, pomoc w załatwieniu skierowania do specjalistów "na cito", recepty na SMS-a z jednym słowem: "potrzebuję" - takich świadczeń oczekiwali od personelu miejskiej przychodni w Piasecznie lokalni politycy Koalicji Obywatelskiej. Dzwonili bezpośrednio do kierownictwa, do rejestracji w ostateczności. Wirtualna Polska dotarła do osób, które potwierdzają ich specjalne traktowanie.

    Miejskie Centrum Medyczne w Piasecznie jest publiczną przychodnią utworzoną przez Radę Miejską w Piasecznie. Placówka podlega nadzorowi burmistrza oraz Rady Społecznej, której członków wybierają radni;

    Jak ustaliła Wirtualna Polska, politycy rządzącej w Piasecznie KO mieli mieć nieformalny dostęp do lekarzy poza kolejką. Sygnalista i była pracowniczka rejestracji opisują kanał omijania oficjalnego systemu zapisów dla radnych;

    Recepcjonistka Agnieszka Krzaczek (pracowała w Piasecznie od października do grudnia 2024 r.) powiedziała, iż radnych kazano jej zapisywać bez kolejki;

    Z kolei do polityków płynęły informacje: "jesteśmy do Waszej dyspozycji o każdej porze";

    Samorządowcy zaprzeczają, że wykorzystywali swoje funkcje, aby ułatwić sobie dostęp do opieki zdrowotnej;

    Od tygodni trwa burza po opisaniu "saloniku VIP" w Szpitalu Południowym w Warszawie . Rząd zapowiada centralną e-rejestrację do końca roku, a NFZ rozważa uzależnienie finansowania świadczeń od zapisu w oficjalnym systemie .

    Do pediatry można zapisać się za dwa-trzy dni, do lekarza rodzinnego najczęściej trzeba czekać około tygodnia. Pojedyncze terminy pojawiają się wprawdzie już na pojutrze lub za cztery dni, ale są wyjątkiem. Nowa pacjentka chcąca umówić się do położnej usłyszy, że najbliższy dostępny termin przypada na początek sierpnia. Dziewięciu lekarzy ma natomiast zapełnione grafiki aż do 20 lipca.

    Idziesz na plażę? Przyklej do telefonu. To uratuje twój sprzęt

    Tak wyglądała dostępność świadczeń w Miejskim Centrum Medycznym SPZOZ w Piasecznie pod Warszawą na początku miesiąca.

    Placówka zatrudnia około 170 osób, ma cztery przychodnie i opiekuje się blisko 26 tysiącami pacjentów. MCM jest publiczną przychodnią utworzoną przez Radę Miejską w Piasecznie. Jak twierdzą pracownicy przychodni, obok oficjalnego systemu zapisów, w latach 2024 -2025 funkcjonować miał w niej również nieformalny kanał dostępu do lekarzy . Korzystać z niego miała grupa lokalnych polityków Koalicji Obywatelskiej, która sprawuje władzę w Piasecznie. Politycy KO znajdują się również w radzie społecznej przychodni.

    "Jakbyśmy byli ich prywatną służbą zdrowia"

    • Tworzyliśmy placówkę, która miała konkurować jakością z prywatnymi sieciami medycznymi. Pracownicy czuli tę misję. Tymczasem część polityków była zapisywana z pominięciem oficjalnej drogi, bez zachowania kolejności obowiązującej zwykłych pacjentów - mówi WP jeden z pracowników MCM, który zdecydował się ujawnić kulisy funkcjonowania placówki.

    Redakcja nie ujawnia tożsamości sygnalisty - rozmówca obawia się konsekwencji zawodowych. Wymienieni w tekście politycy występują pod nazwiskami, ponieważ pełnią funkcje publiczne, a sprawa dotyczy sposobu, w jaki korzystali z placówki finansowanej ze środków publicznych. Wirtualna Polska nie publikuje natomiast żadnych informacji o stanie ich zdrowia ani treści dokumentacji medycznej - te podlegają ochronie niezależnie od pełnionej funkcji.

    Mechanizm miał być prosty. Według relacji sygnalisty, radni mieli obchodzić kolejkę, dzwoniąc w niektórych przypadkach bezpośrednio do kierownictwa, aby załatwiono im rejestrację na szybsze terminy. W ten sposób uzyskiwali dostęp do świadczeń - wizyt u lekarzy, skierowań na badania, konsultacji specjalistycznych czy recept.

    • Kiedy nie mogli dodzwonić się do kierownik przychodni, kontaktowali się z jej asystentką. Gdy ta nie odbierała, wydzwaniali do rejestracji, domagając się zapisu na szybsze terminy. Wszystkie rozmowy telefoniczne są rejestrowane, więc można to zweryfikować. Narodowy Fundusz Zdrowia powinien przeprowadzić kontrolę, która pokaże, czy dochodziło do nadużywania wpływów - twierdzi rozmówca Wirtualnej Polski.

    • Recepty czy skierowania załatwiano nawet SMS-ami, podczas gdy inni mieszkańcy musieli czekać w kolejce - podkreśla. Jak dodaje, personel miał obawiać się odmawiania wpływowym pacjentom.

    • Traktowano nas tak, jakbyśmy byli ich prywatną służbą zdrowia - mówi sygnalista. Był uczestnikiem zdarzeń i świadkiem w latach 2024-2025.

    Radni korzystający z przychodni: Piotr Sędziak, Krzysztof Kasprzycki, Katarzyna Wypych © Facebook Z relacji rozmówcy WP wynika, że wśród osób korzystających z nieformalnych kanałów kontaktu z personelem mieli znajdować się m.in.: przewodnicząca Rady Miejskiej w Piasecznie Katarzyna Wypych, przewodniczący Rady Powiatu Piaseczyńskiego Krzysztof Kasprzycki oraz radny miejski Piotr Sędziak (cała trójka jest w radzie społecznej MCM), a także inni samorządowcy. Sygnalista dysponuje materiałami, które mają potwierdzać prywatne kontakty tych osób z personelem przychodni.

    Wirtualna Polska widziała te materiały. Redakcja ustaliła również, do kogo należą numery telefonów, z których wykonywano połączenia do personelu przychodni - potwierdzają one kontakty wymienionych osób z placówką.

    Sygnalista wskazuje, że Katarzyna Wypych miała wielokrotnie załatwiać sprawy zdrowotne za pośrednictwem bezpośrednich kontaktów z szefostwem przychodni. Jako przykłady podaje m.in. sytuację z 30 grudnia 2024 r., kiedy pytała o nazwisko lekarza, który mógłby przyjąć członka jej rodziny oraz z 23 kwietnia 2025 r., gdy zapowiadała, że po spotkaniu "podjedzie", aby załatwić sobie receptę oraz dodatkowo inną sprawę medyczną.

    Według rozmówcy WP podobny charakter miały kontakty Piotra Sędziaka z personelem. W korespondencji z lat 2024–2025 radny zwrócił się m.in. o organizację szczepienia, uzyskanie zaświadczenia lekarskiego oraz pilnego skierowania , a także prosił o recepty na leki.

    Z kolei Krzysztof Kasprzycki, kiedy w sierpniu 2024 r. zwrócił się o pomoc w zorganizowaniu wizyty u specjalisty spoza placówki, otrzymał odpowiedź: "jesteśmy do Waszej dyspozycji o każdej porze".

    Sygnalista ujawnia nadużycia. Recepty na leki wystawiano po SMS na prywatne telefony © WP | wp.pl Stanowisko radnych. Wizyty były, ale nikt nie powoływał się na wpływy

    Przewodnicząca Rady Miejskiej w Piasecznie Katarzyna Wypych w przesłanym Wirtualnej Polsce stanowisku oświadcza: "Stanowczo zaprzeczam sugestiom, jakobym wykorzystywała pełnioną funkcję publiczną do uzyskiwania preferencyjnego dostępu do świadczeń medycznych w przychodni w Piasecznie".

    Dalej przewodnicząca przyznaje, że od 2024 r. korzystała ze świadczeń przychodni, w tym z wizyt stacjonarnych, teleporad, recept na stale przyjmowane leki oraz skierowań. Jak podaje, łączna liczba takich świadczeń wyniosła około 60. Dodaje, że w jej skrzynce mailowej znajduje się kilkanaście "wiadomości kierowanych do rejestracji z prośbą o wystawienie recept, co stanowi jedną z przewidzianych przez przychodnię form kontaktu z pacjentem".

    "Nigdy jednak nie występowałam o uwzględnienie mnie poza kolejnością. Nigdy nie wywierałam nacisku na personel przychodni, nie powoływałam się na pełnioną funkcję, nie oczekiwałam pomijania innych pacjentów ani nie zabiegałam o świadczenia poza obowiązującymi zasadami. Każdy mój kontakt z przychodnią wynikał z rzeczywistych potrzeb zdrowotnych moich lub mojej mamy" - zapewnia Katarzyna Wypych Podsumowuje: "Zasada równego traktowania pacjentów jest fundamentem publicznego systemu ochrony zdrowia i w pełni się z nią utożsamiam".

    Podobnie do zarzutów odniósł się radny Piotr Sędziak (były radny KO, a od lutego członek klubu Piaseczyńska Grupa Obywatelska):

    "Kategorycznie zaprzeczam informacjom przekazanym przez państwa sygnalistę. Nigdy nie wywierałem żadnej presji na personel przychodni w Piasecznie ani nie zabiegałem o preferencyjne traktowanie, przyspieszenie terminów czy umawianie wizyt poza obowiązującą kolejnością" - oświadcza Piotr Sędziak Piotr Sędziak tłumaczy również, że to ówczesna dyrektor placówki miała zasugerować mu przejście do systemu publicznego. Ale to nie wszystko.

    "Kiedy dowiedziała się ona o mojej ciężkiej sytuacji zdrowotnej (...) sama, z czysto ludzkiej życzliwości, zaproponowała mi rozwiązanie. Zasugerowała, abym zapisał się do kierowanej przez nią przychodni publicznej (...), wskazując lek. [tu pada nazwisko - red.] jako świetnego specjalistę, który mógłby zostać moim stałym lekarzem prowadzącym. Rekomendacja ta miała na celu optymalizację mojego leczenia (...). Pani Dyrektor sama zaproponowała również, aby w razie jakichkolwiek potrzeb związanych z moim zdrowiem kontaktował się bezpośrednio z nią."

    Poza tym, jak wyjaśnia radny, z przychodni w Piasecznie korzystał na takich samych zasadach jak pozostali pacjenci.

    Poślizgnął się przed przychodnią. Lekarz był na miejscu

    Podobne stanowisko przedstawił przewodniczący Rady Powiatu Piaseczyńskiego Krzysztof Kasprzycki. Stanowczo zaprzeczył, by wykorzystywał mandat do uzyskiwania preferencyjnego dostępu do świadczeń medycznych, podkreślając, że takie praktyki uważa za nieetyczne. Wskazał, że większość świadczeń realizuje w prywatnej sieci medycznej.

    Kasprzycki sam wskazuje na dwie sytuacje, które można uznać za niestandardowe. Przyznał, że raz interweniował w sprawie ciężko chorej mieszkanki Piaseczna, poszukując dla niej pilnej pomocy medycznej i transportu, co - jak zaznacza - wynikało z jego pracy zawodowej oraz współpracy z organizacjami senioralnymi.

    Radny opisuje : "miałem również wypadek, paradoksalnie na ścieżce pod przychodnią. Poślizgnąłem się na oblodzonym od tygodnia chodniku, idąc na większe spotkanie do przychodni w sprawie zajęć z psychologiem dla seniorów z ówczesną p.o. dyrektora. Jakieś tam obtarcia, ale najważniejsze, że uderzyłem kolanem o lód. Na spotkaniu nie mogłem wytrzymać z bólu kolana. W jego trakcie personel sam zaproponował, by jednak obejrzał mnie chirurg i faktycznie zgodziłem się wreszcie, nie kończąc spotkania. Przyjął mnie niemal od razu chirurg, po zarejestrowaniu na dole przy okienku recepcji (!!!)". " Nikogo nie ominąłem, bo nikogo nie było w kolejce. Dzieje się tak w każdym przypadku, bo to pomoc taka ad hoc, doraźna. Normalna w POZ. Nic zdrożnego, nie trzeba było pokazywać mandatu radnego, by tak się to odbyło, tym bardziej że jestem pacjentem w tej placówce" - dodaje.

    Sygnalista zastrzega jednak, że przedstawione przez radnych wyjaśnienia nie oddają pełnego charakteru ich kontaktów z personelem placówki. Twierdzi, że wśród opisywanych przez niego przypadków były sytuacje wykraczające poza zwykłe prośby o recepty czy wizyty.

    Według jego relacji jedna z osób związanych z lokalnymi strukturami Koalicji Obywatelskiej miała zabiegać o wystawienie recept na leki psychotropowe, mimo leczenia uzależnienia od alkoholu, co - w ocenie rozmówcy WP - mogło rodzić wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa terapii. Z tego powodu pracownicy przychodni ostrzegali się pomiędzy sobą: "jakby się dało, to traktujemy tę osobę z dystansem" .

    Recepcjonistka: Kazano nam rejestrować radnych bez kolejki

    Część relacji potwierdza pod nazwiskiem Agnieszka Krzaczek, była pracowniczka rejestracji Miejskiego Centrum Medycznego w Piasecznie, obecnie redaktorka lokalnego portalu "Piaseczno bez maski". W placówce pracowała od października do połowy grudnia 2024 r.

    Do przychodni trafiła przypadkiem - szukała stabilnej pracy w trudnej sytuacji osobistej. Wcześniej działała społecznie: zajmowała się monitoringiem praw dziecka i praw człowieka oraz inicjatywami strażniczymi dotyczącymi przejrzystości instytucji publicznych. Właśnie tam, jak mówi, zetknęła się z nieformalnymi zasadami obowiązującymi wobec części pacjentów.

    • Była taka sytuacja, jak zaczęłam pracę. Pani kierownik wezwała nas, dziewczyny z rejestracji, do gabinetu. Powiedziała, że wcześniej pojawił się radny, który chciał zostać zapisany do konkretnej lekarki, ale jego oczekiwanie nie zostało spełnione. Nie byłam świadkiem wizyty radnego, bo nie miałam wtedy dyżuru, ale przekaz był bardzo wyraźny - relacjonuje. Według jej słów kierownictwo miało przekazać pracownicom, że osoby pełniące funkcje publiczne w Piasecznie mają być zapisywane bez kolejki .

    • Pani kierownik stała przed nami i powiedziała: "Chcę, żebyście się przyznały, która była wtedy na dyżurze". Żadna z dziewczyn się nie odezwała. Ja powiedziałam wtedy, że wzięłabym to na siebie, bo nie uważam, aby ktokolwiek zrobił coś złego. Nie ma czegoś takiego, że radni powinni być lepiej traktowani niż pozostali pacjenci - podkreśla rozmówczyni.

    Jak wyjaśnia, zapisy dotyczyły lekarki cieszącej się dużym zainteresowaniem pacjentów.

    Była pracownica dodaje, że formalnie jej współpraca z przychodnią zakończyła się za porozumieniem stron. Jak jednak twierdzi, w rzeczywistości miała zostać rozpoznana przez jednego z miejskich urzędników jako aktywistka społeczna i osoba zadająca pytania dotyczące funkcjonowania instytucji publicznych.

    • Ostatecznie uznałam, że i tak nie odnajdę się w takim środowisku pracy. Nie mam na myśli zwykłych pracowników, ale kierownictwo - mówi była pracowniczka rejestracji.

    Burmistrz zabiera głos. "Ja bym gonił kijem"

    Sprawę częstych kontaktów radnych z przychodnią miała omawiać z burmistrzem Piaseczna ówczesna dyrektorka placówki Gabriela Stradomska. Według sygnalisty padały wtedy sugestie ograniczenia liczby telefonów wykonywanych przez radnych . Sama Stradomska nie chciała rozmawiać z Wirtualną Polską. Odmówiła wypowiedzi, tłumacząc, że dane stanowią tajemnicę i zakończyła rozmowę.

    W rozmowie z Wirtualną Polską burmistrz Piaseczna Daniel Putkiewicz zaprzeczył, aby był informowany o przypadkach omijania kolejek w miejskiej przychodni. Podkreślił, że jest wrogiem wszelkiego "załatwiactwa" i gdyby mógł "goniłby za to kijem".

    "Nic mi nie wiadomo o konkretnych przypadkach korzystania przez radnych lub inne osoby pełniące funkcje publiczne z nieformalnych ścieżek dostępu do świadczeń medycznych w MCM Piaseczno. Wszyscy wiedzą, że jestem przeciwnikiem oczekiwania specjalnego traktowania ze względu na pełnione funkcje czy zajmowane stanowisko - napisał w przesłanym do redakcji stanowisku.

