Poseł PiS Antoni Macierewicz nie wytrzymał i wtargnął na sejmową mównicę. Z oburzeniem przedstawiał, co jego zdaniem wydarzyło się 10 lipca podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej. Zignorował przy tym polecenia wicemarszałka Sejmu o opuszczenie mównicy.
W trakcie sejmowych obrad Antoni Macierewicz powrócił do wydarzeń z nocy 9 lipca i poranka 10 lipca. W miesięcznicę smoleńską grupa polityków PiS chciała złożyć kwiaty pod pomnikami na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Uniemożliwiali im to kontrmanifestanci. Doszło do słownych i fizycznych przepychanek między zwolennikami i przeciwnikami partii Jarosława Kaczyńskiego.
Funkcjonariusze jednak zdecydowanie działali także na rzecz przestępcy rosyjskiego Władimira Putina - zarzucił z mównicy sejmowej Macierewicz. Mówił też o "przestępczych funkcjonariuszach", "antypolskich demonstrantach" oraz o "biciu przewodniczących legalnego zgromadzenia". Do wystąpienia posła PiS odniósł się wiceszef MSWiA Czesław Mroczek.
Na wzór Bąkiewicza próbujecie podważać rolę policji, jej autorytet. Siejecie zamęt. Pan dzisiaj przychodzi atakować policję, gdy sam pan dopuszcza się naruszenia prawa? - rzucił minister. Oskarżył przy tym polityka PiS o naruszenie cielesności jednego z funkcjonariuszy obecnych na obchodach miesięcznicy.
Kłamiesz - krzyknął Macierewicz i w niezgodzie na wypowiedź Mroczka, wtargnął ze zdjęciem na mównicę, ignorując polecenia wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego o jej opuszczenie. Polityk PiS pokazał zdjęcie przedstawiające funkcjonariuszy policji i krzyczał przy wyłączonym mikrofonie: - Chciałbym żebyście państwo zobaczyli, ile tam było policji.
Więcej w materiale wideo.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości