
W aferze ze Szpitalem Południowym nie ma sporu o fakty. Jest spór o to, kto ponosi winę za system, kiedy nie działa nadzór polityczny, pokazała analiza Kolektywu Analitycznego Res Futura. - Wizerunek lekarza jako zawodu wychodzi obronną ręką. Realne ryzyko leży gdzie indziej - mówi w rozmowie z radioZET.pl Michał Fedorowicz z Res Futura.
Z tego artykułu dowiesz się:
Hasło "lekarze" po wybuchu afery Szpitala Południowego tylko w 30 dni wygenerowało blisko miliardowy zasięg.
Obowiązywały trzy narracje, każda przesuwała odpowiedzialność z lekarzy na instytucje, pokazała analiza Res Futura dla RadioZET.pl.
Gniew sieci nie uderza w gabinet, tylko w politykę.
Quiz: Polskie afery polityczne. Tymi sprawami żył cały kraj
Trzy narracje, dwie Polski
Afera w Szpitalu Warszawskim z miejsca przestała mieć status lokalnego skandalu. Choć ma rozmiary nieporównywalnie mniejsze niż niektóre afery za rządów PiS - w końcu nie chodzi o grube miliardy wyprowadzane z publicznej kasy. To konkretny przypadek, szczegółowo opisany w mediach. Ot młody lekarz, bez specjalizacji, za to z legitymacją partyjną, został koordynatorem SOR-u i wystawiał zawyżone faktury. W ubiegłym roku, pracując w kilku placówkach, Dawid Kacprzyk - bo o nim mowa - zarobił 1,6 mln zł. Tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku wypracował łącznie 3976 godzin, co daje w każdym miesiącu średnio 331 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych (kontraktowych). Zarząd szpitala, który podlega prezydentowi Warszawy, oraz rada nadzorcza, problemu nie widziały.
Tyle hasło, główne narracje są trzy, jak pokazało szczegółowe zestawienie Res Futura. Pierwsza to obwinianie partii o odpowiedzialność za system. To dwa przeciwstawne wątki, ale w praktyce ciągła wymiana zarzutów. Jak nie obwinianie poprzedniego rządu o wprowadzenie systemu kontraktów i kominów płacowych, to obwinianie koalicji o trzy lata bezczynności. Jak nie salonik VIP, dostęp do lekarzy bez kolejki, hashtag #ElitaKOryta i systematyczne ujawnianie nazwisk beneficjentów, to pobyt męża Elżbiety Witek na OIOM, zamknięty oddział dla Jarosława Kaczyńskiego, sprawa Stanisława Karczewskiego.
Fakt, że inni też tak robili to nic innego jak rozszerzenie zarzutu na całą klasę polityczną - podkreśla nasz rozmówca. W ramach tej narracji mieszczą się też wątki: kolesiostwo i nepotyzm - wpisy sugerują, że Kacprzykowi stanowisko koordynatora SOR, bez wymaganej specjalizacji, udzielono dzięki powiązaniom partyjnym (dyrektor szpitala to była wiceminister z rządu PO).
Narrację niosą sympatycy niemal wszystkich opcji politycznych, a spory tego typu pojawiają się pod każdym wpisem o jednoznacznie politycznym charakterze. Charakter w przeważającej mierze organiczny, wynikający ze spontanicznego oburzenia czytelników. Choć wzmacnia ją kilka kont tematycznych regularnie publikujących zestawienia podobnych przypadków z innych szpitali - zauważa też Michał Fedorowicz.
Przykładem choćby Braniewo. Chirurg w powiatowym szpitalu miał zarobić blisko 1,8 tys. zł w rok i wykazywał ponad 1,2 tys. godzin pracy w miesiącu. Albo np. spółka neurochirurgów działająca na terenie kilku województw. Miała wystawiać rachunki szpitalom na 26 tys. zł za godzinę i ponad 300 tys. zł dniówki. Jednym ze szpitali, który wszedł we współpracę ze spółką neurochirurgów, miał być szpital w Mogilnie w woj. kujawsko-pomorskim.
Druga narracja: afera w Szpitalu Południowym to wyniki patologii systemu. Internauci wskazują, że proceder trwał latami i musiał być akceptowany przez dyrekcje szpitali i nadzór Narodowego Funduszu Zdrowia. Pytają, dlaczego NFZ nie wykrył nieprawidłowości wcześniej i kto ponosi odpowiedzialność za brak nadzoru. Paliwem są komentarze odwołujące się do wcześniejszych kontroli Najwyższej Izby Kontroli.
Internauci zwracają też uwagę, że fikcyjne dyżury w wielu szpitalach jednocześnie, optymalizacja przez JDG i brak ewidencji czasu pracy to norma, nie wyjątek. Także w tym przypadku, wskazuje raport Res Futura, narracja jest organiczna i apolityczna - pojawia się równocześnie po lewej i prawej stronie.
Trzecia narracja: wina leży po stronie wadliwej wyceny procedur przez NFZ i wadliwej wyceny świadczeń ustalanej przez AOTMiT, czyli Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Ponownie: nie jest to indywidualna odpowiedzialnością lekarzy. ("Tę linię obrony przyjął też publicznie doradca prezydenta Andrzej Sośnierz, domagając się zmiany wycen zamiast rewolucji w systemie"). To jednak "watek niszowy. Obecny głównie w dłuższych, bardziej rozbudowanych wypowiedziach", można też przeczytać w raporcie.