    Daniel Putkiewicz podczas konwencji samorządowej Koalicji Obywatelskiej © East News | Wojciech Olkusnik Burmistrz oświadcza, że od lat przekazuje kierownikom miejskich jednostek, iż nie wolno ulegać naciskom ze strony osób powołujących się na pełnione funkcje publiczne . - Zawsze powtarzałem i powtarzam: osobom pełniącym funkcje publiczne wolno mniej. Nie ma tu miejsca na tolerancję wątpliwych etycznie zachowań. Uczulam kierownictwa instytucji, aby przestrzegały procedur i nie ulegały próbom "załatwiactwa". Jeśli takie sytuacje mają miejsce, proszę o ich opisanie i przekazanie mi na piśmie. Takich zgłoszeń nie otrzymałem - zaznaczył.

    Putkiewicz wskazuje również, że poprawa systemu zapisów do przychodni była jednym z priorytetów samorządu. - Wcześniej pacjenci musieli stać w kolejce po numerki od wczesnych godzin porannych. Obecnie system stał się bardziej otwarty, jest możliwość zapisania się bezpośrednio, przez internet lub telefonicznie. Poprawiła się również oferta usług medycznych i ich dostępność, choć przed nową dyrekcją jeszcze wiele pracy - dodaje.

    Przypominamy - Miejskie Centrum Medyczne w Piasecznie jest publiczną przychodnią utworzoną przez Radę Miejską w Piasecznie. Placówka podlega nadzorowi burmistrza oraz Rady Społecznej. Burmistrz Daniel Putkiewicz, przewodnicząca Rady Miejskiej Katarzyna Wypych oraz przewodniczący Rady Powiatu Piaseczyńskiego Krzysztof Kasprzycki pełnią jednocześnie funkcje wiceprzewodniczących Koła Koalicji Obywatelskiej w Piasecznie . To właśnie przedstawiciele lokalnych władz odpowiadają za funkcjonowanie miejskiej przychodni, z której - podobnie jak inni mieszkańcy - mogą korzystać jako pacjenci, za których płaci Narodowy Fundusz Zdrowia.

    6 lipca Wirtualna Polska skierowała do Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ pytania m.in. o wyniki ewentualnych kontroli przeprowadzonych w MCM w Piasecznie, skargi pacjentów dotyczące prowadzenia zapisów oraz ewentualnie potwierdzone nieprawidłowości. Do czasu publikacji odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Fundusz poinformował jedynie, że przygotowuje stanowisko.

    Szara strefa w zapisach do lekarzy. Jest pomysł jak to zwalczyć

    Przypomnijmy, że Wirtualna Polska informowała że w publicznym szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim, miał zostać wykonany poza kolejnością zabieg dla członka rodziny senatora Koalicji Obywatelskiej, Tomasza Lenza. Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na placówkę 134 tys. zł kary po potwierdzeniu nieprawidłowości.

    Podobne kontrowersje dotyczyły również polityków innych ugrupowań. Jak informował Polsat News, radny PiS z Lubartowa Andrzej Kardasz miał przejść operację w lokalnym szpitalu w okresie, gdy oddział chirurgii pozostawał formalnie zawieszony z powodu trudnej sytuacji finansowej placówki.

    Z kolei po ujawnieniu przez Kanał Zero skandalu z funkcjonowaniem tzw. saloniku VIP w Szpitalu Południowym, gdzie poza kolejnością mieli być przyjmowani politycy Koalicji Obywatelskiej, premier Donald Tusk zapowiedział przyspieszenie prac nad centralną e-rejestracją. System ma umożliwić pacjentom dostęp do informacji o wszystkich wolnych terminach świadczeń w kraju i zapewnić pełną przejrzystość zasad zapisów.

    • A więc koniec z salonikami VIP, koniec z zeszytami i omijaniem kolejek - oświadczył podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk. Zapowiedział jednocześnie przyspieszenie prac nad centralną e-rejestracją. - Wydałem polecenie, żeby te prace skrócić do minimum. Centralna e-rejestracja, dzięki której będzie transparentna kolejka, musi zacząć działać najpóźniej do końca roku - podkreślił.

    Jeszcze przed konferencją premiera urzędnicy odpowiedzialni za cyfryzację ochrony zdrowia twierdzili, iż jedynym skutecznym sposobem ograniczenia nieformalnych praktyk mogą być jawne grafiki przyjęć oraz pełna cyfryzacja procesu rejestracji pacjentów . W praktyce oznaczałoby to, że Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci szpitalom i przychodniom wyłącznie za wizyty i zabiegi umówione za pośrednictwem oficjalnego systemu.

    Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.

    Doświadczony dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce społecznej, politycznej i gospodarczej.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era