Jak podkreśla prezes Res Futura każda z narracji przesuwa odpowiedzialność z lekarzy na instytucje. - Wygrywają narracje sceptyczne wobec elit i instytucji jako całości, niezwiązane trwale z żadną partią. To przekaz antysystemowy i antyelitarny. Wymierzony jednocześnie w szpitale, NFZ jako instytucję nadzorczą i polityków; niezależnie od barw - podkreśla Michał Fedorowicz. Dodaje, że samo zwolnienie Kasprzyka odczytywane jest jako poświęcenie kozła ofiarnego.
Co istotne, narracje te nakładają się na siebie i wzmacniają, a nie konkurują ze sobą. - To bardzo rzadki układ, bo nie ma tu sporu o fakty. Jest jedynie spór o to, kto ponosi winę za system, kiedy nie działa nadzór polityczny. W największych skrócie: z jednej strony szpitale są upolitycznione - w myśl zasady: jeśli nie jesteś w partii, to nie jesteś odpowiednio leczony. To też narracja o dwóch Polskach: jednej z kasą i znajomościami, drugiej ze śmiercią na SOR. Z drugiej - politycy jednej i drugiej strony nic nie robią. Stąd afera Szpitala Południowego w mediach społecznościowych uderza taka samo w Koalicję Obywatelską, jak i w PiS. "Wszyscy tacy sami", "tak zawsze było i będzie", "PiS PO jedno zło", piszą też internauci - podkreśla Michał Fedorowicz.
Kto zyskuje? Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz Korona Grzegorza Brauna. Obie mówią: "Tamci już rządzili, nie zrobili nic. System się nie zmienił".
"W każdym szpitalu mam teraz dyżur"
Gniew sieci nie uderza w gabinet, tylko w politykę - tę tendencję potwierdza także analiza sentymentu. Kluczowy wynik: negatywne wpisy wobec samych lekarzy to zaledwie 2,6 proc. interakcji, podczas gdy 34,7 proc. to gniew skierowany w polityków i zarządzanie szpitalami, w którym lekarz występuje jako ofiara albo świadek.
Michał Fedorowicz przyznaje, że zaskakiwać może też priorytet reguł ironii nad regułami ataku i obrony - to odpowiednio 8 proc. i 2,5 proc. Potwierdza to zresztą kolejna szczegółowa analiza. - 71,3 proc. dyskursu pozostaje bez wyraźnej emocji. Dwa: gniew i oburzenie dominują, bo stanowią 13,3 proc. wpisów, ale drugi biegun, czyli szyderstwo, też jest znaczący (6.9 proc.). Głownie dlatego, że zamienia aferę w memy o Panamerze na sesji rady miasta - podkreśla prezes Res Futura. Tym też tłumaczyć można popularność żartów pod wpisami o aferze w szpitalu.
"Lekarz Kacprzyk wsiada do taksówki. - Dzień dobry, jedziemy do szpitala. - Którego? - pyta taksówkarz. - Obojętnie, w każdym mam teraz dyżur" - piszą jedni internauci. Podczas gdy inni zauważają: "Przykro mi, ale będziemy musieli operować. - A więc to nowotwór, Panie doktorze? - Nie, mam leasing na jacht". A jeszcze inni: "Dzień dobry dokto... - 500 zł - To do widze... - Razem 1000 zł".
Główne oczekiwania? Kadry, NFZ, odpolitycznienie konkursów zbierają ułamek tego, co postulat rozliczeń i dymisji. Przy czym ministrę zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę "ratuje fakt, że nikt jej nie zna", podkreśla Fedorowicz. - To oczekiwanie stricte do Donalda Tuska, by w końcu zrobił porządną, odważną reformę służby zdrowia. Tym bardziej, że wszyscy Kacprzykiem i aferą Szpitala Południowego zobaczyli, jak wygląda system. To pretensja polityczna! Polacy nie chcą już obietnic, chcą zmian. Liczy się konkret - podkreśla Michał Fedorowicz. Padają też konkretne propozycje: karty czasu pracy lekarza, jawności wynagrodzeń przez PESEL, ograniczenia możliwości pracy na wielu kontraktach publicznych. Innymi słowy: sieć nie żąda kary, sieć żąda reformy.
Wcześniej "lekarz ratuje", teraz "lekarz zarabia
A jakie są główne zarzuty w dyskusji o lekarzach? - dopytujemy.
Najwięcej, bo blisko 15 proc. to wskazania dotyczące tego, że szpitale są upartyjnione i zarządzane z nadania partyjnego. 11,4 proc. wpisów to nacisk na chciwość i pazerność lekarzy. 7,7 proc. - podkreślenie faktu, że kiedy lekarze są chciwi i pazerni, to pojawiają się błędy i zagrożenia dla pacjentów - odpowiada Michał Fedorowicz.
Co istotne, podkreśla, zarzut pazerności zmienił adresata: nie dotyczy już przeciętnego lekarza z przychodni, tylko lekarza z partyjnymi plecami.
Jeśli dodać do tego, że dyskusja o zarobkach odpowiada za blisko 20 proc. interakcji (ustawa o jawności wynagrodzeń dostarcza jej paliwa), to tworzy to grunt pod trwałe przesunięcie ramy z "lekarz ratuje" na "lekarz zarabia". W skrajnym przypadku "lekarz doi system". Czytaj: lekarz z partyjnymi plecami to pazerny przedsiębiorca, który zarabia na chorobie i cierpieniu innych. - Jeżeli samorząd lekarski wejdzie jesienią w protesty płacowe na tak podgrzanym tle, odda przeciwnikom gotową ramę, która dziś odnosi się wyłącznie do jednego bohatera afery - kwituje Michał Fedorowicz.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje